Skandynawski model wychowania – wyższa szkoła rodzicielstwa?

pippi ponczoszanka

– Pippi! To jest kwintesencja szwedzkiego wychowania – powiedział ostatnio mój wujek, który od ponad 30 lat mieszka po drugiej stronie Bałtyku. Skorzystałam z jego wizyty w Polsce i wypytałam go o skandynawski model rodzicielstwa, który bardzo mnie ostatnio zainteresował. To, co usłyszałam, pomogło mi dokończyć układankę, która od pewnego czasu nie dawała mi spokoju.

Czy rzeczywiście rudowłosa bohaterka Astrid Lindgren jest najlepszym przykładem na to, jak wychowuje się dzieci w Szwecji? Z pewnością to niezła hiperbola, tym bardziej, że jak pamiętamy, wychowywała się z grubsza sama, bo jej mama zmarła gdy była mała, a tata zaginął na morzu. Mimo to zatrzymajmy się przy niej na chwilę. Jaka była Pippi Pończoszanka?

Dziewięciolatka mieszkająca bez rodziców w Willi Śmiesznotce na pierwszy rzut oka to po prostu przezabawna postać, bez przerwy zaskakująca swoimi pomysłami, fantazją i ciętymi ripostami. Dziecko, które nie mieści się w ogólnie przyjętych kanonach tak zwanego dobrego wychowania, które robi to, na co ma ochotę. Rozwałkowuje ciasto na pierniki na podłodze. Ubiera się w to, co jej się podoba. Śpi, jak długo chce. Jednocześnie ma świadomość, że pewne rzeczy robić należy. Myje więc podłogę, świetnie się przy tym bawiąc, jeżdżąc jak na łyżwach z szczotkami przywiązanymi do stóp po kuchni. Podlewa kwiaty w ogrodzie, choć leje deszcz. Pakuje kosz pełen smakołyków na piknik, by jej przyjaciele mieli co z nią zjeść na podwieczorek. Ma przy tym dobre serce i przy każdej okazji (nawet we własne urodziny!) obdarowuje Tommy’ego i Annikę prezentami. A gdy przychodzą do niej złodzieje, tańczy z nimi polkę, zaprasza na kolację i wręcza na dowidzenia po złotej monecie.

O.K. , ale co to ma wspólnego ze skandynawskimi dziećmi? Jak się dobrze zastanowić, coś jednak ma.

dziecko ze szwedzka ksiazeczka

Mój wujek zaczął swój wywód od tego, że u nich dziecko od samego początku traktowane jest jak pełnoprawny człowiek, a nawet można powiedzieć, że to ono jest w centrum uwagi. Do każdego dorosłego może zwracać się na „ty”. W szkole do ósmej klasy nie ma ocen, wszystkie dzieci są chwalone, bo są „wspaniałe i genialne”. To nauczyciel jest dla ucznia, a nie na odwrót. W miejscu publicznym nie zobaczysz rodzica krzyczącego na swoje dziecko. Złamanie słynnego już zakazu bicia dzieci, wprowadzonego w 1979 roku wiąże się z karą od roku do 10 lat więzienia! Nie tylko nie można dać klapsa, potępiane jest nawet podniesienie na dziecko głosu. Prawo staje zawsze po stronie dzieci.

Polityka też jest na nie ukierunkowana. Szwecja słynie z wysokich podatków i ogromnej pomocy socjalnej. Gdy rodzi się dziecko, rodzicom przysługuje urlop rodzicielski trwający 480 dni (390 dni płatnych w wysokości 80 proc. pensji, ostatnich 90 dni – 100 proc. pensji). By jednak z niego skorzystać w pełnym wymiarze, na urlop pójść musi każdy z rodziców (ojciec musi wykorzystać przynajmniej 60 dni). Ponadto na każde dziecko do 16. roku życia rodzic otrzymuje miesięcznie 1050 koron (około 500 złotych). Do dwunastego roku życia państwo zapewnia też bezpłatną opiekę dzienną w żłobkach, przedszkolach i świetlicach.

jesper jull

Sięgnęłam ostatnio po książki chyba dość słabo znanego w Polsce duńskiego terapeuty rodzinnego Jespera Juula. Myślę, że można uznać, że model wychowawczy, który opisuje w swoich publikacjach opiera się na tych samych filarach co szwedzki. Dlatego na własny użytek postanowiłam określić go mianem skandynawskiego.

Nie dziwię się, że w Polsce rodzice dopiero zaczynają odkrywać książki tego autora. Czytając, miałam momentami wrażenie, że to jakaś wyższa szkoła rodzicielstwa.

Żaden inny poradnik nie wymagał ode mnie takiej koncentracji. Tu łapałam się na tym, że jedno zdanie musiałam czytać po kilka razy, by dostrzec różnice pomiędzy tym, jak zwracamy się do dzieci a tym, jak zdaniem Juula powinniśmy się zwracać. Dla mnie były one subtelne, dla niego kolosalne. Juul dowodzi wręcz, że rodzic musi się zastanowić nad każdym zdaniem, które skieruje do dziecka.

Autor głęboko wierzy, że nasze dzieci są niezwykle kompetentne (stąd tytuł jego najważniejszej książki: „Twoje kompetentne dziecko”). Doskonale potrafią z nami współdziałać, odzwierciedlają nasze uczucia, a jeśli je odpowiednio poprowadzimy, same wykształcą w sobie właściwe wzorce postępowania. Przekonuje, że jeśli będziemy je traktować z szacunkiem, bez naruszania ich integralności , one odwdzięczą się tym samym.

Podważa też prawdy będące podwalinami, nazwijmy to – polskiego wychowania dzieci, którymi kierujemy się od dawna. Przykład? Rodzice nie powinni budować relacji z potomstwem opierając ich na własnym autorytecie. Juul uważa, że kiedyś było to potrzebne, bo i państwo wymagało posłuszeństwa jednostki, dziś mamy demokrację i rodzina też powinna zostać na tę modłę przebudowana.

Ponadto podważa konieczność chwalenia dzieci. Argumentuje to podając m.in. przykład z placu zabaw. Maluch krzyczy na zjeżdżalni: „zobacz mamo, zjeżdżam!”. Jak reaguje matka? Często mówi coś w stylu: „brawo, w ogóle się nie boisz, jak pięknie to zrobiłeś!”. Ocenia, choć zdaniem Juula wystarczyłoby pomachać do dziecka, bo jemu chodzi jedynie o naszą uwagę. Tu autor rozróżnia pojęcia „pewności siebie” (którą budują takie oceny) i „poczucia własnej wartości” (której oceny nie zbudują, a pierwsza lepsza porażka może je całkowicie podważyć!).

Podstawą dla Jespera Juula jest dialog z dzieckiem, oparty na poszanowaniu godności obu stron. Uważa, że kiedy zwracamy się do małego człowieka, powinniśmy używać języka osobistego, np. „chcę, żebyś przestał…”, „lubię”, „nie lubię”, „zrobię”… Zamiast wydawać polecenia, powinniśmy częściej prosić.

 

„Na stole stał duży tort z bitą śmietaną. Pośrodku przybrany był czerwoną wisienką w cukrze. Pippi stanęła z rękoma założonymi na plecach i przyglądała mu się. Nagle pochyliła się i chwyciła wisienkę ustami. Pochyliła się jednak trochę zbyt gwałtownie, więc gdy podniosła głowę, całą twarz umazaną miała bitą śmietaną.”

Dlaczego piszę o wyższej szkole rodzicielstwa? Weźmy taki przykład z książki Juula. Pięcioletnia dziewczynka dostaje od kogoś dużą paczkę cukierków. Zachwycona zaczyna jeść je garściami. Co byście zrobili, gdyby była to wasza pociecha?

Według Juula nie powinniśmy mówić: „weź jednego, a daj mi resztę, by coś zostało na jutro”, ani „czy nie sądzisz, że można by zostawić trochę na jutro?”. Takimi zwrotami zrujnujemy „poczucie zmysłowego dobrego samopoczucia” dziecka. Duńczyk wierzy, że dziecko z czasem samo się nauczy, ile jeść słodyczy. Co zaleca? Odpuśćmy moralizowanie, zapytajmy tylko czule: „lubisz jeść dużo cukierków, prawda kochanie?”.

Juul podkreśla tu po raz kolejny, ze dzieci potrzebują naszego dostrzeżenia, a nie osądzania. Daje kolejny przykład – dziecko, które narysowało coś dla mamy, wcale nie oczekuje, że będziemy piać z zachwytu nad jego talentem plastycznym. Daje jej obrazek, bo ją kocha i za nią tęskniło. Wystarczy powiedzieć wówczas: „dziękuję, sprawiłeś mi dużą radość”.

„Pippi chodziła po ogródku, podlewając starą, zardzewiałą konewką kilka nędznych kwiatków, które w nim jeszcze pozostały. Ponieważ właśnie padał ulewny deszcz, Tommy zwrócił uwagę Pippi, że robi to zupełnie niepotrzebnie.
– Tak, łatwo Ci mówić! – oburzyła się Pippi.- Skoro nie spałam całą noc, ciesząc się na myśl o tym, że podleję kwiaty, gdy wstanę, to trochę deszczu na pewno mi nie przeszkodzi, możesz być tego pewien!”

Dość zaskakująca jest dla mnie teza autora, dotycząca zaangażowania dzieci w obowiązki domowe. Dzieci powinny pomagać w domu, bo rodzice tego potrzebują, a nie dlatego, że to dziecku dobrze zrobi. Juul dowodzi, że dziecko musi czuć się ważnym ogniwem w rodzinie, dzięki czemu buduje poczucie własnej wartości i nie ma wrażenia, że jest tylko elementem jakiegoś eksperymentu wychowawczego. Jednocześnie nie powinniśmy dziecka pytać, czy miałoby ochotę nam pomóc (bo prawie na pewno nie ma), lecz postawić akcent na to, że to my potrzebujemy jego pomocy. Pozwolić mu tym samym na to pozytywnie odpowiedzieć, budując w nim nie obowiązkowość, a uczynność, która jest bardziej wartościowa dla rodzinnej wspólnoty.

„- W takim razie jutro o ósmej będziemy czekać na ciebie przed naszą furtką.
– O, nie! – zaprzeczyła Pippi. – Tak wcześnie nie mogę wstawać. A zresztą pojadę konno do szkoły.
Tak też zrobiła. Następnego dnia punktualnie o godzinie dziesiątej zdjęła konia z werandy i w chwilę później mieszkańcy małego miasteczka biegli pędem do okien, aby zobaczyć, co to za koń się urwał i galopuje przez miasto.”

Czy rodzic powinien budzić dziecko rano, czy pozwolić, by samo o to zadbało? Juul uważa, że nawet trzylatki mogą być panami swoich poranków. Zamiast budzić je np. do szkoły po siedem razy i tracić przy tym cierpliwość, rodzic powinien oddać tę odpowiedzialność dziecku. Nawet jeśli ono kilka razy zaśpi – nauczy się, że to ono ponosi konsekwencję swoich zaniedbań.

O tak istotnej zmianie rodzic powinien oczywiście porozmawiać z dzieckiem. Wyjaśnić, że wielokrotne budzenie stało się już irytujące i od tej pory pomoże w porannej pobudce tylko wtedy, jeśli dziecko o to poprosi.

Podobnie sprawa ma się z odrabianiem lekcji. Autor twierdzi, że praca domowa to sprawa między uczniem a nauczycielem, a coraz częściej rodzic w domu wchodzi w rolę nauczyciela, co generuje konflikty. Rodzice powinni interesować się nauką dziecka i oczywiście, jeśli zajdzie potrzeba pomagać, ale i tu odpowiedzialność powinna być po stronie potomka.

Powyższe dwa przykłady najlepiej moim zdaniem obrazują to, co miałam na myśli mówiąc o wyższej szkole rodzicielstwa. Credo Jespera Juula wydaje się nam Polakom nie do przyjęcia. Któż z nas nie był budzony przez rodziców i kto nie słyszał codziennie pytania: „czy lekcje już odrobione?”. I teraz mielibyśmy to odpuścić naszym dzieciom? Nigdy!

„ –Czy Ty mieszkasz zupełnie sama? (…) A kto Ci wobec tego mówi, kiedy masz iść spać wieczorem i takie różne rzeczy? – dziwiła się Annika.
– Sama to robię – odparła Pippi. – Najpierw mówię zupełnie grzecznie, potem powtarzam jeszcze raz, ostrzej, a jeśli mimo to nie chcę być posłuszna, wtedy obrywam w skórę!”

Juul postrzega granice w zachowaniu i ekspresji dzieci inaczej niż przyjęło się je postrzegać od wieków. Zauważa, że dawniej to dorośli nakładali ograniczenia na dzieci w formie norm, do których musiały się one dostosować. I choć nie podważa przekonania, że dzieci potrzebują zasad, by czuć się bezpiecznie, to dowodzi, że nie należy granic postrzegać jako zestawu uniwersalnych zasad dla wszystkich. Proponuje, żeby dorośli nakładali ograniczenia… na siebie, zbudowali własny autorytet, zamiast sprawować władzę autorytarną. Zachęca, by jeszcze raz przemyśleć to, jakie granice próbujemy stawiać dzieciom i z czego one wynikają. Czy naprawdę wierzymy w to, co mówimy, a może tylko powtarzamy jak automatyczna sekretarka to, co mówili nam nasi rodzice („Do lekcji, ale już!”)?

Juul i tu odwołuje się do języka osobistego, podkreślając, że ranić mogą słowa, a nie prawdziwe emocje i nie ma w tym nic złego, jeśli rodzic wyraża smutek, złość, roztargnienie czy rozdrażnienie. Matka czy ojciec mają prawo odmawiać, a dziecko przez to uczy się, że nie zawsze może dostać to, na co ma ochotę.

Ponadto nie powinniśmy czuć się złymi rodzicami, jeśli dziecko, któremu czegoś odmówimy wpadnie w rozpacz czy przeżyje frustrację. To, według Juula, sposób wyrażenia woli, a także… pragnienia życia z nami w harmonii! W takich sytuacjach powinniśmy reagować „współczującym milczeniem”.

Juul szokuje stwierdzeniem, że kiedy dziecko wchodzi w okres dojrzewania jest już za późno, by je wychowywać. Choć wkład rodziców w jego życie nadal jest ogromny, najważniejszym źródłem motywacji stają się wówczas rówieśnicy, inni dorośli i jego życie wewnętrzne. Rodzic powinien pogodzić się z zejściem na drugi plan, zmniejszyć kontrolę i przestać traktować nastolatka jak dziecko.

dziecko w ikei

Po przeczytaniu pierwszej książki Jespera Julla mam mieszane uczucia. Kilka razy znad lektury powiedziałam na głos do samej siebie: „nie zgadzam się”. Przede wszystkim taki model wychowania wydaje mi się niemal niemożliwy do zaszczepienia w Polsce. Na pewno Juul wkłada kij w mrowisko, pokazując jak daleko nam jeszcze do traktowania dzieci jak ludzi, z szacunkiem i poszanowaniem ich godności.

Nie przekonał mnie jednak w kwestii tak dalekiego przekazania odpowiedzialności dziecku i tak głębokiej wiary w to, że one same wybiorą to, co dla nich najlepsze. Nieumiejętne wprowadzenie tak rewolucyjnych zmian mogłoby przynieść opłakane efekty. I wtedy zaroiłoby nam się od dzieci, które wzorem Pippi poszłyby do szkoły tylko po to, by mieć ferie, i to dopiero na trzecią lekcję, bo wcześniej wolałyby się wyspać 😉

 

Kadry z filmu „Pippi Langstrumpf” w reżyserii Olle Hellbom:

* zdjęcie 1: http://images3.cinema.de/imedia/5014/1985014,Or2OlvYofryHFeYWXbQM9dkaHVZycq_09KbtjMtzhUPkVUq9W+JKT9BlwZlbKpjXhtif20dDTVwt0hAGXmX58Q==.jpg

* zdjęcie 2: http://db3.stb.s-msn.com/i/2D/24C21E53A596AE827C891D25A9911.jpg

* zdjęcie 3: http://cdn.maedchen.de/bilder/pipi-langstrumpf-kleiner-onkel-foto-getty-images-426×426-251938.jpg

 

Cytaty z książki „Pippi Pończoszanka” Astrid Lindgren w przekładzie Ireny Szuch-Wyszomirskiej, Warszawa 1958.

 

 

Reklamy

2 thoughts on “Skandynawski model wychowania – wyższa szkoła rodzicielstwa?

  1. Model ten ma się nijak do prawdziwej rzeczywistości. Dorośli Szwedzi to na ogół ludzie samotni i pozbawieni korzeni. W życiu dorosłym jest rywalizacja i ocena. To nie prawda że wszystkie dzieci są genialne. Nie są. Są tepaczki, które nie potrafią w 4 klasie dodac poprawnie 15 + 10. Co nie znaczy ze ten tepaczek nie potrafi pięknie malować. I z plastyki ma szosteczke a z matematyki 2. Życie jest brutalne a każde kolejne wydelikacone przez rodziców pokolenie ma coraz większe problemy z przystosowaniem się i coraz częściej potrzebuje pomocy psychologa bo jest słabe psychicznie. Ogółem chyba każdy skandynawski model czegokolwiek upadł. Wystarczy pojechać do obecnej Szwecji jeśli ma się odwagę. Zbudowali piękna utopia która musiała runąc bo życie to nie bajka. Ps. Kocham pippi ponczoszanke i wszystkie bajki. Dzieci nie bije ale znam wiele, które dostawały lanie a wyrosły na zdrowych i stabilnych emocjonalnie dorosłych i znam też wychuchanych na których nikt glosu nawet nie podniósł nieradzacych sobie kompletnie z życiem. Bo życie nie jest zero jedynkowe.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s