Ciężarówka z parówkami

uwaga_kobieta_w_ciazyRok temu nie byłem na skraju załamania nerwowego. Nikogo nie chciałem zabijać, a tydzień „po terminie porodu” wcale nie był najdłuższym w moim życiu.

W zasadzie do piątku, kiedy wylądowaliśmy w szpitalu to był normalny tydzień. Jak zawsze rano wychodziłem do pracy, a po południu meldowałem się w domu. Wiedziałem, że w każdej chwili mogło się zacząć, ale lekarz kazał uzbroić się w cierpliwość. Chodziłem do pracy też z innego powodu: szkoda marnować urlop, który przydaje się wtedy, gdy dziecko jest już na świecie. Poza tym Sonię zostawiałem w dobrych rękach, bo wsparcie zapewniała Mamusia.

Każda pomoc była wtedy na wagę złota, bo brzuch był naprawdę bardzo duży. Żartowaliśmy, że jak tak dalej pójdzie to dziecko, które się urodzi będzie od razu takie trzymiesięczne. Sonia nie miała lekko. Ale i życie faceta w takiej sytuacji nie należy do przyjemności. Z przynajmniej trzech powodów.

Pierwsze primo – zapomnijcie o wysypianiu się. Pobudki w środku nocy powodowane potrzebą odwiedzenia toalety to norma. Śpisz z brzegu łóżka? Masz jak w banku, że ciężarówka po Tobie przejedzie. Masz miejsce od ściany? Obudzi Cię zaraz po powrocie z WC, by zapytać czy przypadkiem nie śpisz, bo ona jakoś nie może zasnąć. A jak nie śpi to na przykład z zegarkiem w ręku sprawdza regularność skurczy. Oszaleć można.

Drugie primo – szykujcie się na etat kelnera. Na szczęście nie musiałem biegać do McDonald’s, ale lodówka była dobrze zaopatrzona. Bez mrugnięcia okiem realizowałem zamówienie: parówki, szklanka mleka i ciasteczka zbożowe. Nie ma co komentować, trzeba przynosić. I to jak najszybciej!

Wreszcie trzecie primo, ultimo – przygotujcie się na marudzenie i napady histerii. Waszej kobiety oczywiście. „ Dlaczego oni do mnie ciągle dzwonią i pytają: jak się czuję, czy mam jakieś skurcze, czy brzuch się obniżył, czy Aleksandra siedzi i czy damy im znać, że się zaczęło” – to tylko poziom podstawowy. Na zaawansowany wchodzimy, gdy pojawiają się pytania: „Czy nasza waga na pewno dobrze działa?”, „Myślisz, że kiedyś przestanę wyglądać jak wieloryb?”, „Czy jestem już tak duża, że moja rodzina będzie mnie chciała zjeść?”.

Tak właśnie mijały nam ostatnie dni przed rozwiązaniem. Wszystko było pod kontrolą.  Schody zaczęły się dopiero w piątek. – Misiu, jedziemy do szpitala na badanie kontrolne. Ale spoko, raczej rodzić dziś nie będę – powiedziała Sonia. Godzinę później wyszła do mnie pielęgniarka i powiedziała: – Niech Pan przyniesie torbę żony, idziemy na porodówkę. Po chwili byłem już z powrotem i ku mojej rozpaczy w torbie nie znalazłem ani parówek, ani nawet ciasteczek. Przydałyby się, bo TEN dzień miał się okazać bardzo długi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s