Jak dorośniesz to kupię Ci samochód

resorki

Obietnice przychodzą nam niezwykle łatwo. Gorzej z dotrzymaniem danego słowa. Znam jednak kogoś, kto swoją zapowiedź spełnił… dwudziestokrotnie, a obdarował nie tylko tych, którym coś obiecał.

Dziesięć lat temu wraz z Rodzicami i Bratem przeprowadziłem się do domu. W naszym mieszkaniu osiedli Dziadkowie, więc wszystko zostało w rodzinie. No, prawie wszystko. Parę dni po przeprowadzce wpadliśmy na stare śmieci i zapytaliśmy Dziadka: – Nie widziałeś piłki? Była tu taka mała… – Rzeczywiście, była – podkreślił ostatnie słowo Dziadek Stanley, a my już wiedzieliśmy, że piłeczka w dinozaury, która była z nami od dzieciństwa wylądowała na gimeli.

W naszej rodzinie to Dziadek był chyba pierwszym minimalistą, ale na jedną z naszych zabawek nigdy nie podniósł ręki. Mało tego, pielęgnował ją jak relikwie i cieszył się, że kiedyś trafi ona w ręce naszych dzieci.

Zestaw 20 resorków dostaliśmy pewnie 20 lat temu. W domu były z nami krótko, bo niemal od razu wywieźliśmy je właśnie do Dziadków, gdzie bywaliśmy regularnie. Samochodziki dostarczyły nam niezapomnianych chwil zabawy: były tradycyjne wyścigi, jazda po określonym torze, puszczanie ich tak, żeby zatrzymywały się jak najbliżej ściany, nie uderzając w nią, a także wiele innych. Każdy z nas miał swoich faworytów: dla mnie były to Ferrari, Pontiac i Lamborghini. Za to byłem bliski płaczu, gdy zostawał mi Volkswagen Garbus…

Było zabawnie, a potem też śmiesznie, bo Dziadek nie zważając na upływający czas śmiało deklarował, że każdemu z nas na osiemnastkę kupi taki prawdziwy samochód. Ale gdy otrzymaliśmy już dowody osobiste nagle zmienił ton. – Oczywiście, że dotrzymam słowa. W piwnicy trzymam kilkanaście aut, każdy może wybrać coś dla siebie – studził nasze gorące głowy.

Z tą moją gorącą głową to trochę przesadzam, bo – jak już kiedyś pisałem – benzyny we krwi mam tyle co nic. Z tym większym zdziwieniem przyjąłem więc fakt, że Ola samochody wprost uwielbia. I te duże – na ulicach i parkingach, i te małe – w sklepach z zabawkami czy w domu.

– Chyba nadszedł czas, żebyś zabrał od nas te samochodziki. W Twoim domu nie będą się kurzyć – powiedział wczoraj Dziadek Stanley. I miał rację. One może nie, ale jak Ola pędzi swoim nowym Ferrari to w domu kurzy się aż nadto. Na wczorajszy spacer wzięła natomiast Peugeota 206 i ani na moment nie wypuściła go z ręki!

Może dzięki temu z autami pójdzie jej lepiej niż Tacie?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s