Dlaczego za Niego wyszłam

slub koscielny podpisywanie dokumentow

fot. Szymon Domagała

Jechaliśmy samochodem, ja – oczywiście – prowadziłam. Wówczas było to tym bardziej oczywiste, że Piotr nie miał jeszcze prawa jazdy. I o to właśnie poszło. Że on nie chce go na razie zdawać. Ja, córka motomaniaka, uważałam, że tak być nie może. Wywiązała się kłótnia, która niebezpiecznie zaczęła przeradzać się w bezsensowną awanturę.

– Tysiąc razy mówiłam Ci, że jeśli będziesz tylko chciał, dam Ci poćwiczyć na moim aucie, ale musiałbyś tego chcieć!

– Tłumaczę Ci, że na razie nie widzę potrzeby zdawania, skoro nie mam auta i nie będę regularnie jeździł.

– Czy Ty mnie w ogóle słuchasz??? Tysiąc razy Ci powtarzam, że możesz jeździć moim!!! – byłam już naprawdę wściekła.

– Ten jest tysiąc pierwszy – odparł ze stoickim spokojem Piotr.

Oczywiście nadal byłam zła, ale tekst rozłożył mnie na łopatki i tak rozśmieszył, że choć ogarniała mnie furia, jednocześnie nie mogłam już zachować powagi. Zniszczył system. Jak się miało okazać, dopiero po raz pierwszy.

***

Jakieś dwa miesiące temu Oleńka obudziła się z płaczem po piątej. Zerwałam się z łóżka i poleciałam po butlę i pędem do głodnego dzioba. Podczas karmienia Bąbel odpłynął i już miałam odkładać ją do łóżeczka, już widziałam siebie za minutę leżącą z powrotem pod ciepłą kołdrą, gdy nagle… rozległ się Piotra budzik. A należy dodać, że nie byle jaki budzik, bo Mąż mój drogi ustawił sobie melodyjkę z „Kapuśniaczka”. Cały motyw muzyczny wybrzmiał, zanim Piotr go wyłączył. Spojrzałam na Małą, a ona – swoimi jeszcze większymi niż zazwyczaj oczyma – na mnie.

Gdy po kolejnym kwadransie usypiania wróciłam do łóżka warknęłam:

– Na przyszłość bądź tak MIŁY i szybciej wyłączaj budzik!

– A Ty, Misiu… W OGÓLE postaraj się być miła!

***

Sytuacja trzecia miała miejsce wczoraj. Podczas urlopu ojcowskiego mój pedantyczny Piotr postanowił mnie „wychowywać”. W naszym związku to ja jestem bałaganiarą i właśnie wczoraj o to poszło. Że to musi się skończyć, że na wierzchu zostało jedzenie dziecka, że jak tak dalej pójdzie, to utoniemy w bajzlu… Była godzina 23:00, wściekła wzięłam się za porządki i rzeczywiście posprzątałam. Gdy w końcu położyłam się w łóżku Piotr tradycyjnie liczył na to, że podzielę się moją poduszką-kiszką, która została z nami od czasu ciąży i służy za „jasiek”. Ja jednak ciągle byłam zła, więc całą długą kiszkę przygniotłam swą osobą:

– Ja się dzielę tylko wtedy, kiedy jesteśmy w zgodzie! – warknęłam.

-A sprzątasz tylko wtedy, kiedy jesteśmy w kłótni – odparował Piotr i choć miałam ochotę go udusić, sama dusiłam się ze śmiechu.

Reklamy

2 thoughts on “Dlaczego za Niego wyszłam

  1. Lepsza w zwiazku zdrowa mala kłótnia niż pozorny spokój, co to grozi kumulacja morza gorącej magmy pod pozornie zielonym dywanem łąki… Jak w Yellowstone nie przymierzajac… A stoicki humor Piotra to wentyl (gejzer?) bezpieczeństwa. Ze znanych mi małżeństw na sukces waszego stawiam w ciemno. Motomaniak.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s