Jak nie poznaję swojej matki

Gdyby brać pod uwagę doświadczenie, gotowość do poświęceń i efekty ich wychowywania to byliby najlepszymi opiekunami dla Twojego dziecka. Mają tylko jedną wadę – gdy w pobliżu pojawia się malec nie można się z nimi dogadać. Kto to taki? Twoi właśni rodzice!

Mówi się, że dzieci kocha się całym sercem, ale zwariować z miłości można tylko na punkcie wnucząt. Moja babcia bez mrugnięcia okiem przyznaje, że ze mną nadrabiała to wszystko, czego nie mogła dać mojemu ojcu. Gdy tatuś skończył trzy miesiące babka musiała wrócić do pracy, więc synuś musiał zaznajomić się ze żłobkiem. Co innego było w moim przypadku – babcia była już na emeryturze i z nieskrywaną chęcią zmieniła moją mamę. Wiele jej zawdzięczam, ale to temat na inną opowieść.

Wróćmy do rodziców. Z racji niewielkiej odległości od mojego domu rodzinnego zdarza nam się (ostatnio coraz częściej) podrzucać tam Oluchę. Na początku rodzice dość ostrożnie podchodzili do Oli. Bo za mała, bo pewniej czuje się przy rodzicach, bo coś zepsują… Trudno powiedzieć, kiedy przyszedł przełom, ale właśnie wtedy zaczęły się problemy z komunikacją.

Dziś mama i tata najlepiej czują się wtedy, kiedy trzymają wnuczkę na rękach. Wtedy się mogą nią nacieszyć, no i mają wszystko pod kontrolą. Dziecko nie przewróci się, nie uderzy się w głowę, nie wyleje niczego na siebie. Nie pomagają argumenty, że Ola raczkując i stawiając pierwsze kroki poznaje świat, a guzy i siniaki są nieodłącznymi elementami tego procesu. Ale nic nie dociera do zachwyconej babci i wpatrzonego jak w obrazek dziadka – miejsce wnusi jest na rękach i już! To trochę egoistyczne z ich strony, bo po takiej wizycie Ola nazajutrz bardzo wyraźnie pokazuje nam, że chce do góry.

Najgorsze jest jednak to, że z rodzicami praktycznie nie ma kontaktu. Gdy raz zostawiliśmy Olę u nich i poszliśmy do kina, z przyzwoitości po wyjściu z seansu postanowiliśmy zadzwonić i sprawdzić czy wszystko gra. Po standardowym Halo mama zaczęła jak mantrę powtarzać zwrot W porządku (to już standardowe nie było). I nie miało znaczenia, czy pytałem jak się miewa Ola, czy dają sobie z nią radę, czy jadła, czy jest śpiąca, czy nie tęskni za nami… Takie zawieszenie się zrzuciłem na karb stresu, przeczuwając, że Mała zafundowała dziadkom piekło. Łamiąc ograniczenia prędkości zajechaliśmy na miejsce, po czym okazało się, że wszystko faktycznie jest… w porządku.

Ale czara goryczy przelała się dzisiaj. Po pierwsze na wejściu zostaliśmy niemal staranowani przez babcię, która czym prędzej chciała przywitać się z Olą. Gdy zbieraliśmy się do domu i ubieraliśmy Małą to raz po raz mama nam ją wyrywała, bo to przecież ostatni moment, żeby wyściskać wnusię. Kiedy chcieliśmy zwyczajnie pogadać nasze wypowiedzi pozostawały bez żadnej odpowiedzi, bo rodzice albo w tym samym czasie mówili do Oleńki, albo nas zupełnie ignorowali.

I co zrobić z takim fantem? Absolutnie nic! Bo choć z rodzicami nie można się z teraz dogadać, to lepszej opieki dla naszej Oluchy na pewno nie znajdziemy. A słuch może im wróci, gdy Mała zacznie gadać. W najlepszym razie stanie się to już za kilka miesięcy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s