Z małym dzieckiem w teatrze

teatr ATOFRI jablonka

Mam koleżankę, która – bez względu na to czy spektakl jest dobry czy kiepski – mówi, że do teatru zawsze warto chodzić. Ale kiedy zabrać tam dziecko? Odpowiadam: jak najszybciej!

Moje pierwsze teatralne wspomnienie dotyczy… operetki. Była to „Zemsta nietoperza” (taki pierwowzór „Batmana”), a w pamięć szczególnie zapadła mi scena, w której jeden z bohaterów uważnie przygląda się biblioteczce, by po chwili wyjąc zza jednej z książek schowaną tam na czarną godzinę… butelkę. Miałem wtedy pewnie około 10 lat i dobrze już wiedziałem, co jest w środku.

Zajmijmy się jednak dziećmi. Dziś nawet dla rocznych maluchów można już znaleźć specjalne przedstawienia. Wiem co mówię, bo Ola wczoraj była na takim spektaklu. Przedpołudniową rozrywkę zafundował nam poznański Teatr Atofri, wystawiając „Jabłonkę”.

Przedstawienie adresowane jest dla dzieci w wieku od 1-5 lat. Z kilkunastu bąblów, które pod czujną opieką stawiły się na widowni zdecydowana większość bezboleśnie zniosła niespełna godzinną wizytę w teatrze. Większość grzecznie siedziała na widowni i tylko jeden młodzian o imieniu Kajetan wyrywał się na scenę, by w końcu dopiąć swego („Kajtek, chodź tu. Tam nie wolno!”). Ale zacznijmy od początku.

Zanim weszliśmy na widownię to wszyscy – rodzice i dzieci, zebrali się w hallu. Tam mogliśmy się rozebrać, skonsumować suchy prowiant. Gdy wybiła godzina to teatr… wyszedł do nas. Aktorki oswoiły dzieci ze swoją obecnością, kostiumami i muzyką, by po krótkim wprowadzeniu zabrać nas wszystkich na salę.

Pierwszy rząd to niskie poduchy dla odważnych dzieci, drugi – nieco wyższe dla dzieci w asyście jednego rodzica, a dalej są już krzesła dla dorosłych. Usiedliśmy wygodnie, zapieliśmy pasy i oglądaliśmy. No i słuchaliśmy, bo „Jabłonka” to spektakl teatralno-muzyczny. Jedynym elementem bardzo prostej scenografii było drzewo, na którym zakwitło czerwono-zielone jabłko. Aktorki śpiewały, tańczyły i bawiły się, m.in. w ciuciubabkę i „chusteczkę haftowaną”, a muzykę na żywo zapewniła altówka.

Dzieci nad wyraz dobrze zniosły półgodzinny spektakl. Najuważniej obserwowałem ma się rozumieć Olę, która stała jak zahipnotyzowana, tylko od czasu do czasu bujając się w rytm muzyki. Gdy w pewnym momencie aktorka zerwała jabłko, ukryła je za drzewem i zadała retoryczne w moim odczuciu pytanie: „Gdzie jest jabłko? Nie ma jabłka!”, pewien młodzian postanowił pomóc: „Jest za jabłonką! No za drzewem!”.

A Ola? Świetnie się bawiła. Gdy wszyscy wyszli już z widowni ona jedna została, zapoznawała się ze sceną, a nawet chciała wejść za kulisy! A gdy kilka godzin po spektaklu zobaczyła się z mamą to od razu rytmicznym kląskaniem, w którym uczestniczyła podczas przedstawienia, zdała jej relację z miłego niedzielnego przedpołudnia. Mama żałuje, że nie było jej z nami, ale zaległości na pewno nadrobi, bo na spektakl Teatru Atofri wybierzemy się pewnie jeszcze nie raz.

 

PS Jeśli chcecie zobaczyć „Jabłonkę” to następna okazja 12 kwietnia. O bilety warto zatroszczyć się jednak wcześniej, bo nasi znajomi przyjechali na popołudniowy spektakl i musieli obejść się smakiem, bo zabrakło miejsc.

 

PPS To nie tak, że z mojej pierwszej zapamiętanej wizyty w teatrze zapamiętałem tylko flaszkę gorzały. W głowie została mi też piękna uwertura Johanna Straussa syna, do której bardzo chętnie wracam.

Reklamy

3 thoughts on “Z małym dzieckiem w teatrze

  1. My z Warszawy, ale też chodzimy tyle, że do Teatru Małego Widza w Warszawie. Fajnie, że są takie teatry dla najmłodszych (właśnie od 1 r.ż), tylko szkoda, że jest ich tak mało 😦

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s