Gdzie ja miałem oczy…

książki warte przeczytania

Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga – pisał wieszcz. A ja Wam mówię: nie szukajcie tak daleko, bo prawdziwe skarby są na wyciągnięcie ręki.

Staram się dużo czytać. Dziennie na lekturę przeznaczam tyle, ile można. Wychodzi kilkadziesiąt minut: w tramwaju w drodze do i z pracy, no i na dobranoc. To taki wariant minimum, poza który niestety rzadko udaje się wyjść. Lista „do przeczytania” jest całkiem długa, więc mogę spać spokojnie. Ale ostatnio przytrafiła mi się bezsenna noc.

Zaczęło się od tego, że w internecie natknąłem się na kolejne zestawienie z cyklu „Książki, które warto przeczytać”. Takie wpisy skanuję jednym okiem, od deski do deski czytam natomiast komentarze. Jedna z komentujących napisała, że poleca wszystkie książki Jamesa Clavella, a w szczególności „Króla szczurów”. – Coś mi to mówi – powiedziałem na głos i po chwili wiedziałem już co.

Przez całe moje dzieciństwo „Króla szczurów” był moim sąsiadem! Nie potrafię powiedzieć ile razy bawiłem się na podłodze tuż obok tej książki, jak często trafiała w nią kopana przeze mnie piłka, czy ile razy przekładałem ją podczas robienia porządków na półkach. Dobrze natomiast wiem, ile razy ta książka wzbudziła moją ciekawość. Dokładnie raz, i tylko dlatego, że „Król szczurów” pomylił mi się z „Władcą much” Williama Goldinga. Gdy tylko okazało się, że na okładce książki nie ma wzmianki o chłopcach ocalałych z katastrofy lotniczej, którzy na bezludnej wyspie próbują zaprowadzić własny porządek, książka z powrotem trafiła na półkę.

Dziś cieszy się drugim życiem, a ja wprost nie mogę się oderwać od pożółkłych stron, na których Clavell opisał historię alianckich żołnierzy osadzonych w obozie jenieckim w Singapurze. Jeszcze jej nie skończyłem, więc wszystko może się zdarzyć, ale na ten moment to jedna z najlepszych powieści, jaka kiedykolwiek wpadła mi w ręce! I pomyśleć, że prawie ją przegapiłem…

Kto wie, ile takich perełek czeka na Was w domach rodzinnych czy nawet obecnych miejscach zamieszkania. Jeśli szukacie czegoś dobrego do czytania to poszukiwanie zacznijcie właśnie tam. Księgarnie można sobie odpuścić, bo najczęściej promują one dwie grupy książek: „Gotuj z…” i „Schudnij jak…”. Wydawcy odkryli chyba w ten sposób „perpetuum mobile”.

Reklamy

One thought on “Gdzie ja miałem oczy…

  1. uwielbiam! jedna z lepszych powiesci przeczytana dobre kilka (moze nawet kilkanascie ?) razy 🙂 Polecilabym jeszcze „przeminelo z wiatrem” ale to chyba z babskie 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s