Wiosenne porządki (umiarkowanych) minimalistów

dziecko sprząta

Słońce, które w ostatnich dniach tak pięknie świeci wpadło i do naszego mieszkania, ujawniając wszelki brud, kurz i bałagan. To chyba właśnie tu leży sekret wiosennych porządków. Po prostu nagle zauważamy co nas otacza. W dodatku powiew cieplejszego wiatru przynosi nową energię do pracy i potrzebę zmian.

Niestety mnie w tych dniach zmogła choroba, a potem dodatkowo wysiadł kręgosłup. Całe szczęście, że Piotr miał przez ten tydzień urlop, mogłam odpoczywać więcej niż kiedykolwiek od porodu, gdy on zabierał Małą na długie spacery i plac zabaw. Jak człowiek jest taki uziemiony, to zaczyna myśleć o wszystkim tym, co zrobi, jak w końcu uziemiony być przestanie.

Ja zrobię porządki, takie jak dziewięć miesięcy temu. Albo jeszcze większe!

Co się wtedy działo? Wyobraźcie sobie nas, młodych rodziców mniej więcej pięciomiesięcznej Oli, po całym dniu pracy/opieki nad Bąblem. Była końcówka maja, może początek czerwca. Mała poszła spać i w końcu nastał wieczór. Nalaliśmy wina do kieliszków, rozsiedliśmy się na leżakach na balkonie (bo były wówczas ciepłe, długie wieczory), totalny relaks.

– To co, idziemy sprzątać? – pyta po chwili Piotr.

-Nooo! – odpowiadam z entuzjazmem.

Nie żartuję, rzucaliśmy wszystko, by sprzątać, półka po półce, szafka po szafce, pokój po pokoju. Wielkie wyrzucanie, bez roztkliwiania się nad każdą pamiątką. Aż do momentu, w którym cały dom oczyściliśmy z wszelkich gratów i nieużywanych przedmiotów. Totalne szaleństwo. Z uśmiechem na twarzy.

A wszystko za sprawą jednej książki o minimalizmie, która obudziła w nas gorące dążenie do uproszczenia naszego życia.

Upływający czas i rosnące dziecko (dostające wciąż nowe prezenty) sprawiły, że dziś znów oddaliliśmy się od tamtego ideału. Niemniej w duszy nadal tęsknimy za naszym minimalizmem i tak łatwo się nie poddamy. Czas powrócić do tamtego stanu, a to wymaga odświeżenia sobie zasad minimalizmu.

W minimalizmie nie chodzi o sam porządek, lecz znacznie więcej. O uzyskanie większego poczucia wolności, o więcej wolnego czasu i miejsca na to, co dla nas najważniejsze, o zdrowsze życie i więcej oszczędności na koncie.

Żyjemy w świecie, w którym wciąż wmawia się nam, że czegoś koniecznie potrzebujemy. Minimalizm to odpowiedź na ten trend, pójście w drugą stronę. Przypomnienie sobie, jak niewiele tak naprawdę potrzebujemy.

Zasady minimalizmu są miejscami tak skrajne, że już przez samo ich zderzenie z naszą rzeczywistością zapragnęliśmy zmian w naszym domu. Po raz pierwszy w życiu ilekroć miałam ochotę coś kupić naprawdę zaczęłam sobie zadawać pytanie „Czy tego potrzebujemy?”. Piotr bardzo się zdziwił, gdy nagle oświadczyłam, że wcale nie potrzebuję w kuchni stolnicy, o którą prowadziliśmy w tych czasie boje.

Podstawą minimalizmu jest uświadomienie sobie, że mamy już dość przedmiotów i nie potrzebujemy więcej. Ich nadmiar nas obciąża i rozprasza. Nie oznacza to jednak, że już nigdy niczego nie kupimy, raczej dążenie do tego, by mieć tylko to, co nam niezbędne, za to najwyższej jakości.

Każda rzecz kosztuje nas znacznie więcej, niż stanowi jej cena. To nasz czas i energia np. buty trzeba pastować, zanosić do szewca, gdy się zepsują. Szukając wyprasowanej bluzki w zapchanej szafie tracimy cenny czas. Na przechowywanie, magazynowanie i pielęgnowanie nieużywanych rzeczy tracimy mnóstwo naszego życia.

Ortodoksyjni minimaliści dążą do posiadania zaledwie stu przedmiotów, które umożliwią im między innymi większą mobilność. Kto z nas potrafi sobie wyobrazić przeprowadzkę w inne miejsce z dnia na dzień? „Obrastamy” w przedmioty, które zaczynają nas przywiązywać do miejsca zamieszkania. Sami byliśmy podczas przeprowadzki z Piotrem w szoku, ile przedmiotów nagromadziliśmy w ciągu czterech lat po ślubie.

Najtrudniej jest zacząć. Widzimy otaczający nas bałagan, ale sam jego widok zniechęca nas, by zaczynać porządki, nie mówiąc już o takim generalnym sprzątaniu.

W takiej sytuacji podobno najlepiej jest zacząć od… zlewu. Umyć naczynia, wyczyścić sam zlew i blaty, usunąć z nich niepotrzebne przedmioty. Coś w tym jest, bo zazwyczaj gdy tak robię to zaraz wymieniam ściereczki na świeże, a wyjmując je z łazienkowej szafki zapragnę zrobić i w niej porządek, ale najpierw to przecież trzeba by samą łazienką się zająć… I tak w miarę sprzątania apetyt na porządek rośnie.

W uświadomieniu sobie, jak wiele zbędnych rzeczy nas otacza pomaga prosty eksperyment myślowy. Wyobraź sobie swoją idealną sypialnię/salon/kuchnię. A potem spójrz na te, które masz. I nie chodzi tu o potrzebę remontu (choć oczywiście, czemu by go nie zrobić?), ale o to co w nich masz. Skoro tego wazonu nie lubisz, po co stoi w widocznym miejscu? Acha, prezent. Założę się, że ten, który Ci go dał nie chciałby, byś eksponował go tylko dlatego, że czujesz się do tego zobowiązany.

A propos prezentów. Jako dziecko miałam przezwisko „Słonik”. Nie dość, że urodziłam się sporym klocuszkiem, to jeszcze miałam zabawnie przyklapnięte ucho. Przyznaję się Wam do tego, bo właśnie z powodu przezwiska co jakiś czas ktoś podarowywał mi słonia. Najczęściej porcelanowego. Gdy miałam trzy, ustawiłam je obok siebie na półce. Ale przybywały kolejne. Szczerze mówiąc, nigdy nie lubiłam tych tzw. „durnostójek” i „kurzołapek”, ale sobie stały i wciąż przybywali im kolejni koledzy. Któregoś dnia na moim kinderbalu z okazji imienin koleżanka z klasy wręczyła mi jeszcze jednego słonia.

– O, dziękuję – ucieszyłam się nieszczerze.

– Proszę, słyszałam, że zbierasz słoniki.

Dlatego uważajcie, co stawiacie w waszym mieszkaniu. Bo z czasem przyzwyczajamy się do tego co nas otacza i przestajemy to zauważać, a często takie detale psują całość . A my żyjemy we wnętrzu, które tak naprawdę wcale nam się nie podoba.

Każdy przedmiot powinien mieć swoje stałe miejsce, w które go odkładamy. Bałagan tworzą te przedmioty, którym nie znaleźliśmy dobrego „domu”.

Jeżeli nie nosimy ubrań pół roku – powinniśmy je wydać (chyba, że to ubrania sezonowe – wówczas dajemy im 12 miesięcy). Książki przeczytane, do których nie zamierzamy wracać, warto oddać lub sprzedać. Czy naprawdę potrzebujemy 20 kubków, skoro nigdy tyle osób nie pije u nas herbaty w tym samym czasie? I czy musimy kupować dziesiąty gatunek herbaty?

Niestety, od dzieciństwa miałam pewien problem. Nawet największe i najbardziej dogłębne porządki prowadziły do momentu, w którym totalnie traciłam zapał. Zazwyczaj siedziałam wówczas nad kupką najróżniejszych przedmiotów: spinek, połamanych kredek, porcelanowych figurek… I nie wiedziałam, co z tym zrobić. Zazwyczaj się poddawałam i tę kupkę pakowałam do jednej z szuflad, zostawiając tym samym niedoskonały porządek (doskonały bałagan?). Kiedyś wymyśliłam też inne rozwiązanie, które sprawdzało się najlepiej, gdy młodsza siostra w tym samym czasie też sprzątała. Nazwałam to „stosiki”. Każda z nas zbierała w stosik wszystkie przedmioty, z którymi nie wiedziała co zrobić (bo jej na nich nie zależało, a głupio było wyrzucać). Jeżeli druga chciała jakiś przedmiot z tej kupki, musiała zabrać cały stosik. Czasem specjalnie dorzucałyśmy na koniec coś wartościowego, by skusić siostrę na zabranie całego stosika. I problem z głowy.

W dorosłym życiu nie ma jednak komu wcisnąć stosiku, trzeba się z nim rozprawić. Każdy przedmiot, który nie jest piękny, użyteczny ani prawdziwie sentymentalny – nie ma prawa zostać. To chyba zasada, którą głosi Anthea Turner.

Dużym problemem jest dla nas rozprawienie się właśnie z pamiątkami. Swego czasu zachowywaliśmy z Piotrem wszelkie bilety do kina, krótkie liściki zostawione w kanapce do pracy i zasuszone róże. Minimalizm uświadomił nam, że w takim gąszczu pamiątek przestajemy sięgać do tych, które naprawdę niosą wspomnienia. Łapaliśmy się też na tym, że i tak nie pamiętamy w jakich okolicznościach dostałam daną różę. Jeśli naprawdę trudno nam się z czymś rozstać, można też zrobić zdjęcie i zachować je w formie cyfrowej. To zajmuje zdecydowanie mniej miejsca.

Gdy uda nam się oczyścić dom przyjdzie na pewno chwila, w której zapragniemy czegoś nowego. Co zrobić, by ów minimalistyczny stan utrzymać? Skrajni minimaliści mówią: „one in, two out”. Kupujesz nowe, idealnie dopasowane spodnie – wyrzuć z szafy te dwie pary, którym masz coś do zarzucenia. Lepsza jedna, dobra torebka niż piętnaście tanich. Stawiaj na jakość.

Minimalizm to nie tylko porządek w domu, otaczanie się dobrej jakości przedmiotami, naturalnymi tworzywami i nie zagracanie przestrzeni. To też rezygnacja z tego wszystkiego, co nas rozprasza i kradnie nasz czas. To zrobienie porządku w komputerze, odspamowanie poczty, posegregowanie fotografii; rezygnacja z kart lojalnościowych z sklepach, które z zamian za niewielką zniżkę bombardują nas smsami; likwidacja niepotrzebnych kont bankowych (przecież jedno wystarczy). Skrajni minimaliści przekonują, że da się żyć bez auta, są często wegetarianami albo weganami.

Dlatego nie jest to filozofia dla każdego. W pewnym sensie rozumiem tych, którzy chcą mieć swoją zakurzoną biblioteczkę pełną ukochanych pozycji. Na swój sposób rozumiem kobiety, które kochają patrzeć na dziesiątki par swoich butów równo ustawionych na półkach w szafie, albo mają kilkadziesiąt różnych flakonów perfum.

Ale mnie zawsze pociągały wnętrza, w których jest niewiele, za to wszystko doskonale do siebie pasuje, w których krąży świeże powietrze i nic człowieka nie rozprasza.

Dlatego wybieram prostotę. No dobra, dążenie do prostoty. Bo przy dziecku to naprawdę inna bajka, którą niedługo opowiemy 😉

Zdjęcie 1: http://www.homedsgn.com/2013/10/02/vanilla-minimalism-by-slproject/vanilla-minimalism-05/

Zdjęcie 2: http://www.minimalistbeauty.com/wp-content/uploads/2012/06/minimalist-bedroom-decor-1.jpg

Zdjęcie 3: http://deko-racja.pl/gfxlib/da5869084a409664c035916/33a50ff498d034a5388791a76e7ffad9928.jpg

Zdjęcie 4: http://architekturawnetrz.pl/site_media/photo/2011/05/02/619bd80c114bc4b92f4f_630_450_1.jpg

Zdjęcie 5: http://www.nowoczesnydom.pl/skandynawski-minimalizm-moda-na-ukrywanie/

Zdjęcie 6: http://www.100decors.com/2012/12/minimalist-interior.html

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s