Matce wstęp wzbroniony

spiace dziecko

Niepotrzebnie chwaliliśmy dzień przed zachodem słońca. Kiedy wydawało się, że przespane noce to już nasza codzienność, Ola postanowiła przypomnieć, że cały czas jest małym dzieckiem. A dzieci w nocy mogą się budzić. Najgorsze, co może się wtedy przydarzyć to… mama spiesząca na ratunek.

Różne są przyczyny nocnego alarmu. A to wypadnie smoczek-pocieszyciel, a to przyśni się coś złego, albo już nad ranem da o sobie znać głód. Rozwiązanie w każdej z trzech sytuacji jest dość proste: wetknąć smoka; przytulić i odłożyć do łóżeczka; podać butlę mleka i odłożyć do łóżeczka.

Gorzej, gdy płacz nie ma jasnej przyczyny. Widzimy (a raczej słyszymy), że coś jest nie tak, ale konwencjonalne środki nie pomagają. Wówczas do akcji wkracza ojcowska dłoń, która potrafi zagłaskać na sen.

Celowo piszę „ojcowska”, bo w większości przypadków to ja w nocy ratuję sytuację. Chyba, że ubiegnie mnie Sonia. Jednak wbrew pozorom to nie jest dobre rozwiązanie. Nie wiem czemu tak jest, ale mama to dla dziecka postać o wiele ciekawsza od ojca. Tata przyjdzie, odłoży, przykryje – można spać. Jak wpadnie mama – szkoda czasu na spanie. Dlatego często mamina interwencja kończy się fiaskiem i do akcji musi wkroczyć tata.

Oczywiście nie jest tak, że mogę się pochwalić stuprocentową skutecznością. Czasem i ja jestem bezsilny, gdy nie pomagają smoczki, przytulenie i głaskanie. Dziecko uda się dość łatwo uspokoić, ale o spaniu zapomnijcie. Ola staje wtedy w łóżeczku i wpatruje się w tatę (wersja soft), albo co chwilę zrzuca smoczek na podłogę (wersja hard). W tej drugiej sytuacji zarządzam… gimnastykę. Smoczek ląduje na poduszce. Jeśli Bąbel go chce to niech się schyli, a nuż poduszka włączy ekstra przyciąganie 😉

Niestety w czasie nocnych manewrów muszę trwać na posterunku. Siedzę w wygodnym fotelu i mam do wyboru dwie rzeczy. Przykryć się kołderką Oli i udawać (albo i nie), że śpię. Mogę też spędzić ten czas na czytaniu. Czego bym nie robił kluczowy jest tu brak zainteresowania poczynaniami dziecka, które w końcu przegrywa ze śpikiem.

Kiedy Ola już śpi, gaszę światło i wracam do sypialni. Spoglądam na zegarek: – Kurde, godzinę z nią walczyłem – rzucam pod nosem. – Byłeś taki dzielny Misiu – odpowiada zaspana Sonia. Najlepiej jednak wdzięczność wyraża sama Ola.

Dziś w nocy, kiedy głaskałem ją po główce i pleckach z nadzieją, że to już ostatnie muśnięcie, w pewnym momencie podniosła się, spojrzała mi prosto w oczy, wyciągnęła smoka i powiedziała: – Tata!

– Ooo – odpowiedziałem rozczulony i pomyślałem, że choć jej coraz bardziej złożone wypowiedzi budzą mój podziw, to jednak najbardziej wzruszają mnie zawsze te dwie sylaby.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s