Uroda po mamusi, intelekt po tatusiu

ksiaze caluje zabe

Nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. Nie muszą dotyczyć skomplikowanych i trudnych rzeczy. Czasem wymskną się przy okazji zwyczajnych rozmów. Nie wiadomo skąd. Po prostu padają i rozkładają na łopatki.

Gdy ponad rok temu zmienialiśmy miejsce zamieszkania na nowym osiedlu spotkałem dziewczynę. Przywitała się i rozpoczęła rozmowę.

– Dzień dobry. Kto by pomyślał, że się tutaj spotkamy?

– Nooo.

Bystry ze mnie chłopak, nie ma co. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że wyrzucałem wtedy śmieci i za nic w świecie nie mogłem skojarzyć kim ona jest. Czy poznałem ją w pracy, a może na jakiejś imprezie? Pojęcia nie mam do dziś. Od tamtego czasu parę razy widzieliśmy się na osiedlu, ale nigdy jakoś nie było okazji (akurat!), żeby wyjaśnić sprawę.

Ale to nie ja w naszym małżeństwie specjalizuję się w udzielaniu dziwnych odpowiedzi. Sonia miewa o wiele lepsze wstawki.

Poznaliśmy się na studiach. Nasz wydział mieścił się na największym wówczas kampusie uniwersyteckim w mieście. Tysiące ludzi, wśród nich my i paru wspólnych znajomych. Pewnego dnia spotkaliśmy się z moim kumplem z liceum. Gadka-szmatka, wreszcie konkret.

– Soniu, moja mama pozdrawia Twoją mamę.

– Skąd wiesz?!

Skąd wiesz?! Mogła zapytać o to, skąd obie panie się znają (okazało się, że z czasów studenckich), wysłać pozdrowienia w drugą stronę lub po prostu podziękować. Ale to byłoby zbyt proste i nie w jej stylu. Jak wtedy na lotnisku.

Spakowani, uśmiechnięci i gotowi na wielką przygodę (czytaj: tydzień wygrzewania się na zasłużonym urlopie) czekaliśmy w kolejce do stanowiska odprawy biletowo-bagażowej. Wreszcie pora na nas. Pierwszy bagaż ląduje na taśmie, obsługująca nas kobieta waży walizkę.

– Czyj jest ten bagaż?

– Żeński. Damski. Mój…

Dopiero po chwili do Soni dotarło, że chodzi po prostu o jej imię i nazwisko.

Ale numer najwyższych lotów dotyczył nie samolotu, a samochodu. Kiedy zaczęliśmy się spotykać Sonia już miała auto (tylko złośliwcy wiążą te dwa fakty) i często gościła w domu moich rodziców. Bywał tam również sąsiad, człowiek który zdecydowanie częściej sam opowiadał niż dopuszczał do głosu innych, ale raz zrobił wyjątek.

– Można wiedzieć ile pali Pani auto?

– Wie Pan co… pełny bak starcza mi na dwa tygodnie.

Na szczęście od tamtego czasu nauczyła się jeździć oszczędniej. Teraz do baku wlewamy benzynę raz na 3-4 tygodnie.

Na szczęście częściej zdarza nam się strzelać podobne (i większe) gafy, dlatego nasza małżeńska ściana płaczu systematycznie zwiększa swoją objętość. A Wy notujecie swoje wpadki?

PS Jesteście ciekawi co jeszcze śmiesznego nam się przydarzyło? Zapraszamy do archiwum i tekstów Dlaczego za niego wyszłam, Miłość ślepa jest i Moralność pani Soni.

Reklamy

One thought on “Uroda po mamusi, intelekt po tatusiu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s