Ustąp pierwszeństwa

kasa pierwszenstwa

Jedni mnie nie widzieli, drudzy udawali, że nie widzą, jeszcze inni przepuszczali przewracając oczami. Ale jeszcze nigdy nie zdarzyło się tak, żeby na bezczelnego ktoś wyprzedził mnie tuż przed sklepową kasą.

A wszystko szło jak z płatka. Sonia wysłała mnie do Ikei po kartę podarunkową na prezent dla Mamusi. Żeby było mi raźniej do pomocy dostałem Olę. Ikea to chyba najdłuższy sklep na świecie, więc żeby nie tracić czasu zapytałem, czy do kasy można dostać się na skróty. – Ależ oczywiście – odpowiedział ochroniarz i wpuścił mnie bez problemu. Tuż obok była wolna kasa, zrobiłem więc ostry skręt w lewo, wyszedłem na ostatnią prostą i kiedy już miałem powiedzieć „dzień dobry” to… zostałem wyprzedzony przez pędzącą dwudziestolatkę. Na nogach miała wysokie szpilki, na głowie blond czuprynę, a w torbie zakupowej dwie donice.

Zdarza się tak, że ludzie się nawzajem nie widzą, ale w tej sytuacji wszystko odbyło się z pełną premedytacją, bo paniusia z kwiatkiem przyspieszyła, gdy tylko zobaczyła, że mogę być pierwszy na mecie. Ręce opadają.

Nie była to co prawda kasa pierwszeństwa. W takiej byłbym obsłużony poza kolejnością, to znaczy mógłbym być, bo z przestrzeganiem zasad ułatwiającym życie osobom z niepełnosprawnościami, kobietom w ciąży i rodzicom z dziećmi różnie bywa. Raz zdarzyło się tak, że personel wyłowił nas z tłumu i zaprowadził na sam początek kolejki. W innych sytuacjach trzeba było się przeciskać przez tłum, w którym ludzie zaczęli nagle odczuwać potrzebę nadmiernej bliskości, skontrolowania czystości podłogi czy stanu swojego obuwia. Reakcje? W najlepszym razie obojętność. Nic dziwnego, że wiele uprzywilejowanych osób po prostu odpuszcza i pokornie czeka na swoja kolej, nie korzystając z ułatwień.

Sam kiedyś widziałem, jak kobieta poruszająca się o kulach grzecznie ustawiła się w wężyku do kasy pierwszeństwa i czekała na swoją kolej, co jakiś czas zerkając w kierunku innej kolejki. Okazało się, że w tamtej stał jej mąż. Gdy on pierwszy dotarł do kasy, ona po prostu do niego dołączyła. Bez proszenia się o cokolwiek. Kombinowała jak każdy, choć mogła zostać obsłużona poza kolejnością.

Czasami w kolejkę ustawiam się bez Oli. Wtedy swoje trzeba odstać. A mam z tym problem, bo zazwyczaj stoję dłużej od innych, gdyż zawsze wybieram taki wężyk, który przesuwa się wolniej od pozostałych.  Czasem przyczyną jest uczący się fachu kasjer, innym razem kod kreskowy „nie wchodzi” i trzeba wołać kogoś z działu. Próbowałem oszukać przeznaczenie: stanąłbym tutaj, więc wybiorę kolejkę na drugim końcu sklepu. I co? Efekt zawsze jest mizerny. Ale prawdziwa masakra była wtedy, jak wpadłem do Ikei tylko po dwa krzesła.

Plan był prosty: wchodzę, łapię kartony i podchodzę do kasy. Wybrałem najkrótszą kolejkę (trzy osoby przede mną), która prowadziła wprost do… kasy pierwszeństwa.  – Najwyżej ktoś mnie wyprzedzi  – pomyślałem i czekałem na swoją kolej.

Na tego kogoś nie trzeba było długo czekać. Na horyzoncie pojawiła się kobieta w ciąży. Zaraz po niej babka, która pchała wózek inwalidzki ze swoim mężem. Na dokładkę kobieta poruszająca się z pomocą kuli. – To niemożliwe! – powiedziałem pod nosem. W tym czasie czynne były trzy inne kasy pierwszeństwa, ale chyba wszyscy uprawnieni wybrali właśnie moją. No trudno, każdy kij ma dwa końce.

Byłoby jednak miło, gdyby kij nie był potrzebny. Gdyby nie trzeba było wyznaczać kas pierwszeństwa, bo ludzie przepuszczaliby tych, którzy nie powinni męczyć się w ogonkach. To chyba jeszcze niemożliwe, bo dominuje u nas filozofia, że „skoro mogli przyjść do sklepu, to niech grzecznie czekają na swoją kolej i nie zawracają gitary”. A gdzie zwyczajna ludzka życzliwość?

Przypomniała mi się jeszcze jedna sytuacja z Empiku. Przed Bożym Narodzeniem, tłum ludzi, długie kolejki. Za mną ustawiła się kobieta z kilkumiesięcznym dzieckiem na ręku. – Proszę, niech Pani stanie przede mną – zaproponowałem. – Nie trzeba, to jedno miejsce nie zrobi różnicy – odparła. Ale po długich namowach propozycję przyjęła i nawet dwa razy podziękowała.

W tej sytuacji musiałem oglądać jej plecy, ale nie zawsze tak jest. Sam kilka razy usłyszałem, że mogę iść przodem. Ale nie zawsze korzystałem z tych propozycji, bo jeśli dziecko nie dokazuje i grzecznie siedzi (albo śpi) w wózku to przecież można poczekać. Mnie korona z głowy nie spadnie.

I tylko nie wiem czy liczyć na większą ludzką życzliwość i zrozumienie, czy zacząć już trenować wózkowe wyścigi i rozpychanie się łokciami?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s