Jaka to melodia?

pianinko dla małego dziecka

Jest taka piosenka, która sprawdzi się lepiej niż najgłośniejszy budzik. Coś, co z łóżka wyciągnie nawet największego śpiocha. Słowa są proste, melodię można spersonalizować, a całość leci mniej więcej tak.

(To śpiewacie pianissimo possibile, czyli możliwie najciszej)

Idzie sobie myszka przez zielony las.

Leciutko, cichutko i śpiewa sobie tak:

(I tu wchodzi fortissimo possibile, a więc możliwie najgłośniej)

TRALALA LALALALALA UHAHA!

TRALALA LALALALALA UHAHA!

Tę piosenkę przyniósł wiele lat temu do domu mój Tata. Małe dzieci wcześnie zaczynają dzień, większe mają z tym problemy, a największe to już szkoda gadać; dlatego trzeba śpiewać. Po pierwszych kilku wykonaniach w całości piosenka stawała się coraz krótsza, bo do poderwania nas z łóżek wystarczało już tylko zaintonowanie „Idzie sobie myszka…”. Tata trochę żałował, bo jako zapalony tenor i członek kilku amatorskich chórów lubił poćwiczyć płuca w domu.

Ostatnio i ja zacząłem ćwiczyć. Nie dlatego, że Sonia za długo śpi 😉 Zachęciła mnie do tego Ola, która z pudła z zabawkami wyciągnęła sporych rozmiarów pluszową mysz. I tak zacząłem śpiewać dziecku o nieśmiałej myszce z tubalnym głosem. Ilekroć kończyłem refren, Ola chciała więcej, wzmacniając swoją prośbę dźwięcznym: „LALA!”</p

Myszka przez kilka dni była numerem jeden na liście przebojów, ale potem na pozycję lidera wrócił „Pan Tik-Tak”. Kilka miesięcy temu Olunia usłyszała tę piosenkę u Babci i od tego czasu stała się ona lekiem na całe zło. Mam zły humor? Nudzi mi się? Chcę posłuchać muzyki? – Tik-tak! – śpiewać kochani rodzice! I rodzice śpiewają „Tik-Taka” na zmianę z piosenką „Szczotka, pasta”, bo ten utwór w międzyczasie podbił młode ucho.

– Śpiewać lubię (zwłaszcza zimowe piosenki), ale ty będziesz razem ze mną – powiedziałem wczoraj do kąpiącej się Oli. Skoro radzi sobie z pianinem, cymbałkami i tamburynem, to w repertuarze Fasolek też się powinna odnaleźć.

– Szczotko, szczotko, hej szczoteczko – zacząłem refren, a Ola… dokończyła.

– O, ho, ho.

– Zatańcz ze mną, tak w kółeczko…

– O, ho, ho.

– W prawo, w lewo, w lewo, w prawo…

– O, ho, ho.

– Po jedzeniu kręć się żwawo…

-O, ho, ho.

I wierzcie lub nie, ale trafiała we właściwe nutki.

Niby nie powinno mnie to dziwić, bo moja Babcia do dziś z rozrzewnieniem wspomina, jak przez pół trasy z Poznania do Gostynia śpiewałem w aucie najróżniejsze piosenki.

Podobno miałem wtedy półtora roku. Napisałem: podobno, bo wydaje mi się, że Babunia trochę idealizuje swojego ukochanego wnusia. Ale jeśli to prawda, to mamy jakieś 3 miesiące do czasu, jak z łóżeczka Oli zamiast gaworzenia i śmiechu dobiegać będzie głośne TRALALA.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s