Najgorszy tydzień ciąży

ciaza 9 miesiac

Rok temu byłam na skraju załamania nerwowego. Przy okazji miałam ochotę pozabijać moich najbliższych. Tak, to był zdecydowanie najdłuższy tydzień w moim życiu. Tydzień „po terminie porodu”.

Do 12 stycznia chodziłam uśmiechnięta i zadowolona. Wszystko było dopięte na ostatni guzik: wyprawka skompletowana, ubranka wyprane, wyprasowane i poukładane w szufladach, kącik noworodka umeblowany, torba do szpitala spakowana. Czułam się też przygotowana od strony teoretycznej, bo przeczytałam kilka poradników, a ponadto ukończyliśmy szkołę rodzenia. Choć brzuch był duży, nosiłam go dzielnie i chętnie odpowiadałam na pytania zainteresowanych.

Ale wszystko się zmieniło, gdy minął ten magiczny 12 stycznia. Bo choć data porodu jest – jak wiadomo – umowna, niektórzy traktują ją bardzo serio. Odbierałam więc dziesiątki telefonów i smsów.

– Jak się czujesz?

– Aleksandra siedzi?

– Masz jakieś skurcze?

– Obniżył Ci się brzuch?

– Oj wydaje mi się, że w ciągu dwóch najbliższych dni urodzisz!

– Ale dacie nam znać, jak się zacznie?

I tak w kółko. Codziennie! Wiem, wiem, to wszystko z troski, ale miałam wrażenie, że większość osób myśli, że urodzimy dziecko i nigdy im o tym nie powiemy. A może każdy chciał być pierwszym, który się dowie, więc pytał i dzwonił zawczasu. Wiele razy.

Jeszcze gorsze było to, że musiałam tłumaczyć najbliższym, że nie będziemy pisać co pięć minut raportu z porodówki, że mój lekarz będzie przy porodzie tylko wtedy, jeśli trafię na jego dyżur, i że dziecku NIC NIE BĘDZIE, jeśli jeszcze chwilę posiedzi w środku. W końcu lekarz co parę dni mnie bada i nadzoruje sytuację.

Tymczasem nic się nie działo. Poza tym, że moje samopoczucie zdecydowanie się zmieniło. Na gorsze. Miałam dosyć. Budziłam się o trzeciej nad ranem. Bolały plecy i biodra, nie mogłam znaleźć sobie wygodnej pozycji. Czułam się jak wielki hipopotam, a żarty w stylu „Na pewno nie będziesz mieć bliźniaków?” dawno przestały mnie śmieszyć.

Poza tym był to tydzień, na który nie zaplanowałam sobie żadnych zajęć. W końcu w swoich wyobrażeniach miałam już być mamą.

W tamtych dniach chwilami naprawdę traciłam nadzieję, że kiedyś TO SIĘ SKOŃCZY i że w końcu zobaczę MOJE DZIECKO. Cały strach przed porodem minął. Pragnęłam tylko, by nadszedł czas na mnie.

I w końcu nadszedł – ale o tym już niedługo, bo zbliża się roczek Oli 🙂

***

Na oddziale położniczym tuląc Małą Wielką Aleksandrę żaliłam się innym mamom na ten ostatni tydzień. To samo przeżywała praktycznie każda, która była po terminie. I wtedy jedna z nich powiedziała wspaniałą rzecz, którą polecam rozważyć wszystkim ciężarnym.

– Ja podałam wszystkim o dwa tygodnie późniejszy termin porodu. Dzięki temu miałam święty spokój.

Reklamy

One thought on “Najgorszy tydzień ciąży

  1. Bobir też rodził się po terminie, ja z kolei nie mogłam zrozumieć dlaczego lekarz prowadzący każe mi się zgłosić do szpitala tylko dlatego, że minął 41 tydzień ciąży…przecież czułam się świetnie, a do tego w szkole rodzenia tłumaczyli, że termin to tylko data przybliżona…
    A opcja z enigmatycznym podaniem „pierwsza połowa miesiąca x” sprawdzona i godna polecenia.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s