Idź babo do lekarza

cytrynka

Kiedy kobieta zachodzi w ciążę, bardzo szybko jej słodką wizję dziewięciu miesięcy z rosnącym brzuszkiem zasłania chmura zakazów. Zupełnie niespodziewanie dowiaduje się od koleżanek i z poradników, na jak wiele sposobów może zaszkodzić dziecku. Nie jedz pleśniowych serów! Ani wątróbki! Odstaw kosmetyki antytrądzikowe! Nie biegaj, zapomnij o rowerze i rolkach. Basen? Lepiej sobie odpuść, można złapać grzybicę.

Jeszcze weselej się robi, jeśli zachorujesz. Nagle się okazuje, że na każdym leku istnieje adnotacja, że nie zaleca się podawania kobietom w ciąży, albo w najlepszym razie można go podawać tylko wtedy, kiedy korzyść dla matki przewyższa ryzyko dla płodu. Pozostają Ci więc metody naturalne, czyli maliny, czosnek, miód, cytryny i sól morska. Cudownie!

Tak się tym przejęłam, że niemal wmówiłam sobie, że jak coś się dzieje ze zdrowiem w ciąży to… trudno. Trzeba poczekać, aż samo przejdzie, bo przecież nie można zaszkodzić dziecku! Dopiero ostatnio uświadomiłam sobie, jak głupio postępowałam.

Grypa jak nic

W połowie ciąży mocno się przeziębiłam. Postanowiłam jednak leczyć się sama. Polegało to z grubsza na tym, że… próbowałam poczekać, aż przejdzie. Gdy po ponad tygodniu w końcu trafiłam do lekarza, nie mogłam już w ogóle oddychać przez nos, bolało mnie gardło i miałam wszystkiego dosyć. I jakie było moje zdziwienie, gdy się okazało, że istnieje antybiotyk, który można podawać w ciąży, a leczenie bardzo szybko postawiło mnie na nogi!

Aaa-psik! Alergik w ciąży

Od początku ciąży bardzo doskwierała mi alergia. Poranne kichawice i tony zużytych chusteczek higienicznych to była moja codzienność. Gdy już naprawdę nie mogłam tego wytrzymać, zażywałam wapno (pamiętałam jednak z pierwszej ciąży, że nie należy go brać zbyt często, bo też może zaszkodzić). Piotr nawet trochę z tego żartował i przepytując Olę jak robi krówka, a jak kaczuszka dorzucił pytanie: „a jak robi mama?”. A ona bez wahania po prostu powiedziała : „a-psik!”.

Dopiero w siódmym miesiącu ciąży powiedziałam sobie: koniec. Idę do alergologa. Trudno, Emilka musi to wytrzymać, a ja się muszę leczyć, bo jak mi każą na porodówce oddychać to ja oddychać nie będę mogła! Poszłam. I okazało się, że są leki, które można podawać w ciąży alergikom, a tym bardziej na tym etapie ciąży. Po jednej dobie była już poprawa. Po dwóch czułam się innym człowiekiem 🙂

Ciemność widzę!

Jedyne, na co te leki nie pomogły, to moje oczy, które alergia tak wykończyła, że nabawiłam się jakiegoś zapalenia spojówek. I znów, zamiast iść od razu do lekarza, dzień po dniu twierdziłam, że nie mam kiedy iść i nie wierzyłam, że można mnie w ogóle wyleczyć. W efekcie, jak w minionym tygodniu wylądowałam u okulisty, prawie się złapał za głowę na widok moich oczu. Niczym Kubuś Puchatek do Prosiaczka oświadczył „ja Cię uratuję!”.

Jeśli nie wiecie, o czym mówię, włączcie na 1:55.

No dobra, tak naprawdę powiedział „ja Pani pomogę”, ale i tak brzmiało to bardzo górnolotnie 🙂

I znów, dwa dni później moje gałki oczne znów zabielały, a skóra na powiekach straciła nadprogramowe 60 lat, które prezentowała kilka dni wcześniej.

Uratował mnie!

***

Na koniec medyczna anegdotka z pierwszej ciąży. Jak pewnie większość z Was wie, zazwyczaj między 24. a 28. tygodniem ciężarna poddawana jest pewnej torturze zwanej testem obciążenia glukozą. Kobieta musi przyjść na badanie krwi na czczo, a po pobraniu dostaje do wypicia 50 albo 75 g glukozy rozpuszczonej w wodzie i po dwóch godzinach ponownie pobierana jest jej krew. Wynik ma pokazać, czy nie choruje na cukrzycę ciążową.

Mikstura jest naprawdę słodka i mdła, w związku z czym dopuszczalne jest, by przynieść ze sobą na badanie wyciśnięty sok z cytryny.

Gdy więc nadszedł dzień badań, wycisnęłam cytrynę do nowego pojemniczka… na mocz. Nie muszę chyba dodawać, że drugi taki pojemniczek z zawartością też miałam przywieźć na badania. Poprosiłam Piotra, by mi ten pojemnik z cytryną opisał, żeby nie było pomyłki…

Pewnie myślicie sobie teraz, że jednak pomyłka zaszła. Nie, nic z tego. Nie przewidzieliśmy jednak, że cytrynkę do glukozy wleją mi pielęgniarki, a nie ja sama. Dlatego miały niezły ubaw, kiedy podałam im pojemniczek z sokiem, na którym widniał napis:

„Cytrynka, nie szczoszki!”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s