Odczepcie się od Barbie!

Razu pewnego trafiłam na telewizyjny program śniadaniowy, w którym dyskutowano na temat mody na brzydkie lalki Monster High czy jakoś tak. To co zapadło mi bardzo w pamięć, to pewna obawa wyrażona przez prowadzącą program. Stwierdziła, że nie wiadomo, jak ta moda może się odbić na dziewczynkach, które się tymi lalkami bawią, bo – uwaga – swego czasu była moda na Barbie i teraz wyrosło nam pokolenie kobiet, które wyglądają jak Barbie.

O nie, ja sobie wypraszam!

Wychowałam się na Barbie. Bawiłam się nimi nawet dłużej, niż wypadało (tj. jeszcze ze dwa lata po tym, jak rówieśniczki uznały, że to „obciach”). Usprawiedliwiałam się, że bawię się z młodszą siostrą. Prawda jest jednak taka, że ona mnie wcale nie potrzebowała. Wymyślała spektakularne scenariusze, w których punktem kulminacyjnym było na przykład opuszczanie związanej liną Barbie w dół przepaści (czyli z górnego łóżka „piętrusa”).

Ja bawiłam się głównie w ustawianie od nowa umeblowania „domu” Barbie, za który służył mi parapet. Wieszanie równo ubrań w szafie, ścielenie łóżek, ustawianie produktów spożywczych w lodówce i kosmetyków na komodzie z lustrem.

Przebijałam też lalkom uszy szpilkami. Wychodziły z tego fajne kolczyki, ale trzeba było uważać, by nie przedziurawić głowy na wylot. Czasem podcinało się im włosy, ale to było dość ryzykowne, bo zazwyczaj krzywo wychodziło, a kolejne poprawki prowadziły do coraz krótszej fryzury…

Oczywiście były też spektakularne śluby. Barbie i Kenowie siedzieli wystrojeni w rzędach, środkiem szła w białej sukience i welonie główna bohaterka wydarzeń, a po „możecie się pocałować” następowało obrzucenie młodej pary konfetti (skrupulatnie produkowanego dziurkaczem z kolorowego papieru). Zdaje się, że był też wymruczany przeze mnie marsz Mendelsona.

Ale największa frajda była wtedy, kiedy do grona posiadanych przeze mnie i moje siostry lalek dołączała nowa. To uczucie w sklepie zwanym zdaje się Pozperito, gdy stałam przed półką wypełnioną najróżniejszymi Barbie. Baletnica, bizneswoman, stewardesa, piosenkarka, Barbie w ciąży… To przyjemne ukłucie, że mogę wybrać jedną, którą dostanę na zbliżające się urodziny. A potem ta radość wyciągania jej z pudełka, ten zapach! I te ubrania, buty, torebki i inne gadżety.

Był też taki jeden piękny dzień, kiedy dostałyśmy paczkę od rodziny z zagranicy wypełnioną lalkami Barbie i ubraniami dla nich, bo kuzynka już przestała się nimi bawić. Była wśród nich lalka o azjatyckich rysach, której nadałam imię Kamila i na długo została moją faworytką.

Czy to wszystko mnie w jakikolwiek sposób skrzywiło? Czy kiedykolwiek chciałam wyglądać jak Barbie? Czy fakt, że bawiłam się lalkami, których proporcje nie odpowiadają kobiecym wpędziło mnie w kompleksy? Czy to, że świat Barbie to róż i falbanki zepsuło mój gust?

Oczywiście, że nie.

To tylko zabawki. Moim zdaniem to nie ma znaczenia, czy lalka czy jakakolwiek inna rzecz podoba się nam, rodzicom. Jeżeli jest szczytem marzeń dziecka, nie powinniśmy mu na siłę próbować wmówić, że to jest w złym guście czy wręcz brzydkie.

Bo to trochę tak, jakbyśmy nie wierzyli w nasze dzieci. W to, że mają swój rozum. Jakbyśmy przyjmowali, że jedna zabawka może je zepsuć na zawsze, źle przeprogramować.

Mnie Barbie nie zepsuła. Moja szafa i lodówka nie przypominają w niczym tych z domku na parapecie. Za to gdy myślę o tamtym czasie, uśmiech nie schodzi mi w twarzy. A chyba o to chodzi w dzieciństwie, czyż nie?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s