Dlaczego we Francji dzieci są grzeczniejsze?

w Paryzu dzieci nie grymasza

W salonach nie trzymają zabawek. Gdy idą z dziećmi na plac zabaw to nie zajmują się lepieniem babek z piasku, a czytaniem gazet. Na dokładkę ich pociechy zjadają wszystko bez grymasów. To efekt francuskiego wychowania. Czy wzorce znak Sekwany można zaszczepić w Polsce?

Na początku zaznaczę, że książka „W Paryżu dzieci nie grymaszą” to nie dzieło tamtejszej mamy. Jej autorką jest amerykańska dziennikarka Pamela Druckerman. Moje pragnienie sięgnięcia po tę lekturę wzrastało, ilekroć Ola zaciskała buzię w czasie posiłku lub zaraz po nim wyciągała rączki, bym zamiast sprzątać wzięła ją na ręce.

Autorka książki przenosi  się z mężem do stolicy Francji i tam rodzi dzieci. Odkrywa ogromne różnice w tym, jak do macierzyństwa i wychowania podchodzą kobiety w Stanach Zjednoczonych, a jak we Francji. Z dziennikarską pasją docieka ich źródła. Dlaczego ciężarne paryżanki są bardziej zrelaksowane? Jak to się dzieje, że niemowlęta przesypiają noce mając nawet dwa miesiące? Dlaczego dzieci w Paryżu są grzeczniejsze i potrafią się sobą zająć? Odpowiedzi szuka wsłuchując się w głos guru francuskiego wychowania, czytając francuskie pisma dla mam, wertując fachową literaturę, odwiedzając żłobki, wypytując znajome mamy i w końcu – doświadczając wszystkiego na własnej skórze.

Pewnymi rozwiązaniami jestem wprost zachwycona. W wielu przypadkach metody Francuzów są bardziej przemyślane. W Paryżu nie skupiają się na tym, jak zapewnić sobie kwadrans spokoju, ale jak sprawić, by za 10 lat dzieci nie wchodziły rodzicom na głowę. I choć autorka porównuje Francję z Ameryką, ja widzę, że Polki są pod silnym wpływem tych samych – nie zawsze dobrych – wzorców zza Atlantyku.

Pamela Druckerman wcale nie odkrywa Ameryki. Francuski model wychowania to zestaw prostych środków, stosowanych z żelazną konsekwencją. Pięć z nich szczególnie przypadło mi do gustu.

Bonjour!

Podczas, gdy w Polsce za kluczowe w dobrym wychowaniu dziecka uznaje się słowa „proszę”, „dziękuję” i „przepraszam”, we Francji nie mniejszy nacisk kładzie się na „dzień dobry” i „do widzenia”. Dzieci mają zawsze witać i żegnać przychodzących gości. Chodzi o okazanie szacunku, ale nie tylko. Dziecko uczy się mówić te słowa z pewnością siebie, patrząc w oczy rozmówcy. Przekonuje się tym samym, że jest domownikiem tak jak rodzice i też się liczy. Innym natomiast pokazuje, że potrafi zachowywać się poprawnie i wchodzić w interakcje z dorosłymi.

Autorka opisuje dla kontrastu, jak w Stanach Zjednoczonych, podczas gdy dorośli się witają, dzieci wbiegają do domu jak do siebie. U nas chyba nie jest aż tak źle. Moja sześcioletnia sąsiadka zawsze głośno mówi mi „dzień dobry”. Z drugiej strony niejednokrotnie widziałam dzieci czy nastolatki, które do windy wchodziły jak do obory i ani me, ani be, ani kukuryku.

Cadre

To system ściśle obowiązujących reguł, tworzący ramę otaczającą szerokie pole wolności i swobody.

Francuzi w pewnych kwestiach są surowi i wymagający, w innych przymykają oko. Przykładem może być wieczorny rytuał. Po kolacji i kąpieli autorka wzorem Francuzek mówiła dzieciom, że mają iść do swojego pokoju. Mogą tam robić do chcą, ale już z niego nie wychodzą. W efekcie dzieci bawiły się ulubionymi zabawkami, po czym zmęczone kładły się spać – szczęśliwe, że mogły robić „co tylko chciały”.

Jeśli rodzic chce mieć posłuch, nie może nieustannie powtarzać dziecku „nie!”. W ten sposób to istotne słowo może stracić na znaczeniu. Lepiej odpuścić sobie w błahych sprawach, za to mówić bardzo stanowczo w kluczowych sytuacjach. Ton głosu i wyraz twarzy (tu się uśmiałam – autorka pisze o minie „les gros yeux”, czyli „wielkie oczy”) ma budować nasz autorytet.

Dzieci potrzebują stawiania granic, by radzić sobie ze swoimi pragnieniami, bo: „Im bardziej dziecko rozpuszczone, tym bardziej nieszczęśliwe”.

w Paryzu dzieci nie 02

Goûter, czyli pora podwieczorku

Zaskoczył mnie francuski sposób karmienia. Podczas gdy w Polsce najczęściej mówi się o jedzeniu co trzy godziny, i to bez soli i cukru, Francuzi karmią dzieci co cztery godziny, tym, co sami jedzą. Posiłki są jednak przemyślane, atrakcyjne dla oka i różnorodne (ślinka mi ciekła jak czytałam rozdział o planowaniu menu dla żłobków). Dłuższe przerwy między posiłkami i brak możliwości podjadania nie sprawiają, że dzieci umierają z głodu, ale na jedzenie wręcz czekają.

Wyjątkiem jest pora podwieczorku, kiedy dzieci mogą zjeść ciastko i nikt nie widzi w tym nic złego.

Polskie mamy dwoją się i troją, co tu zrobić z tym słodkim. Wiadomo – dzieci kochają ciasteczka, cukierki i lizaki. Możemy udawać, że tych smakołyków nie ma, ale czasem nie dawanie słodyczy w ogóle może sprawić, ze potem dziecko będzie chciało nadrobić zaległości.  Radykalizm nie popłaca – w końcu cukier istnieje i już. I tu Francuzi znaleźli sposób. Słodkie tak, ale tylko w określonej porze dnia. Autorka książki tylko raz widziała otyłe dziecko na placu zabaw. Jest pewna, że było przyjezdne.

w Paryzu dzieci nie 03

Przeczekanie

Z zapartym tchem czytałam rozdział o przesypianiu nocy przez paryskie niemowlęta. Dlaczego one śpią w wieku dwóch miesięcy, a moja prawie roczna Oleńka budzi się średnio 2-3 razy w nocy, najczęściej „na smoczek”?

Okazuje się, że recepta jest bardzo prosta. Francuzki nie biegną do łóżeczka, gdy tylko dziecko zakwili. Odczekują chwilę, wsłuchując się w płacz.

Bardzo często dziecko, którego nie rozbudzimy w tym momencie nagłym pojawieniem się przy łóżeczku, zasypia dalej. To naturalne, że gdy kończy się jedna faza snu i człowiek przechodzi do kolejnej, na moment się budzi. Dorośli są już nauczeni zasypiać dalej – rano nawet tych przebudzeń nie pamiętamy. Małe dzieci dopiero się tego uczą.

Tu muszę jednak zrobić pewną dygresję. Moja ciocia opowiedziała mi, jak kiedyś pracowała u pewnej Francuzki jako au pair. Przyjechała by opiekować się dwumiesięcznym dzieckiem. Pewnej nocy usłyszała, jak mały strasznie płakał i, łamiąc zasady ustalone z panią domu, zaniepokojona przyszła do jego pokoju. Zdziwiła się widząc tam matkę, która siedziała niedaleko łóżeczka i bez nerwów powiedziała, że dziecko „musi się spania nauczyć”.

To zachowanie dla mnie podpada już pod jakąś znieczulicę i zimny chów, którego nie wyobrażam sobie w moim domu. Pisząc więc o „przeczekaniu” rozumiem je jako chwilę wstrzymania się z interwencją.

w Paryzu dzieci nie 01

Bąble zajmują się bąblowaniem

To, co najbardziej spodobało mi się w lekturze, to jednak zupełnie inna mądrość Francuzów. Oni pozwalają dzieciom rozwijać się w swoim tempie. Nie stają do wyścigu szczurów, by maluchy jak najszybciej czytały, pisały, pływały i nie wiadomo co jeszcze. Wychodzą z założenia (jak najbardziej słusznego!), że dzieciństwo to unikalny czas, kiedy należy dziecku pozwolić na poznawanie świata, doświadczanie go zmysłami i swobodne nabywanie nowych umiejętności i wiedzy. Na placu zabaw Francuzi nie biegają krok w krok za maluchem, nie krzyczą „ziuuu!”, gdy zjeżdża ze zjeżdżalni. Zajęcia na basenie mają oswoić dzieci z wodą, bo pływać nauczą się w wieku sześciu lat, albo i później.

Jak bardzo różni się to od tego, co obserwuję naokoło i u samej siebie. Kiedyś Babcia Piotra powiedziała, że „dziecka nie można tak po prostu wsadzić do kojca i nawrzucać mu zabawek. Trzeba z nim siedzieć i się bawić”. Bardzo wzięłam to sobie do serca i pamiętam doskonale jakie miałam wyrzuty sumienia, gdy trzymiesięczna Oleńka leżała sobie 20 minut na macie edukacyjnej, a ja robiłam w tym czasie obiad. Myślałam: „Jestem złą matką, powinnam cały czas do niej mówić. To wszystko ma znaczenie dla jej przyszłości!”. Na zajęcia na basenie wybieram się od pół roku i wybrać się nie mogę. Byliśmy za to kilka razy w parku wodnym i Oleńka była zachwycona całym tym chlapaniem, kolorami czy fakturą kafelków. Ale ja wciąż miałam wyrzuty sumienia, że Ola pozostaje w tyle, bo nie umie jeszcze pływać.

Znane mi mamy świrują podobnie do mnie. Porównują postępy dzieci, podsuwają mądre zabawki, sadzają na nocnik już półroczne dzieci. Przecież teraz wszystko ma znaczenie.

A może by tak trochę wrzucić na luz? W naszym domu od teraz będzie więcej bagietek, camemberta i francuskiego parentingu 😉

Reklamy

5 thoughts on “Dlaczego we Francji dzieci są grzeczniejsze?

  1. Sugerując się baaaardzo pozytywnymi recenzjami, czytałam „W Paryżu…” jeszcze w ciąży. Książka miała pokazać, jak genialne jest podejście Francuzów do wychowywania dzieci, a jak dla mnie była przede wszystkim dowodem, że moja….hmmm… bardzo oczywiście stereotypowa i nie poparta własnym bezpośrednim doświadczeniem opinia o Amerykanach, jako niezbyt rozgarniętych, jest słuszna. Nasz synek ma dwa miesiące, w tym czasie przeczytałam trzy inne poradniki, wszystkie amerykańskiego autorstwa. W jednym znalazłam kilka użytecznych trików (suszarka jako cudowna kołysanka), a po lekturze drugiego musiałam sobie zafundować krótką „autopsychoterapię”… Nadal jednak uważam, że najlepszymi doradcami w kwestii wychowania są instynkt i zdrowy rozsądek. I mimo, że krótkie doświadczenia macierzyńskie i poradnikowe potwierdzają moją tezę, do książki Druckerman sięgnę ponownie – może wraz z rozwojem i wzrostem naszego Bobira wzrośnie też zachwyt nad nią.wwywychowania są: instynkt, zdrowy rozsądek.

    Lubię to

  2. Hmm, a mi jednak od tej książki ciągle wieje… chłodem? wygodą i egoizmem? W końcu czekamy na te swoje wymarzone dzieci, które tak strasznie szybko rosną i się zmieniają… a potem chcemy, żeby od razu zachowywały się jak dorośli. A przecież dzieci tak w międzyczasie, w swoim tempie uczą się wszystkiego patrząc na nasze zachowanie. Często instynkt podpowiada rodzicom najlepiej, ale jeśli komuś przyda się wsparcie merytoryczne, to ze wszystkich poradników jakie mi wpadły w ręce w ciąży, najszczerzej i najgoręcej polecam Jespera Juula. Skandynawski model relacji między rodzicami i dziećmi wygrywa dla mnie wzajemnym szacunkiem, uwagą i zdrowym, podmiotowym podejściem do każdego człowieka, niezależnie od jego wieku. Bo nawet małe dziecko, to już całkiem gotowy człowiek. 😉 A największe plusy tego podejścia? Znacznie większy luz psychiczny dla rodzica, mniej frustracji dla obu stron, za to o wiele więcej wzajemnego zrozumienia i ciepła.

    Lubię to

    • W takim razie bardzo chętnie sięgnę po książkę tego autora. We francuskim modelu też są elementy, których „nie kupuję”, nawet rozważałam osobny wpis na ten temat, niemniej kilka zasad, o których pisałam, wydaje mi się rozsądnych. Dobrze, że mamy dostęp do tak różnych poradników, każdy ma szansę wyrobić sobie własne zdanie, które wymieszane z własnym doświadczeniem daje w efekcie jeszcze inny model wychowania.

      Lubię to

      • To fakt, w porównaniu z naszymi rodzicami mamy komfort łatwego dostępu do informacji. I każdy może śmiało szukać swojej drogi. 🙂

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s