Afryka, czyli gdzie smoki zimują

zegnaj smoczku

Za ścianą cisza. Ola śpi. Drugą noc… bez smoczka. I to z własnej woli!

Kluczowa okazała się scena balkonowa. Oboje (tzn. Ola i ja) byliśmy na górze, a na dole znalazł się smoczek.

– Pesa, bam! – oznajmiła Olcia.

– Faktycznie – powiedziałem i w tej samej chwili w mojej głowie zrodził się genialny pomysł.

Przecież kiedyś i tak smok musi odejść do lamusa. A czy trafi się nam lepsza okazja od tej, gdy smok znajduje się poza naszym zasięgiem, bo dziecko samo zrzuciło go z balkonu?

– Olunia, skoro smoka nie ma już z nami to będziesz musiała dziś spać bez niego. Poradzisz sobie?

– Takkk! – odpowiedziało rezolutnie dziecko, a ja wiedziałem, że zwycięstwo jest już blisko.

Przed kąpielą kilkukrotnie przypominałem Oli jaki to straszny los spotkał jej kumpla. Mała wykazywała się pełnym zrozumieniem, kryzys nadszedł dopiero w łóżeczku. Przewracała się z boku na bok, popłakując z cicha. Nawet zażądała mleka, co wprawiło nas w osłupienie, bo ten posiłek przyjmowała w ostatnich miesiącach tylko w nocy. Po opróżnieniu butli jeszcze parę minut szukała sobie miejsca i gdy Sonia była gotowa się złamać i wyciągnąć z szafy jeden z 4 pozostałych smoczków Ola wreszcie padła.

– Takkk! – obwieściłem swój triumf. Dopiero po chwili do mnie dotarło, że to nawet nie połowa sukcesu. Co będzie jak obudzi się w nocy z płaczem? Nieprzytomne dziecko może nie pamiętać, że samo zrezygnowało z zatyczki. Twardym trzeba być, nie miękkim, dlatego założyłem, że mogę do niej wstać w nocy nawet kilka razy, byle tylko odsmoczenie zakończyło się sukcesem. Jakież było moje zdziwienie, gdy rano zadzwonił mój budzik.

Poszedłem do pracy a od Soni dowiedziałem się, że spała jak zabita prawie do 8! A zaraz po obudzeniu się (w doskonałym nastroju!) powitała mamę słowami: – Pesa, bam!

Takie spokojne noce nie zdarzały się nawet ze smokiem. Z nieskrywaną satysfakcją przyjąłem smsowy raport Małżonki i trzymałem za nią kciuki, by nie złamała się, gdy Mała będzie domagać się smoka przed pójściem na popołudniową drzemkę.

– Nie było łatwo, ale się nie ugięłam – powitała mnie w drzwiach Sonia.

– Takkk! – odpowiedziałem, po czym wyściskałem moją córuchnę, gratulując tak wielkiej dojrzałości.

O mały włos mój genialny plan spaliłby na panewce. Wychodząc na spacer spotkaliśmy sąsiadów, do których ogródka spadł wczoraj smoczek.

– Mamy coś, co należy chyba do Oli – zaczął sąsiad.

– Nieee – wyrwało się z mojej piersi.

– Aaa, rozumiem. Pożegnanie z Afryką – mrugnęła do mnie sąsiadka.

Pod koniec dnia jeszcze raz przypomniałem Oli, że znów musi sobie poradzić bez smoka. Dziś zaśnięcie poszło jej o wiele łatwiej niż wczoraj. Ciekawe czy noc będzie też taka dobra, czy też będę musiał po nocy budzić sąsiadów i wracać do Afryki.

Reklamy

One thought on “Afryka, czyli gdzie smoki zimują

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s