Z teściową na porodówce

kajdany

Równo rok temu Sonia rodziła. Siedziałem obok niej, trzymałem ją za rękę, a drugą pisałem smsy, bo inaczej podpadłbym Mamusi.

Smsowania miało nie być. Jeszcze dwa miesiące przed terminem porodu Sonia przeprowadziła wychowawczą rozmowę ze swoją Mamą. – Nie będziemy na żywo relacjonować naszego porodu. Wiem, że brak informacji może być dla Was trudny, ale to my będziemy rodzić. Wolę, żeby Piotr skupił się na wspieraniu mnie niż na gapieniu się w ekran telefonu. Damy znać jak wszystko się zacznie, no i oczywiście jak Mała będzie już na świecie. Dwa smsy mogę zagwarantować – wyłożyła nasze stanowisko Sonia. Mamusia przyjęła te argumenty, ale przy pierwszej okazji postanowiła przeciągnąć na swoją stronę… mnie. – Wiesz Zięciu u kogo jadasz obiad co niedzielę. To posłuchaj: będą smsy, będzie dobrze! Nie będzie wiadomości, nie będzie obiadu. Rozumiemy się? – zakończyła Mamusia. Czułem się trochę skołowany, bo niedzielne obiadki to piękna i smaczna tradycja. Stanęło na tym, że dodatkowe informacje będziemy przesyłać, jeśli okoliczności na to pozwolą.

I na początku pozwalały. Kiedy w piątek po południu rozgościliśmy się na sali porodowej pierwsze co zrobiłem to napisałem do Mamusi; pochwaliłem standard sali i obsługę. Po chwili otrzymałem odpowiedź i… gwarancję większej porcji mięsa podczas niedzielnego obiadu. Tak się ucieszyłem, że dwie godziny później ręka sama odnalazła komórkę. I to był błąd! Mamusia tak się rozochociła, że oprócz słów wsparcia w kolejnych smsach kierowała do mnie masę pytań, wymuszając w ten sposób dalszy kontakt: jak się czuje Sonia?, czy skurcze są silne?, jak duże jest rozwarcie? Pojawiły się też sugestie: nie chcę się mieszać, ale na miejscu Soni zdecydowałabym się na znieczulenie zewnątrzoponowe.

Byłem miedzy młotem a kowadłem, a jakby tego było mało z pytaniami pisali do mnie też Teść i Szwagierka. Na szczęście pomocną dłoń podała Aleksandra, która po 11 godzinach postanowiła wyjść do nas.

Dlatego kolejny sms był bardzo lakoniczny i zawierał tylko jedno słowo: „Jeeest!”. Na reakcję nie musiałem długo czekać: „Na niedzielny obiad dostaniesz tyle mięsa, ile ważysz”. Dla takiej odpowiedzi warto było wysłać kilka wiadomości więcej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s