Ziemia odzyskana

mis na fotelu

Są wszędzie. W salonie, kuchni, łazience i korytarzu. Znajdziecie je w koszu na brudy, na półce z książkami , a nawet we własnym łóżku. Można nauczyć się z nimi żyć, ale zdecydowanie lepiej je wytępić.

Do ich obecności przyzwyczajamy się bardzo łatwo. Przecież mamy dzieci, więc tu i ówdzie muszą pałętać się zabawki. Znajdziesz pluszaka w pralce? Ooo, jakie to słodkie! W Twoim własnym łóżku obudzi Cię w środku nocy grająca plastikowa komórka? Ależ ten nasz Bąbel roztargniony! Na dywanie nadepniesz na klocek Lego. Nie, tego akurat wybaczyć nie można 😉

Kiedy kilka miesięcy temu Sonia przeczytała w jakiejś mądrej książce, że francuscy rodzice nie mają tego problemu (możecie przeczytać o tym tutaj), bo zabawki są tylko w pokojach dziecięcych to nie mogłem uwierzyć. Ależ sadyści z tych Francuzów!

I tak kącik zabawek naszej Oli w naszym salonie rozrastał się z dnia na dzień; przecież dziecko powinno mieć zabawki pod ręką, a nasza Mała sporo czasu spędzała właśnie w największym pokoju. Najpierw było spore pudło z różnymi pierdołami, potem dołączyła wielka wywrotka, po niej nieco mniejszy autobus, drewniana żaba… Co wieczór wszystko pokornie odkładaliśmy na swoje miejsce, czyli w kącie naszego salonu. Porzundek musi być!

Niedawno zaprosiliśmy rodzinkę na niedzielny obiad. Było nas dziesięcioro, a żeby ugościć taką liczbę krewnych musieliśmy dokonać małego przemeblowania. Na czas imprezki zabawki wylądowały w pokoju Małej. Kiedy pożegnaliśmy gości, a krzesła, fotele i stół wróciły na swoje miejsca poczuliśmy się… dziwnie. Oto salon znów był naszym salonem. Nadal biegała po nim Ola, która przynosiła swoje zabawki, ale w kącie przy drzwiach balkonowych nie było już sterty zabawek. Mogliśmy dostrzec naszą podłogę, kolor ścian i bez problemu wyjść na balkon. To było jak powrót do stanu sprzed wielkiego wybuchu.

Od tamtego dnia zabawki z założenia mają swoją bazę w pokoju Oli. Zrobiliśmy małą selekcję, część schowaliśmy do pudeł. Owszem zdarza się, że udzielamy czasami azylu żabie, a każdego wieczoru pod fotelem chowamy ulubioną kolejkę Oli. Ale kiedy w pokoju śpiącego dziecka zamykają się drzwi, a my mamy wreszcie wolną chwilę to czujemy się naprawdę u siebie. A Olucha? W ogóle nie ma nam tego za złe. Może też lubi porządek w salonie?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s