Rodzicu, stań pod drzewem! – mądrości Superniani cz. 1

Dorota Zawadzka Moje Dziecko

Przeczytałam właśnie pierwszą część książki „Moje dziecko”. Spodziewałam się znaleźć w niej zbiór reguł i wskazówek dotyczących wychowania. Nie znalazłam, bo książka została napisana w formie wywiadu. Przepytywana Dorota Zawadzka płynnie zmienia temat, co jakiś czas rzucając jednak coś mądrego. I dla tych kilku myśli warto było zarwać dwie nocki.

 Zejdź, bo spadniesz

Kochamy swoje dzieci, ale starając się robić dla nich jak najlepiej popełniamy mnóstwo głupot. Jedną z nich jest wyręczanie ich we wszystkim. Przegapiamy, albo nie chcemy dostrzec momentu, gdy mogą przyswajać nowe umiejętności i wykonywać pewne czynności samodzielnie. Dotyczy to jedzenia, sprzątania czy na przykład ubierania i rozbierania.

Gdy dziecko nam się wyrywa i zabiera buciki, a nie jest to znowu takie nietypowe – może chce spróbować samodzielnie je założyć? Dopóki mu na to nie pozwolimy, nie będzie miało szansy się tego nauczyć. A potem matki się dziwią, że dzieci są od nich całkowicie zależne i nie umieją nic wokół siebie zrobić.

Trzeba więc dać dziecku szansę poznania i rozwijania swoich możliwości. Nie ma sensu mówienie mu, by nie wchodziło na drzewo, bo albo nie da rady z niego zejść, albo spadnie i rozbije sobie głowę. Jak tylko nie będzie nas w pobliżu nasza pociecha i tak sprawdzi czy potrafi chodzić po drzewach, tyle że zrobi to bez naszego nadzoru. Lepiej więc stanąć pod drzewem i dziecko poprowadzić .

Gdy niemowlak zaczyna przekręcać się na boki, potem raczkować i wreszcie chodzić, nie możemy go trzymać całymi dniami w wózku. Z wiekiem jego przestrzeń powinna się rozszerzać. Gdy między drugim a trzecim rokiem życia Bąbel zaczyna ćwiczyć równowagę chodząc po krawężniku, zamiast krzyczeć: „Zejdź, bo spadniesz!”, warto uznać, że czas już na rowerek. Małe dzieci są bardzo elastyczne, dlatego ważne, by właśnie w młodym wieku szukać sportu, który sprawia im frajdę.

Zabawy (nie) dla dzieci

Są rodzice, którzy przed swoimi dziećmi chowają… zabawki. „Bo zepsujesz”, „pogubisz elementy”…  A może dziecko rozkręca zabawkę, bo chce sprawdzić, jak to działa? Mój Wujek tak właśnie robił. W dzieciństwie żaden mechanizm nie miał przed nim tajemnic, a jako nastolatek samodzielnie skonstruował urządzenie mierzące poziom baterii.

Inni rodzice nie pozwalają dziecku się pobrudzić, malować rękoma, niepokoją się, gdy na papierze daje upust złemu nastrojowi bohomazami w czarnym kolorze. Trzeba dać dziecku szansę na rozwój i wyrażanie swoich emocji.

Wspominałam kiedyś, że zabrałam Olę na zajęcia rozwojowe dla niemowlaków. Któregoś dnia dzieci dostały do zabawy farby wykonane ze składników spożywczych. Nasz Bąbel był w siódmym niebie. Wkładała rączki w talerze, rozsmarowywała farby po całej twarzy i włosach; próbowała jeść. Na początku patrzyłam przerażona, jak jej body zamienia się w kolorowe płótno małego malarza, zastanawiając się, czy to się spierze i jak ja sobie poradzę z doprowadzeniem jej do porządku przed powrotem do domu. Ale już po chwili nie mogłam od niej oderwać wzroku. To były jedne z najfajniejszych chwil w mijającym roku, bo poznałam nową stronę natury naszej córki, a przy tym ubawiłam się przednio. Takie zabawy polecam każdej matce. Mina dziecka – bezcenna!

 niemowle i farby

Jedzenie i to, co następuje potem

Gdy dziecko bawi się w najlepsze nie warto przerywać tych chwil posiłkiem.  Kilkulatkowi możemy już powiedzieć, że za dziesięć minut kolacja, dając tym samym czas, by dokończył wieżę z klocków. Z młodszymi dziećmi też się można dogadać.

Zdarzało się, że podchodziłam do Oli z zaproszeniem na obiad, a ona zupełnie mnie ignorowała, skupiona na wrzucaniu piłeczek do puszki. Co zrobić w takiej sytuacji? Odpuścić. Za parę minut znudzi jej się zabawa, przypomni sobie o głodzie i nie puści mimo uszu pytania o jedzenie.

A teraz prawdziwy hit. Uśmiałam się do łez czytając fragment o pierwszych próbach sadzania na nocniku. Matki zachęcają dziecko wielokrotnie. Proszą, mówiąc: „No usiądź, zrób kupkę. Może chociaż siusiu?” W końcu się udaje. I co? Tak długo wyczekiwana zawartość natychmiast ląduje w ubikacji. Co podpowiada Dorota Zawadzka? Postawić nocnik na środku pokoju, wykonać radosne telefony do babć, pochwalić i nagrodzić dziecko, a dopiero potem posprzątać! W przeciwnym razie malec może dojść do wniosku, że nie ma sensu się wysilać, skoro efekt nic nas nie obchodzi.

Dziecko też człowiek

Do dziecka trzeba podchodzić z szacunkiem. Gdy się do niego zwracamy, szczególnie wtedy, gdy je strofujemy – patrzmy mu w oczy! Nic nie da „Nie rób tego” rzucane przez ramię, gdy pochylamy się nad garnkiem z zupą. Należy zniżyć się do jego wysokości (niskości?), nawiązać kontakt wzrokowy i dopiero wtedy powiedzieć, co myślimy. Uważajmy też na tembr głosu, bo częstym błędem jest zmiękczanie poleceń w stylu słodkiego „Proszę Cię Kasiuniu nie rób tak”.

I jeszcze jedno – uczmy się argumentować nasze polecenia. „Nie, bo nie” to żaden argument. Można też próbować zachęcić malca do myślenia. Zawadzka daje przykład dziecka, które chce zimą iść do przedszkola w sandałach. Można tak poprowadzić rozmowę, by samo sobie uświadomiło, że jak wyjdzie na dwór, to będzie mu zimno w nogi. Nie jest to może łatwe, ale jeśli się uda to dziecko powie nam to, co sami chcieliśmy mu przekazać. Co więcej, będzie przekonane, że to jego decyzja.

Jak widać warto rozmawiać. Rozmawiać, a nie mówić. Podobno najczęstszym pytaniem, jakie zadają rodzice dzieciom wracającym ze szkoły jest: – Co było dzisiaj na obiad? Dzieci tak przywykają do tych pytań, że zaczynają odpowiadać automatycznie. Co proponuje Zawadzka? „Opowiedz mi o trzech najważniejszych wydarzeniach Twojego dnia”.

Ważne, by słuchać dziecka, tak jak słuchamy przyjaciółki czy jak chcemy być słuchani, gdy rozmawiamy z kimś z pracy. Prowadzenie poważnej rozmowy z synem lub córką podczas zmywania czy oglądania telewizji może być traktowane jako brak szacunku.

I jeszcze jedna ważna sprawa dotycząca rozmów z dziećmi. Nie umiemy po prostu pochwalić i postawić kropki. To nasza wielka rodzicielska wada. „Świetnie Ci poszło!” Koniec. Ugryźmy się w język, nie dodawajmy „ale może następnym razem jeszcze…”. Niech dziecko poczuje radość z pochwały. Jako dorośli przecież też nie lubimy usłyszeć od szefa: „Ładnie pani Soniu, ale w tym miejscu można by jeszcze…”.

Przemoc w rodzinie

Bardzo mocno zapadło mi w pamięć, jak ważne jest, by w przypadku, gdy dziecko uderzy nas NATYCHMIAST zareagować właściwie. Co to znaczy właściwie? Po pierwsze, dziecko zazwyczaj robi to po to, by zwrócić na siebie uwagę. Jeżeli zaczniemy się śmiać i o tym mówić, osiągnie cel. Najlepiej więc zatrzymać rękę w pół drogi, albo powiedzieć ostro „Nie wolno bić mamy” i zanieść dziecko na chwilę do kojca. Nawet jeśli przez chwilę popłacze czy da wyraz swojej agresji, nauczy się, że jest to zachowanie niepożądane.

Tyle zostało mi w głowie po przeczytaniu pierwszej części „Mojego dziecka”. Czy warto przeczytać drugą powiemy Wam już niedługo.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s