Ciemność widzę

 

tesciowa_na_102

Jedni chcą żeby była na sto dwa. Inni by miała tylko dwa zęby. Nawet prawo nie jest po jej stronie: nie wiadomo jak będzie się starać i tak rodziną nigdy nie będzie. Dziś obchodzimy Dzień Teściowej.

Dawno nie pisałem niczego o Mamusi, a wiem, że te historie cieszą się dużym zainteresowaniem. A to rzuci mięsem, a to nastawi kilka budzików. I tak już dziewiąty rok. Jak to się zaczęło? W samochodzie, kiedy Mama Soni podrzucała nas na imprezę.

Siedzieliśmy wygodnie w aucie rozmawiając, śmiejąc się i żartując. – Masz szczęście, bo trafiłem się Tobie jak ślepej kurze ziarno – rzuciłem do Soni. W tym samym momencie w lusterku zobaczyłem wpatrzone we mnie oczy kierującej przyszłej Teściówki. Oj, chyba przesadziłem – pomyślałem. Ooo, zdecydowanie przesadził – musiała pomyśleć Mamusia, ale tym razem mi się upiekło.

Któregoś wieczoru zadzwoniłem do Soni.

– Cześć, wiesz kto mówi? – zacząłem tajemniczo.

– Nie wiem – usłyszałem w słuchawce. Myślałem, że Sonieczka robi sobie ze mnie jaja.-  Szymon?

– Yyy, Szymon? – coś mi przestało tutaj grać. Po chwili zrozumiałem i czym prędzej się poprawiłem. – Dzień dobry Pani, z tej strony Piotr. Chciałem rozmawiać z Sonią.

Dalej było już z górki. Gdy poinformowałem o naszych zaręczynach to nie spuściła z łańcucha psa, a gdy po ślubie musieliśmy na trzy miesiące przezimować u Mamusi to przyjęła mnie… No sami powiedzcie – która teściowa chciałaby rano iść po bułki dla zięcia, a przy okazji podrzucić mu jego ulubioną gazetę? Najwyższy standard. Nie obyło się jednak bez zgrzytów. Nasz najsłynniejszy „konflikt” dotyczył… oświetlenia.

Przyznaję, że na światło nie zwracałem uwagi. Miało być jasno, jego barwa i intensywność nie spędzały mi snu z powiek.  Co innego Mamusia – mnogość lamp, lampek i lampeczek sprawiała, że w Jej salonie można było wyczarować niesamowity klimat. Wieczorem po pracy podgrzałem sobie obiad, zapaliłem światło nad stołem, chwyciłem w dłonie sztućce i… do pokoju weszła Mamusia.

– Ależ macie tutaj nieprzytulne światło – powiedziała i ku mojej rozpaczy zgasiła lampę nad stołem. Szkoda, że nie widzieliście mojej miny. Do dziś kiedy wspominamy tę sytuację wszyscy się śmieją, ale co niedzielę nad pysznym rosołem zawsze pali się światło.

Ale nie zawsze Mamusia staje po stronie zięcia. Czasem to więzy krwi biorą górę. Jak wtedy, kiedy z ciężarną Sonią bawiliśmy nad morzem. Toczyliśmy wtedy małe wojenki o słodkości.  Biorąc pod uwagę dobro dziecka postanowiłem: jeden gofr/koktajl/lód na dwa dni. Sonia nie złożyła broni. – Wiesz Mamo, Piotruś mi wydziela słodkości – zaczęła gorącą linię z centrum dowodzenia. – To nie może tak być! Co to znaczy, że gofry co drugi dzień? Gdybyście pojechali nie na tydzień, a na dwa tygodnie to przysługiwałoby Ci siedem. A jak jesteście tylko tydzień to będzie ich o połowę mniej i będziesz stratna. Walcz o swoje! – podbudowała córuchnę Mamusia.

Mógłbym tak jeszcze długo, ale muszę zadzwonić do sami wiecie kogo. Zanim Mamusia zgasi światło chciałem powiedzieć, że jest wspaniałą Teściową. Lepszą jest chyba tylko moja Mama.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s