Rozmawiajcie z dziećmi

spodniczka r. 86 wiosna 2014

Osobowość człowieka poznać można po jego reakcjach w tych małych, codziennych sytuacjach. Dziecko nie jest tu wyjątkiem. W mijających dniach po raz kolejny przekonałam się, że Ola rozumie więcej niż myślimy i z dnia na dzień staje się moją (no dobra, naszą) małą, jedyną w swoim rodzaju kobietką.

Scena pierwsza

Ola wychodzi z naszej sypialni niosąc dziwny, mały, biały przedmiot niewiadomego pochodzenia.
– Ola skąd to wzięłaś?
Cisza. Mina mojego dziecka mogłaby wskazywać, że nie ma zielonego pojęcia, o co ją pytam.
Chodzę po pokoju skanując go wzrokiem, myśląc, skąd mogła wytrzasnąć ten element.
– Olunia, skąd masz ten przedmiot? Gdzie to było?
Mała patrzy na mnie uważnie, ale niczego nie podpowiada.
Nagle mój wzrok pada na kaloryfer i jego boczne śruby. Jednej brakuje białej zatyczki. Przymierzam trzymany przeze mnie element – pasuje idealnie. Wpatruję się w niego zadowolona i nagle do moich uszu dobiega znajomy dźwięk.
To Ola. Bije mi brawo.

grzejnik kaloryfer
***

Scena druga

Teściowa: – Pójdziemy kupić coś Oleńce?
Ja: – Ale Oleńka wszystko ma, niczego jej nie trzeba.
Teściowa (tym razem do dziecka): – Olunia, chcesz żeby Babcia Ci coś kupiła?
Co na to Ola?
Ola patrzy swojej Babci głęboko w oczy. I stanowczo kręci główką.
My girl!
***

Scena trzecia

Kupiłam Oli spódniczkę i chwalę się nią mojej mamie. Przykładam do Małej na wysokości pasa, obie piejemy z zachwytu.
Ale nie Ola.
Mała patrzy w dół z dezaprobatą i znów stanowczo kręci główką.
Szkoda, że przy kupowaniu nie zapytałam jej, co myśli o tej kiecce.

spodniczka r. 86 wiosna 2014
***

Scena czwarta

Mała upodobała sobie szafkę, w której trzymamy świeczki, koszyki wielkanocne i jakieś ozdoby (tu minimalizm jakby nie obowiązuje). Wyciąga z niej pudełko z podgrzewaczami, wysypuje zawartość na podłogę. Za chwilę biegnie do mnie, wdrapuje się na kanapę i przegląda książeczkę.
Piotr: – Olunia, ale proszę posprzątaj te świeczki. Wysypałaś na ziemię, to musisz teraz pochować do pudełka.
Ola niewzruszona, więc odpuszczamy.
Wymieniamy z Piotrem wrażenia z minionego dnia i dopiero po chwili orientujemy się, że nasze dziecko znów siedzi przy tej samej szafce.
Chowa świeczki do pudełka.

***

Powyższe sytuacje po raz kolejny utwierdziły mnie w przekonaniu, że z dziećmi należy od początku rozmawiać jak z dorosłymi. Tłumaczyć już noworodkowi, że teraz go przewiniemy, za chwilę damy jeść czy pójdziemy na spacer. Opowiadać, gdzie jedziemy. Po całym dniu przypominać, kto nas odwiedził. Po spacerze wspominać, co widzieliśmy. Gdy płacze, pytać, o co mu chodzi, co chce? Dać szansę, by nam pokazało na swój sposób. Używać prawdziwych słów, zamiast tych dziecięcych uproszczeń. Nawet jeśli maluch tego nie powtórzy, to nie będzie musiał uczyć się dwa razy znaczenia takich słów jak np. smoczek, pić czy spać. Pokazywać w książeczkach, co widzi na obrazku. Kiwać głową mówiąc dziecku „tak”. Kręcić głową mówiąc „nie”.

To zaprocentuje. Dzieci bardzo szybko się uczą. I znacznie częściej niż przypuszczamy wiedzą, o czym mówimy. Tylko dopiero uczą się reagować w sposób, który to zdradza. Ale kiedy w końcu to robią, można spaść z krzesła.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s