Co za noc!

bezsennosc

Leżę na boku na samym skraju łóżka. Pozycja daleka od wygodnej, ale jest mi już wszystko jedno. Chcę w końcu zasnąć. Za oknem już śpiewają ptaki i niebo powoli zaczyna się rozjaśniać. Jest wpół do czwartej nad ranem, może nawet później.

Na mojej twarzy ląduje mała, tłusta łapka. Z drugiej strony łóżka Piotr właśnie obrywa pulchną stópką. Ola układa się między nami od ponad godziny. Ilekroć uwierzę, że tym razem zasnęła, nagle siada, patrzy na mnie tymi swoimi ciemnymi oczyma i znów pada w trudnym do przewidzenia kierunku. Staram się chronić brzuch przed tymi atakami, ale z racji jego rozmiarów i rozmachu Oli Emilka też co jakiś czas obrywa. I też budzi się. I zmienia pozycję, jakby chciała uciec przed siostrą.

Nie przywykliśmy do wspólnych nocy. Mała zawsze spała u siebie, bo z nami to była od razu rozróba. Ale tej nocy złamaliśmy już wiele zasad. Nawet smoczek się cudownie odnalazł, gdy Mała z niewiadomej przyczyny płakała przez kwadrans wniebogłosy.

Od dłuższej chwili leży między nami spokojnie, nawet główkę złożyła na poduszce obok mojej. Zaczynam w końcu odpływać.

Nagle Ola znów siada. Rozgląda się. Wyjmuje smoczek z buzi.

– Tata. Śpi. Mama. Mama. Tata. Mama.

Chyba nie może uwierzyć, że leży między nami. Nagle podtyka smoczek pod nos Piotrowi.

-Tata. Pesa. Nie ma. Tak! Jest!

Parskam śmiechem. No tak, niby smok zrzucony z balkonu jest już nie do odzyskania?

– Zuuuzia. Mimi. Manama.

O, teraz rozpoczyna się koncert życzeń.

– Baba. Dziadzia. Akuku. Ziuuu.

Wy pewnie też tak czasem macie, że w nocy wracają do Was wspomnienia minionego dnia?

– Juja. Mozie!

A także wspomnienia z wakacji?

– Ola. Jaja. Musss.

Czyżby zgłodniała?

Piotr wstaje, bierze Olę i zanosi do jej łóżeczka, a ta wciąż nadaje. W końcu słyszę:

– Milś. Mylś. Miiiilś!!!

To już żądanie. Nie słyszę już jednak, jak wypija całą butelkę. Pogrążam się we śnie…

***

Sen wart jest opowiedzenia. Jeszcze parę chwil po przebudzeniu byłam przekonana, że był prawdziwy 😉

Śniło mi się, że miałam zrobić sobie i Piotrowi kawę. Ola też chciała wypić to, co my. Oczywiście odmówiłam. Wtedy nagle nasze niespełna półtoraroczne dziecko wyrecytowało szybko i jednym tchem słowa swojej ulubionej ostatnio piosenki:

„Scoobiedoobydoowhereareyouwegotsomeworktodonow.Scoobiedoobydoowhereareyouweneedsomehelpfromyounow!”.

Szczęki nam opadły. Pierwszy odezwał się Piotr:

-Polać tej Pani!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s