Mama kontra babcia – ring wolny

Obchodzące właśnie swoje święto babcie potrafią bezkrytycznie kochać swoje wnuczęta. Z wzajemnością. Na tej pięknej relacji cierpią czasem… rodzice.

Podczas weekendowej imprezy urodzinowej Oli chcieliśmy zrobić sobie zdjęcie. Takie, jakby to powiedział nasz zaprzyjaźniony fotograf, typowe. Mama, tata i dziecko. Sonia była chętna, nawet ja się dałem przekonać. Gorzej, że bunt wznieciła mała jubilatka. Aleksandrze było tak dobrze na rękach Babci (która ustanowiła w weekend nowy rekord: podczas czterogodzinnej uroczystości nosiła swoją wnusię przez trzy i pół godziny), że ani myślała zamieniać jej ramiona na nasze. Gdyby nie to, że byliśmy zajęci organizacją imprezy, zrobiłoby się nam naprawdę przykro.

Za co najczęściej chwalimy babcie? Za to, co potrafią wyczarować w kuchni. Nie ma znaczenia czy będzie to obiad, czy może coś słodkiego. Czasem wspominamy chleb przez nią pieczony, na którym rozsmarowywaliśmy powidła, oczywiście przygotowane jej rękoma. Innym razem ślinka nam cieknie na myśl o placku drożdżowym babcinej roboty. Próbujemy jako dorośli ludzie odtworzyć smak jej pierogów, ale choć dokładnie znamy przepis to nie jesteśmy w stanie tego zrobić; jedyne co nam pozostaje to oddać fartucha 😉

Gdy byłem dzieckiem to właśnie Babcia zajmowała się mną podczas nieobecności rodziców. W zakres obowiązków wchodziło oczywiście gotowanie i karmienie wnuka. Nie było z tym najmniejszego problemu, bo wszystko zjadałem z apetytem. Niektóre dania, jak chociażby szare, ziemniaczane kluski z gotowaną kapustą to unikat. Inne wracały w wykonaniu mojej Mamy, no i tu pojawiał się problem.

Przyzwyczajony do babcinych standardów za nic nie mogłem przekonać się do zup gotowanych przez Mamę. Grochówka, jarzynowa, krupnik, ogórkowa, pomidorowa? Bez znaczenia. – Babcia robi lepsze! – mówiłem z grymasem, a wtórował mi młodszy Brat. Naszym „ulubionym” daniem w wykonaniu Mamy były jednak szagówki, czyli takie poznańskie kopytka. Co to była za udręka! – Ja poproszę trzy – zamawiałem. – A dla mnie dwa – przebijał Brat. Po czym na talerzach i tak zostawały resztki. Co gorsza, nie potrafiliśmy się ugryźć w język i za każdym razem przypominaliśmy, że Babcia szagówki robi zdecydowanie lepiej. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że Babcia to dla Mamy teściowa. To prawie jak podżeganie do wojny.

Dziś trochę żałuję tych komentarzy. Od kilkulatka można chyba wymagać, żeby niekiedy powstrzymał się od takich docinek. Nastolatek też mógłby się odpowiednio zachowywać przy stole, a dwudziestoparolatek to już w ogóle! Ale z drugiej strony krytyka odniosła skutek, bo dziś Mama przyrządza zdecydowanie lepsze szagówki niż jeszcze kilka lat temu. Może dlatego, że dziś jest już babcią?

Wszystkim Babciom życzymy, by mogły cieszyć się wnukami. A wnukom przypominamy, że mamy równouprawnienie i jutro na serdeczności czekają Dziadkowie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s