Nie idź w stronę światła

Podczas wczorajszych obchodów Dnia Dziadka nie mogło zabraknąć rodzinnych opowiastek. Jedną z nich słyszałem chyba po raz setny. Na szczęście dramat, o którym opowiada musiałem przeżywać tylko raz.

Gdybym miał wymienić jedną rzecz, która kojarzy mi się z Dziadkiem to byłyby to przejażdżki tramwajami. Dzięki niemu całe miasto zjeździłem wzdłuż i wszerz. Znałem na pamięć trasy wszystkich linii, ich kolejne przystanki i godziny odjazdów z pętli. Długie wycieczki pozwalały mi poznać moje miasto z nietypowej perspektywy. Dzięki nim nauczyłem się kultury, bo Dziadek zawsze dbał o to, bym ustępował miejsca starszym. Podawałem też pomocną dłoń zbłąkanym podróżującym. Dziadek zawsze odsyłał ich do mnie: – Niech Pan zapyta wnuka. On zna się na mieście lepiej niż ja – mówił, wskazując niedowierzającym ludziom na kilkuletniego chłopca.

Najlepsze w naszych tramwajowych podróżach było jednak to, że zawsze w pełnym składzie i bez najmniejszych problemów wracaliśmy do domu. Niestety, nie mogę tego samego powiedzieć o chyba jedynej w moim życiu przejażdżce tramwajem z Tatusiem.

W niedzielne popołudnie wracaliśmy od Dziadków. Wyjątkowo nie autem, lecz komunikacją miejską, ku uciesze mojej i młodszego Brata. Niestety, uciekł nam bezpośredni tramwaj do domu i musieliśmy się przesiadać. Jechaliśmy z tyłu, w ostatnim wagonie. Tramwaj zatrzymał się na przystanku. – Chłopaki, za nami widzę światło. To chyba „jedynka”, którą dojedziemy do domu. Wysiadamy! – zarządził przesiadkę Ojciec. Zdążyłem wyskoczyć z wagonu, a za mną… zamknęły się drzwi. Dostrzegłem tylko zdziwienie na twarzy Taty i radość Brata, który w myślach zagarniał dla siebie cały pokój. Tramwaj ruszył, a ja nie byłem w stanie dotrzymać mu kroku. – Odjechali! Wszystko stracone – krzyknąłem zrozpaczony.

Na szczęście mój dramat nie trwał długo. Z odsieczą przyszedł mi taksówkarz, który widział całą scenę, czekając na zielone światło: – Wsiadaj chłopcze. Dogonimy ich! – powiedział. Bez mrugnięcia okiem skorzystałem z jego propozycji, dzięki czemu na następnym przystanku zameldowałem się… szybciej niż tramwaj. Pamiętam to zdziwienie na twarzach Taty i Brata. A jakie były pierwsze słowa mojego Ojca? – Uff, udało się! Tylko pamiętajcie: ani słowa Mamie. Dzioby na kłódkę, rozumiemy się?

Tajemnicę utrzymaliśmy tylko do powrotu do domu. Tatę wsypał Brat: – Mamo, wiesz co się stało? My wracaliśmy do domu tramwajem, a Piotrek taksówką!

Pewnie za szybko na takie deklaracje, ale nie wydaje mi się, żebym pozwolił Oli na przejażdżkę tramwajem z moim Tatą. Lepiej dmuchać na zimne.

Reklamy

One thought on “Nie idź w stronę światła

  1. Trzymasz w napieciu jak Clancy, wartka akcja, poscigi i pelne ironii zakonczenie. 😀 do tego usmialam sie jak traszka z Twojego „wszystko stracone!”. 😀

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s