Szukający rodzic, ukryty smok

ola szuka smoczka

Nie potrafię sobie wyobrazić, jak wyglądałyby nasze noce bez niego. To on daje naszej córce spokój, nam komfort, a całej trójce zapewnia zabawę, gdy postanowi się schować. A smoczek potrafi się zawieruszyć w różnych miejscach.

Bez smoczka Ola niestety nie zaśnie. Czasem nie ma też mowy o dalszym spaniu, jeśli smok nie znajdzie się na swoim miejscu. Wydawać by się mogło, że znalezienie uciekiniera nie powinno nastręczać czternastomiesięcznemu dziecku większych problemów. I tak generalnie jest. W większości przypadków po  chwili płaczu następuje błoga cisza, a z pokoju Oli zaczyna dobiegać ciamkanie. Niekiedy smoczek schowa się zbyt dobrze i nawet niezaspany dorosły ma problem, by go zlokalizować. Ostatnio trzykrotnie miałem okazję się o tym przekonać.

Regularnie zdarza nam się znajdować „zatyczki” na podłodze obok łóżeczka. Wchodzisz do pokoju i smok od razu rzuca się w oczy. Może być jeszcze lepiej, bo na wejściu możesz na niego nadepnąć. Trochę poboli, ale misja kończy się sukcesem. Raz skubany przyczaił się jednak na tyle dobrze, że znalazłem go dopiero rano. Wypadając z łóżeczka smoczek niczym Struś Pędziwiatr złamał znane nam prawa fizyki, odbił się od podłogi i wpadł pod łóżko. Ale nie gdzieś zaraz z brzegu. Leżał centralnie pod łóżkiem! To musiał być rzut jeden na milion.

smoczek pod lozkiem

A propos milionów. Co tydzień w totka gra o nie mój Dziadek, sporadycznie Tata, a nawet Brat kilka razy wysłał kupon. Robił to jeszcze jako dziecko, oczywiście za zgodą (i za pieniądze) rodziców. Jednego dnia był przekonany, że zostanie milionerem. Doczekał do wieczornego losowania, spisał liczby i poszedł sprawdzić kupon. Nigdy tego nie zrobił, bo nie taki mały przecież świstek papieru… zaginął. Przepadł jak kamień w wodę. Dopiero po kilku miesiącach podczas generalnych porządków znaleźliśmy go. Leżał sobie na samym środku pokoju pod wielkim dywanem. Gdybyście wiedzieli jak to się mogło stać to dajcie znać, bo zagadka cały czas czeka na wyjaśnienie. Ale wróćmy do naszej zabawy w chowanego ze smoczkami w rolach głównych.

Środek nocy, jeszcze przed zaśnięciem interweniuję w pokoju popłakującej córki. Szukam smoka, sprawdzam obok Oli – z jednej i z drugiej strony, pod nią, na podłodze. Nie ma. Dziecko marudzi coraz mocniej, więc poddaje się i sięgam na przewijak po rezerwową „zatyczkę”. Sytuacja wyjaśniła się dopiero rano. Smoczek zawieruszył się między ochraniaczem, który uniemożliwia Oli uderzenie głową w szczebelki a ścianą. Akurat w tym miejscu, gdzie ochraniacz się zaczynał i kończył, przez co spadł poniżej poziomu materaca. Lepszego schowka w tym łóżeczku nie ma, pomyślałem i już następnego dnia musiałem odwołać te słowa.

smoczek za ochraniaczem

Kolejnej nocy do płaczącego dziecka poszedłem jak po swoje. Ale smoczka nie było na materacu, między łóżeczkiem a ścianą, nie spadł na podłogę. Znów trzeba było ratować sytuację rezerwowym. Poranne poszukiwania trwały wyjątkowo długo. Przetrząsnąłem całe łóżeczko. Sprawdzałem nawet pościel. Dopiero za drugim razem znalazłem drania – schował się w poszewce poduszki…

smoczek w poszewce

Zaczynam wątpić czy jest to czysty przypadek, a może już nowa zabawa Oli. Jeśli się okaże, że w ten sposób Mała się chce nam zafundować rozrywkę to jeszcze parę razy w chowanego możemy się pobawić. To jednak droga w jedną stronę, bo jak „szukano” przestanie nam się podobać to smoczki mogą nagle zniknąć z życia Oli. Czternastomiesięczna dziewczynka powinna już sobie poradzić bez nich. Tylko czego my wtedy będziemy po nocach szukać?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s