Do którego przedszkola zapisać dziecko?

Wyobraźmy sobie, że mamy stworzyć piłkarską drużynę. Drogie Panie, proszę się nie zrażać – na piłce nożnej w Polsce znają się wszyscy. Do wyboru mamy wszystkich najlepszych kopaczy, a pieniądze nie grają roli. Zebrać ekipę potrafiłby chyba każdy, stosując kryteria umiejętności, formy, urody 😉 Jak zatem nazwać człowieka, który do pierwszej jedenastki wybierze tylko kilkoro graczy, za to w całości obstawi ławkę rezerwowych?

Jeszcze niedawno te problemy w ogóle mnie nie rozpalały: nowa matura, gimnazjum, sześciolatki do szkół? Odległa perspektywa. Co miało dziwić – dziwiło, irytować – irytowało, a co śmieszyć – śmieszyło, ale zachowywałem do sprawy zdrowy dystans. Ostatnio przejmuje się nieco bardziej, bo jest Ola.

Wydawało nam się, że mamy plan: we wrześniu przyszłego roku Ola miałaby pójść do przedszkola. Nie mieliśmy jeszcze na myśli żadnego konkretnego, ale jednym z ważniejszych kryteriów miała być lokalizacja. Najlepiej w okolicy zamieszkania, może gdzieś w sąsiedztwie Dziadków, a może na trasie dom-praca.

Teraz już wiem, że nawet najlepszy plan może wziąć w łeb. Zewsząd słyszę, że zakończona właśnie rekrutacja do przedszkoli to bubel. Po pierwszym etapie naboru mamy długie listy wolnych miejsc w przedszkolach i… jeszcze dłuższe z nazwiskami niezakwalifikowanych. Oczywiście w takiej sytuacji będzie rekrutacja uzupełniająca, która ma się zakończyć 29 sierpnia i… może dać podobny rezultat.

Wszystkiemu winne nowe przepisy, w myśl których dyrektorzy muszą postępować sprawiedliwie. Jeśli 20 dzieci otrzymało w postępowaniu rekrutacyjnym taką samą liczbę punktów, a w przedszkolu pozostało 15 wolnych miejsc to wszyscy muszą obejść się smakiem. W przeszłości w takiej sytuacji dyrektorzy placówek mieli decydujące zdanie. teraz zostali go pozbawieni do czasu po naborze uzupełniającym. Wobec nieprecyzyjności przepisów o tym kogo przyjąć, a kogo odrzucić dyrektorzy wydadzą werdykt w ostatnich dniach sierpnia.

Czasami mówi się, że brak informacji jest dobrą informacją. Tutaj jest wprost przeciwnie. Będąc w butach rodziców przyszłych przedszkolaków wolałbym już teraz wiedzieć, że moje dziecko nie zostanie przyjęte do wybranej placówki. Wtedy można wcielić w życie plan „b”, a nie z nadzieją wyczekiwać do ostatniej chwili.

Nie wyobrażam sobie, żebym w przyszłym roku na kilka dni przed 1 września nie wiedział, do którego przedszkola będzie chodziła Ola. Na szczęście przepisy mają się zmienić, bo znam tylko jednych beneficjentów tego zamieszania: prywatne przedszkola. Trzeba za nie więcej płacić – to fakt, ale przynajmniej miejsce jest pewne. I to wcale nie na ławce rezerwowych.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s