Przeznaczeni

slub kwiaty samochod serceZdjęcie: Szymon Domagała

Jeśli kiedyś pójdziemy do nieba, może na wielkim ekranie obejrzymy film z naszego życia. I te wszystkie momenty, które prowadziły nas do siebie, choć nie mieliśmy jeszcze o tym zielonego pojęcia. Te zbiegi okoliczności, zagadki naszych decyzji… Czasem odkrywamy kolejny ślad większego planu i po raz kolejny przekonujemy się, że tak po prostu miało być.

***

Gdyby nie fakt, że ona rodziła się w Gnieźnie, a on w Poznaniu, mogliby się spotkać na porodówce. Ona przyszła bowiem na świat zaledwie trzy dni przed nim. Ale już kilka tygodni później ich wózki miały szansę minąć się po raz pierwszy. Mieszkali na sąsiednich osiedlach, pokonywali te same alejki, zahaczając o te same sklepy, w których ich mamy/babcie robiły sprawunki. Jeśli nawet nie stali obok siebie w kolejce do kasy, nie wykluczone, że siedzieli na tym samym korytarzu oczekując na wizytę lekarską. Możliwe, że któregoś dnia ich wózki stały niedaleko siebie w kościele czy aptece.

Kiedy ona była w podstawówce, do szkoły przyjechał obwoźny fotograf, który wszystkim chętnym robił zdjęcia w towarzystwie pluszowych zabawek, a potem z tych zdjęć puzzle. Do jego szkoły też przyjechał. Oboje mają dziś układanki, na których siedzą w podobnych pozach, na tym samym tle, a towarzyszą im te same zabawki.

Zdjęcia zdradzają też, że na tym samym etapie życia nosili dokładnie te same szare dresy z fioletową lamówką.

Na sąsiednich osiedlach w tym samym czasie bawili się w szukano. Czasem on grał w piłkę, ona skakała w gumę, grała w kulki albo robiła fikołki na trzepaku. Oboje ulegli na chwilę modzie na zbieranie i wymianę kolorowych karteczek. Kto wie, może któraś z nich przewędrowała z jej do jego rąk?

Nawet ich rodzice używali tych samych powiedzonek. Oboje słyszeli na przykład „zwijamy majdan”, gdy czas był wracać do domu.

Czekali na te same bajki w telewizji, a w sobotnie wieczory razem w rodzicami oglądali „Polskie Zoo”.

Los bawił się z nimi dalej. Niezły numer wyciął im, gdy oboje mieli już skończone 18 lat. Na jej studniówce on tańczył poloneza na tej samej sali, poproszony o towarzystwo przez swoją koleżankę z podstawówki. Nie wiadomo, czy nie minęli się w tańcu, w drzwiach czy może przy stole z kanapkami.

Jeszcze zanim zabrzmiał ten polonez, stała się rzecz do dziś niewytłumaczalna, a decydująca dla ich wspólnej historii. On, na profilu biologiczno-chemicznym w renomowanym poznańskim liceum porzucił z dnia na dzień marzenie o studiach medycznych i postanowił iść na politologię. Do dziś nie potrafi powiedzieć, dlaczego to zrobił. Ona, w innym liceum, wówczas już od roku wiedziała, że też się tam wybiera.

W wakacje po maturze oboje dowiedzieli się, że dostali się na studia marzeń.

I tam spotkali się. A jednak nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Widywali się w tramwaju, którym pokonywali te samą trasę na uczelnię. Mieli wspólnie lektorat z języka francuskiego, ale ona irytowała się, że on zbiera piątki za nic, podczas gdy ona wciąż walczy o czwórki.

Ich pierwsza zapamiętana obustronnie rozmowa dotyczyła… stosunków damsko-męskich. Ona przygotowywała artykuł do studenckiej gazetki i pytała o postrzeganie płci przeciwnej. On jak zwykle zażartował, że koleżanki z roku błyskotliwie cytują podręcznik i kazał podpisać się Javier Pedro. Dwa lata później z kilkoma kolegami założył konkurencyjną gazetkę, funkcjonującą na uczelni do dziś.

Ale wtedy byli już razem od roku, a jak to się stało czytaliście być może już tu.

I są do dziś, kiedy wybiło równo pięć lat od założenia na palce obrączek 🙂

P.S. Wybiło wczoraj, ale kto by w rocznicę siedział i pisał bloga? 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s