Łoś na biegunie

bujany konik los ikea

Piętnaście miesięcy – tyle miała Ola, kiedy postanowiłem jej kupić pierwszą zabawkę. Nigdy wcześniej tego nie robiłem, bo zabawek dzięki rodzinie i znajomym Mała miała i ma pod dostatkiem. Ale to nie była główna przyczyna.

Ostatnio znajomy opowiedział nam o rowerkach swojego siostrzeńca. Mały dostał od rodziców wypasiony, dizajnerski, drewniany jednoślad! Był tak świetny, że po prostu musiał mu się spodobać. Tyle tylko, że tak się nie stało.

Ku rozpaczy sponsorów kilka miesięcy później w supermarkecie chłopiec zobaczył kiczowaty, plastikowy i kilka razy tańszy rower i jak wsiadł na niego w sklepie, tak… jeździ do dzisiaj.

– Synu, dlaczego nie tamten drewniany?

– Ten drewniany? E tam, on nie miał hamulca.

Trudno oczekiwać od dzieci racjonalności. Nie można od nich wymagać, że to czym zachwycają się rodzice będzie im się podobać (porównaj: Odczepcie się od Barbie). I z drugiej strony: nie powinno się też kupować wszystkiego, czego dzieci żądają; w przeciwnym puściłyby nas z torbami. Dlatego przez długi czas miałem opory przed kupowaniem zabawek Oli.

Ale kiedy ostatnio trafiliśmy do Ikei i w dziale dziecięcym Ola dosiadła rumaka-łosia to wiedziałem, że to jest to! Miłość od pierwszego wejrzenia, której można się było spodziewać. Na placu zabaw to właśnie koniki są jednymi z aleksandryjskich ulubieńców. Wychodząc ze sklepu zabraliśmy ze sobą łosia na biegunach (biegunie?), a każdy kolejny dzień pokazuje, że był to dobry wybór.

Do czego zmierzam? Należy wsłuchać się w nasze dziecko: wziąć pod uwagę jego predyspozycje, zainteresowania i zdanie. Ale to oczywiste.

Równie ważne jest to, żeby wybierając zabawki i rozrywki dla naszych pociech na chwilę… cofnąć się w czasie i zadać sobie jedno bardzo ważne pytanie: czy nam-dzieciom taka propozycja przypadłaby do gustu? Jeśli odpowiedź brzmi „Tak” to można iść do kasy. Można przecież założyć, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, a dziecięce gusta mimo upływającego czasu nie zmieniają się drastycznie.

Cóż ryzykujemy? Niewiele, by nie powiedzieć, że nic. Przecież nawet jeśli po kilku dniach dziecko rzuci nową zabawkę w kąt to kto nam zabroni ją stamtąd wyciągnąć?

Nigdy nie miałem konia na biegunach. Patrząc na to, jak szaleje na nim Aleksandra bardzo żałuję. Niestety na nadrabianie tych zaległości już za późno. Bo za duży jestem. I trochę za ciężki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s