Puf, puf!

ciuchcia06

Nie wiem, czy też tak macie. Ilekroć jestem w sklepie z zabawkami dla dzieci to z równą troską traktuję interesy obdarowywanych co swoje własne. Bo jeśli mam już wydać pieniądze na jakąś zabawkę to też chciałbym coś z tego mieć.

Gdy wspominam moje ukochane zabawki z dzieciństwa to miejsce na podium zawsze zajmuje kolejka elektryczna Piko: lokomotywa, trzy wagony z napisami „Circus” (najdłuższy z niebieskimi, przesuwanymi drzwiami!) i zestaw torów. Tory układało się w koło, więc zestaw dawał ograniczone możliwości, zwłaszcza że Tata kategorycznie zabraniał układania ich w inny sposób, co mogło rzekomo doprowadzić do odkształcenia końcówek szyn. No ale kto dbał o takie detale, zwłaszcza gdy parę razy się zdarzyło tak, że mogliśmy połączyć dwa zestawy, używając do tego pożyczonych też zwrotnic. Szaleństwo!

Na co dzień ograniczeni byliśmy jednak do wersji podstawowej, która i tak dawała nam sporo frajdy. Nie potrafię powiedzieć ile czasu spędziliśmy na podłodze przy torach, ani jak często wertowałem katalog kolejek elektrycznych; pociągi, wagony i budynki w nim pokazane budziły mój wielki zachwyt, ale na zawsze pozostały tylko w sferze marzeń.

Nie, nie kupiłem Oli kolejki elektrycznej. Jeszcze. Ale z nieskrywanym zachwytem podziwiam, jak bawi się drewnianą. Przyniósł ją tegoroczny zając. Był na tyle hojny, że oprócz wersji podstawowej do koszyczka włożył dodatek. Dzięki temu mamy Olucha ma do dyspozycji zestaw kilkunastu torów z wiaduktem i zwrotnicami, a także 7 wagonów, które łączą się ze sobą dzięki magnesom.

ciuchcia01

Gdy dostała ten prezent miała nieco ponad 15 miesięcy. Na opakowaniu jak byk stało napisane, że zabawka nadaje się dla trzylatków i starszych. Początki faktycznie były trudne, bo choć zasada montowania torów jest niesłychanie prosta i pozwala je układać w dowolnych konfiguracjach (nie tylko w kółko, Tato) to Aleksandra nie była zainteresowana konstrukcją. Co innego rodzice, którzy składali coraz to wymyślniejsze trasy i przesyłali sobie MMSy ze zdjęciami najnowszych osiągnięć, nierzadko otrzymując zasłużone gratulacje za użycie wszystkich torów. A Mała podglądała i przeszkadzała coraz mniej.

Minęły 3 miesiące i Ola sama składa do kupy nawet dziesięć odcinków, bezbłędnie zarządza ruchem na naszych torowiskach i nie wyobraża sobie dnia bez zabawy w zawiadowcę. Co równie ważne, z entuzjazmem reaguje na wszystkie pomysły tatusia, powtarzając „jeszcze, jeszcze!”. Czego my jeszcze nie robiliśmy? Nawet zabawa w Małysza była.

Co prawda nie potrafi jeszcze rozróżnić wagonów osobowych od towarowych, w składzie lokomotywa nie zawsze znajduje się na początku i jedzie w dobrym kierunku, a przejażdżka niekiedy kończy się katastrofą, ale ubaw i tak mamy przedni.

ciuchcia05

I jak sobie myślę o prezencie, co to Emilka powinna mieć dla Oli po powrocie do domu to wydaje mi się, że kilka dodatkowych zestawów szyn załatwiłoby sprawę. Ja się na pewno ucieszę, a coś czuję, że to właśnie mnie Emilia poprosi o pomoc w zakupach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s