Czy warto iść do szkoły rodzenia?

wyprawka

Obserwowałam w sklepie z dziecięcymi akcesoriami pewną młodą parę. Ona już z dużym, na oko ośmiomiesięcznym brzuszkiem. On bez 😉 Oboje siedzieli w kucki przy półce z butelkami dla niemowląt, studiując opisy na opakowaniach. Przejęci, poważni i chyba lekko zagubieni.

Przypomniało mi się jak to jest, kiedy czeka się na to pierwsze dziecko. Kiedy człowiek szykuje się na nowe jak na wyprawę w kosmos. Ma mnóstwo obaw i wątpliwości, a w gąszczu pastelowych ubranek, akcesoriów, butelek, smoczków, kocyków, pieluch tetrowych i najróżniejszych akcesoriów zaczyna się obawiać, że zaraz zwariuje.

Teoretycznie wybieranie tych wszystkich drobiazgów i kompletowanie wyprawki powinno być czystą przyjemnością. W końcu my kobiety, jako małe dziewczynki zazwyczaj ćwiczyłyśmy się w tej roli na naszych lalkach. Ale gdy faktycznie lądujemy przed kupką pożyczonych od znajomych ubranek dla noworodka albo w takim sklepie dziecięcym, nagle uświadamiamy sobie, ile dziwnej rodzicielskiej wiedzy nam teraz potrzeba.

Pierwsze wyzwanie to ciuszki. Które to śpioszki, body, a które pajacyki? Utarło się, że to facetów przerasta ta kwestia.

Nie zapomnę, jak poprosiłam Piotra, by przywiózł mi do szpitala takie małe bawełniane rękawiczki, by Ola się nie podrapała zbyt długimi paznokciami (których w kilka dni po porodzie nie zaleca się jeszcze obcinać), tak zwane łapki-niedrapki. Bardzo się sprawą przejął i dopytywał telefonicznie, czy to takie białe, czy wyglądają trochę jak rękawice bokserskie? Powiedziałam, że tak, choć w tym momencie powinnam była zacząć podejrzewać, że błądzi. Przywiózł mi grube rękawiczki od kombinezonu! Z całą pewnością Mała by się po ich założeniu nie podrapała 😉

rekawiczki

Wracając do ciuszków. Przyznaję się bez bicia, ja też na początku nie miałam pojęcia, które to pajac a które śpioszki. Nie wiedziałam też jak należy ubierać noworodka, czy lepiej body czy kaftanik, na wierzch śpiochy czy półśpiochy, dołożyć bluzkę lub sweterek, a może w kocyku to już wystarczy? Kiedy zakładać czapeczkę w domu i jak ubrać dziecko na dwór (tym bardziej, że Ola rodziła się, gdy na dworze trzaskał mróz). I przede wszystkim – ile ja tego wszystkiego potrzebuję?

Potem kosmetyki, szczotka ze sztucznym czy naturalnym włosiem? Termometr czy własny łokieć, a może przedramię? Jaka wanienka? Ile ręczników? Do pupy puder czy krem? I w czym kąpać?

Co ja mówię, kąpać? A jak kąpie się takiego małego Bąbla? Karmi? Jak często?

Jak się go w ogóle rodzi???

Byłam na tym samym etapie ciąży, co jestem teraz, kiedy poszłam do szkoły rodzenia i nigdy tego nie żałowałam. Polecam zapisać się każdemu, kto rodzicem zostanie po raz pierwszy.

Jakie są plusy chodzenia do szkoły rodzenia?

• najczęściej prowadzą je położne z dużym doświadczeniem;
• uczą kobiety jak oddychać i ćwiczyć, by przygotować się do porodu;
• tłumaczą, co zabrać ze sobą do szpitala: co wolno mieć przy sobie z czasie porodu i co przyda się po nim;
• na część zajęć chodzi się parami, więc panowie zdążą się oswoić z tym, co ich czeka; dowiedzą się, że jeśli nie czują się na siłach to nie muszą uczestniczyć w porodzie, a jeśli będą chcieli pomóc kobiecie, usłyszą jak to zrobić;
• rozkładają na czynniki pierwsze wszystkie fazy porodu;
• omawiają poszczególnie znieczulenia i tłumaczą, kiedy należy je podać, by nie było za późno;
• tłumaczą, na czym polega cesarskie cięcie, jakie są do niego wskazania i dlaczego uważa się poród drogami natury za najlepsze rozwiązanie;
• wyjaśniają, czego spodziewać się w połogu;
• omawiają, czego spodziewać się po noworodku, co jest naturalne, a co może nas zaniepokoić w pierwszych dniach;
• ułatwiają start w karmieniu piersią, tłumacząc jak się do niego przygotować, ćwicząc różne pozycje i poruszając problemy, które mogą się pojawić;
• omawiają wyprawkę dla dziecka – co i w jakich ilościach potrzebujemy, a co jest zbędne;
• podczas zajęć praktycznych pokazują, jak wykąpać, przewinąć i ubrać noworodka;
• i wiele innych 🙂

Szkoła rodzenia i nieco literatury niemowlęcej sprawiły, że do porodu i początków rodzicielstwa czułam się perfekcyjnie przygotowana… od strony teoretycznej. To ja uspokajałam koleżanki z sali, kiedy pojawiła się smółka i świeżo upieczona mama wyrzucała sobie, że to pewnie przez to, że zjadła w dwa dni po porodzie snickersa ;). Albo jak inna u dziewczynki zauważyła powiększone piersi – tłumaczyłam, że to przez jej hormony, które przekazała dziecku jeszcze przez pępowinę i że to jest normalne.

Od strony praktycznej przygotować się nie da.

Podobno każdy poród jest inny. Mam tylko nadzieję, że posiadanie w życiorysie jednego pozwala choć trochę pewniej poczuć się, gdy znów trafi się na porodówkę 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s