Nocnikowe fanfary

trening czystosci

Jestem matką i nic co ludzkie nie jest mi obce. Dziecko już od pierwszych chwil po narodzinach uświadamia nam, że jak niewinnie nie prezentowałyby się małe buteleczki, jak uroczo nie wyglądałby kącik noworodka na przewijaku i jak pięknie nie pachniałyby jego kosmetyki– wszystko to ostatecznie prowadzi do jednego. Do kupy.

Jeżeli zniesmacza Was ta fizjologia – nie czytajcie dalej. Dziś bowiem zniżymy się do tych najbrudniejszych stron człowieczeństwa. Jak to mówi czasem Piotr – wróbelki tego przecież nie odnoszą. Przewijanie małego dziecka uczy nas pokory i opieki nad drugim człowiekiem, także w tych najtrudniejszych aspektach. Uświadomiłam sobie ostatnio, jak ważna jest to lekcja życia, czytając o wolontariuszach w hospicjum. Dotarło do mnie, jak miniony rok zmienił moje podejście do myśli, że i ja być może będę się kiedyś opiekować starszą osobą wraz ze wszystkim, co z tą sprawą się wiąże.

Dziś jednak nie o starości, a o wczesnej młodości . Przed Państwem – nocnik!

Kiedy Ola miała mniej więcej pół roku i zaczęła samodzielnie siedzieć, niektóre znajome mamy sugerowały, że to jest moment, w którym można by już spróbować posadzić ją na nocnik. Byłam wówczas zupełnie zaskoczona tą sugestią. Zawsze wydawało mi się, że na te sprawy przychodzi czas w drugim, a nawet trzecim roku życia. Ostatecznie z sugestii nic nie wyniknęło. Nawet nie kupiłam wówczas nocnika. Uważałam, że to nie ma sensu, bo Ola dopiero co zaczynała przygodę z pokarmami stałymi, w dodatku te początki były trudne. Jadła niewiele, wciąż pojawiały się problemy brzuszkowe i co tu dużo mówić, konsystencja tzw. „dwójki” pozostawiała jeszcze wiele do życzenia.

Z czasem zaczynałam jednak widzieć w tym więcej sensu. W końcu po dziecku prawie zawsze widać, że „nad czymś pracuje”. Kiedy Mała pełzała i raczkowała, potrafiła na przykład „zaparkować tyłem” pod fotelem, albo schować się pod fotelikiem do karmienia. Czasem po prostu przystawała oparta o stół i mocno się koncentrowała. Nawet jeśli nie było mnie w tej chwili w pobliżu, zawsze wiedziałam, co właśnie zrobiła. Zdradzają ją przekrwione oczy. Dlatego gdy Ola miała 11 miesięcy kupiłam nocnik z zamiarem rozpoczęcia „łapanki”.

Ale gdy tylko postawiłam go na podłodze w łazience, znów zwątpiłam. Czytałam wówczas różne artykuły na ten temat i najczęściej pojawiało się zdanie, że pośpiech nie jest sprzymierzeńcem w nauce korzystania z nocnika. Ponadto dopiero dzieci w wieku 18-24 miesięcy są w stanie skojarzyć fakt, że zamierzają coś zrobić i zasygnalizować tę potrzebę. Możemy „to” złapać, ale dziecko nie robi tego świadomie.

Ponieważ przegapiliśmy już moment, kiedy dziecko siedzi, ale jeszcze nie ucieka, usadzenie Oli na nocniku też zamieniało się w komedię. Owszem, siadała, stęknęła raz teatralnie, obdarzyła mnie szelmowskim uśmiechem i już chciała wstawać i iść dalej. Poza tym znów pojawiły się problemy z brzuszkiem.

Postanowiłam więc zgodnie z wytycznymi z książek, że nocnik będzie sobie stał, ale bez presji. Sadzałam na nim czasem Olę, nawet w ubraniu i pieluszce, pozwalałam jej bawić się nim i przesuwać go po podłodze. Chciałam, by wiedziała, że należy do niej. Stopniowo budowałam między nocnikiem a Olą nić sympatii.

Pewnego dnia brzuszkowe problemy przyniosły coś dobrego. Liczne prysznice „po” i moje mimowolne nawijanie na ten temat przy przewijaniu tak zapadły Oli w pamięć, że gdy zrobiła kupkę w pieluszkę spojrzała na mnie i powiedziała „pupa”. Potem zaczęła w ten sposób regularnie mnie informować, że muszę ją przewinąć. Zdarzało się na przykład, że weszłam do pokoju po jej drzemce, a ona wyjęła smoczek i oznajmiła z pełną powagą „pupa”. I rzeczywiście, pielucha była do natychmiastowej zmiany.

Dziś po drzemce czytałyśmy książeczki i nagle Ola spojrzała na mnie.

– Pupa – szepnęła poważnie.

Zajrzałam do pieluchy, a tam czyściutko. Poszłyśmy więc do łazienki i usadziłam ją na nocniku, zanim zdążyłam otworzyć książeczkę Mała utkwiła we mnie przekrwiony wzrok i…. STAŁO SIĘ!

Zgodnie z zapamiętanymi wytycznymi Superniani rozpoczęłam nocnikowe fanfary. Wyściskałam Olę, pokazałam jej, co zrobiła (bardzo była zaskoczona), biłam jej brawo, a potem, już po umyciu pupy, ale jeszcze nad pełnym nocnikiem, zadzwoniłam do Piotra i babć, głośno chwaląc sukces Oli. Mała nawet wtrącała się do rozmowy, pokazując co chwilę paluszkiem na nocnik i powtarzając „pupa!”.

I choć jeszcze dziś zdarzyła się Oli druga „dwójeczka”, o której nie uprzedziła, przepełnia mnie wielka duma. I chyba nie tylko mnie, bo Mała co wchodzi do łazienki, powtarza „pupa, pupa” i bije sobie brawo.

P.S. Najważniejsze rady dotyczące odpieluchowania znalezione w książkach i internecie:

1. Nie spieszyć się – dziecko da nam znać, że jest gotowe rozpocząć tę przygodę, a sam trening potrwa z trzy miesiące.

2. Nie stresować dziecka nauką w złym momencie  np. gdy rodzi mu się rodzeństwo.

3. Stopniowo oswajać z nocnikiem, bez presji i karcenia, gdy coś się nie powiedzie.

4. Nie dać się naciskom otoczenia, nawet gdy babcie i ciocie opowiadają, że dziecko znajomej już sobie pięknie radzi, a ma dopiero rok. Lepiej wsłuchać się we własne dziecko, przed wspomnianym 18. miesiącem ostateczne pożegnanie z pieluchą to rzadkość.

5. Gdy się uda, zamiast szybko spłukać w toalecie zawartość nocnika pokazać dziecku, że to ważna sprawa, obdzwonić rodzinę, pochwalić. Niech czuje moment chwały.

P.P.S. A Wy macie jakieś rady dla początkujących z treningiem czystości?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s