Kobieta mnie bije

plac zabaw piaskownica

Nie wiem jak one to robią. Kiedy już się wydaje, że facet potrafi poradzić sobie z dzieckiem to jak spod ziemi wyrastają one. Matki, które swoimi patentami nawet najlepszego tatę wprawiają w zakłopotanie.

Po dwóch deszczowych dniach ponownie zawitaliśmy dziś na plac zabaw. Koniki, zjeżdżalnie i huśtawki zdążyły wyschnąć. Gorzej z piaskownicą. A dokąd Ola skierowała swoje pierwsze kroki? Oczywiście w mokry piach. – Olunia, możesz się tutaj bawić, ale nie sia… – nim zdążyłem dokończyć prośbę, Mała już siedziała, a jej spodnie i buty oblepione były od góry do dołu.

W jej ślady postanowiła pójść koleżanka, ale ona nie była na placu zabaw z nierozgarniętym ojcem lecz z doświadczoną matką. – Aniu, jak chcesz usiąść to proszę na moich butach – powiedziała mama. Genialne w swojej prostocie, ale dlaczego na to nie wpadłem? Mniejsza o to, zastanów się lepiej, czy plamy z piachu łatwo schodzą w praniu.

Dzieciaki dość szybko zamieniły piaskownicę na zjeżdżalnię. Ola od początku ma do niej słabość, ale jak dotąd przeważnie zjeżdżała z naszą asekuracją. Dopiero niedawno zaczęła próbować sama i tak też było dzisiaj. Zaczęła ślizg na pupie, skończyła na brzuchu z trochę przerażonym wzrokiem. Już chciałem biec do niej, przytulać, zapewniać że nic się nie stało. Na szczęście pierwsza odezwała się mama Ani. – Brawo Olcia! Pięknie zjechałaś – rzuciła, a twarz Małej rozpromieniła się uśmiechem.

Kiedy czas zabawy dobiegł końca postanowiliśmy zabrać nasze córki do domów. Mama-ekspertka wzięła Anię na ręce, ja Olę postanowiłem prowadzić. Mała jak to kobieta, zdecydować się nie mogła. Idziemy do domu czy zostaniemy jeszcze trochę? Moje prośby nie skutkowały, zachęta do poszukiwania zwierzątek zadziałała od razu. – Olcia, chodź poszukamy pieska – powiedziała mama Ani. Nie muszę mówić, że Ola jak w transie ruszyła w kierunku domu.

– Cześć Misiu – przywitała mnie Sonia. – Co dałeś Małej na obiadek, bo widzę że buraczanych burgerów nie ruszyła.

– Yyy, dostała parówkę i trochę ogórka. No i trochę ciasta mi wyjadła – odpowiedziałem niezbyt dumny z siebie.

– O, to nietypowy obiad. Nie chcę Ci dokładać, ale wiesz z czym dziś po domu paradowała nasza córka? Z butelką koniaku. Chyba musisz lepiej zabezpieczyć barek.

Nie ma co, doskonały ze mnie ojciec 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s