Pierwsza kłótnia

banan i biszkopty

Ola skończyła dziś 13 miesięcy i muszę powiedzieć, że to już nie jest to samo dziecko, co miesiąc temu. Zrobiła skok rozwojowy, którego rozmiary mnie powaliły. Bo nasza córka nie tylko MA swoje zdanie, ale potrafi już prowadzić dyskusję. I tylko trochę żałuję, że nasza pierwsza rozmowa, to była mała, ale jednak kłótnia.

Podeszła do mnie w porze drugiego śniadania, gdy jadłam jogurt.

-Am – zaczęła trybem oznajmującym.

– Jesteś głodna? Poczekaj, mama już Ci szykuje jedzenie – wstałam i zabrałam się za przyrządzanie banana z malinami.

-Am! – Ola przeszła do trybu rozkazującego.

– Poczekaj chwilę, już odmrażam maliny, zaraz dostaniesz.

-AM!!! – Oli skończyła się cierpliwość. Zdesperowana wyciągnęłam biszkopta łamiąc tym samym wszelkie zasady (francuskie i nie francuskie 😉 )

Ola wylądowała w foteliku do karmienia i mniej więcej w połowie biszkopta dołączyłam do niej z gotowym deserem. Jeden gryz biszkopta- jedna łyżeczka owoców- jeden gryz- jedna łyżeczka.

-AM! – Ola skończyła biszkopta i zacisnęła usta gdy chciałam podać kolejną łyżeczkę banana. Wymownie wskazała rączką w kierunku szuflady z biszkoptami.

-AM! – powtórzyła, dodając ekspresyjnie znak migowy „jeść”.

– Nie ma biszkoptów! – skłamałam.

-JEST!

-Nie ma, jedz banana.

-NIE NANA!

Przyznaję się bez bicia. Rozłożyła mnie na łopatki. Poległam. Dostała drugiego biszkopta, na szczęście owoce też po nim zjadła.

EPILOG

Dziś rano szykowałam Oli śniadanie, a ona została w swoim pokoju. Zazwyczaj wyciąga wówczas książeczki albo jakieś zabawki, a po chwili słysząc krzątaninę w kuchni przychodzi do mnie. Tym razem było inaczej.

Kończyłam już robić kaszkę, gdy uświadomiłam sobie, że Ola coś długo nie przychodzi. Za to do moich uszu doszedł jakiś dziwny szelest. „Acha, znów będę zaraz układać wszystko na półkach pod przewijakiem. Dorwała się do basenowych pieluszek” – pomyślałam.

Ruszyłam do jej pokoju i to, co w nim zobaczyłam, nie było tym, czego się spodziewałam.

Na półkach pod przewijakiem leżały nietknięte pieluszki i kocyki. Ona sama siedziała zadowolona na środku dywanu obok swojej torby. W obu rączkach trzymała… biszkopty. Nie mam pojęcia ile zdążyła już zjeść, naliczyłam wokół niej jeszcze osiem, w różnym stopniu nadgryzionych. Uśmiechnęła się do mnie szelmowsko, a ja zobaczyłam w jej oczach tryumf: „Widzisz, JEST!”.

Jeden zero dla Oli.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s