Listonosz zawsze klnie trzy razy

– K… mać! – doszło do moich uszu siarczyste przekleństwo, wykrzyczane pod oknem naszej sypialni. Akurat w porze Oli drzemki, właśnie przed chwilą przerwanej przez nią samą, bo obudziła się na pięć minut z głośnym płaczem; ku mej radości zapadła właśnie w dalszy sen pozwalając mi na chwilę relaksu. Zacisnęłam więc powieki i starałam się zignorować ten hałas. Nie mogłam przypuszczać, że byłam jego przyczyną.

– Ja pier… K… mać! – usłyszałam znów i otwarłam szeroko oczy. Czyżby jakiś sąsiad uszkodził drugiemu samochód pod blokiem? Może akurat nasz? Usłyszałam trzaski drzwi jakiegoś auta, co mogłoby sugerować, że miałam rację. Może komuś auto nie chciało odpalić? Leżałam jednak dalej, wulgarny jegomość nie mógł być wart przerwania relaksu mojego ciężarnego ciała.

– No żeż k… mać! Ja pier…! – usłyszałam ponownie i moja cierpliwość się skończyła, a może raczej ciekawość wzięła górę. Kto i dlaczego tak siarczyście klął na kameralnym osiedlu w samo południe?

Podeszłam do okna i co zobaczyłam? Pod wejściem do naszego bloku stał samochód Poczty Polskiej. Przy nim kurier, który brał kolejne paczki do ręki i wściekle przerzucał. Przekładał z tyłu na przednie siedzenie i komentował w znany mi już sposób fakt, że nie mógł znaleźć właściwej. Tej do mnie.

Zaczęłam mu cicho kibicować, w końcu na paczkę tę czekałam i wolałam, by do mnie dotarła. Chciałam także, by przestał hałasować pod oknem.

Jest! Kurier wziął ją pod pachę i energicznie ruszył do moich drzwi. Ja rzuciłam się w ich kierunku także, po drodze zamykając drzwi pokoju Oli, by nie zbudził jej dzwonek.

– Dzień dobry – mówi po chwili kurier, choć wszystko w nim aż krzyczy, że dobry to on wcale nie jest. Nawet kartki lecą mu właśnie na ziemię pod moje nogi. Przy mnie jednak nie klnie głośno, widzę jak gryzie się w język w ostatniej chwili. Podnoszę.
– Dzień dobry – odpowiadam.
Podaje mi paczkę.
– Tu, wystarczy nazwisko – podsuwa mi świstek do podpisania.
– To pan tak głośno przeklinał na dole? –rzucam bez zastanowienia i podpisuję.
Zaciska zęby.
– To nie jest normalne! Ta praca!
– W taki upał to panu nie zazdroszczę – pocieszam głupio.
– I tylko piszę te smsy! Praca po 14 godzin! Za dwa tysiące!!! – wylewa swoją frustrację.
– No… to nie jest normalnie… – odpowiadam oddając kartkę i długopis. A on już zbiega po schodach, bez „do widzenia” nawet.

***

Niedawno w sklepie z zabawkami wpatrywałam się w resorki i zauważyłam znak naszych czasów. Wśród najróżniejszych marek samochodów, wozów strażackich, karetek i radiowozów pojawiły się… dostawcze autka oznaczone logo firm kurierskich (zrobiłam nawet zdjęcie, ale czujna ochrona sklepu kazała mi je skasować!).

Czyżby to odpowiedź na nowe zapotrzebowanie wśród dzieci? Czyżby mali chłopcy (a może i dziewczynki) marzyli już nie tylko o tym, by zostać w przyszłości lekarzem, strażakiem czy policjantem, ale także kurierem?

Zapotrzebowanie na nich jest na pewno ogromne, sama widzę, ile w ostatnich kilku latach przybyło ich na drogach i jaki procent zakupów ja sama dokonuję przez internet, zdając się na ich pracę w kwestii dostawy.

Wydawało mi się, że skoro tak wiele pieniędzy wydajemy obecnie na zapłatę za przesyłki, to kurierzy nie powinni narzekać na los.

A jednak chyba różowo nie jest.

Jeśli więc Ola któregoś dnia oświadczy, że jak będzie duża to zostanie kurierem, powiem jej chyba wtedy, że to nie jest normalne. Ta praca.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s