Do własnej bramki

Z zakończonego w niedzielę mundialu najlepiej zapamiętam półfinał pomiędzy Argentyną a Holandią. Z boiska wiało co prawda nudą, ale miejsce, w którym oglądałem to starcie aż kipiało od emocji. Damsko-męskich.

Mecz oglądałem u znajomych. Zostałem zaproszony przez kumpla na rewizytę, bo dzień wcześniej spotkaliśmy się u nas. Kilka minut przed 22 udało mi się uśpić Olę, więc włożyłem kapcie i uradowany udałem się do sąsiada. Pora późna, więc cicho zapukałem do drzwi, by nie obudzić dwóch śpiących pewnie dziewczynek. Otworzyła… starsza z nich, która uprzedziła, że powinniśmy być cicho, bo mama usypia właśnie młodszą siostrę. Na paluszkach poszedłem do salonu, przywitałem się z gospodarzem i zaczął się mecz.

Nagle w pokoju obok rozległ się płacz dziecka. Nierówna walka trwała jeszcze przez chwilę, po czym otworzyły się drzwi i usłyszałem zdanie, które każdemu rodzicowi zdarzyło się powiedzieć przynajmniej raz:

Ja już mam tego #$%^& dosyć!

Gdy tylko mnie zobaczyła trochę się speszyła. Można powiedzieć, że nawet przepraszała za swój wybuch, tłumacząc się, że pewnie nasza Ola już dawno śpi, a jej córka – równolatka naszej Aleksandry, biega po domu w najlepsze. Na nogach jest też starsza córka. Jak żyć? Kiedy ona, matka spędzająca całe dnie ze swoimi dziećmi, będzie miała chwile dla siebie?

Pocieszałem ją na tyle, na ile mogłem. Powiedziałem, że nasza zasnęła dopiero przed chwilą. I że może chodzi wcześniej spać, ale za to dzień zaczyna między 6 a 7 rano, a jej dziewuchy czasem śpią nawet do 9. Wreszcie w rolę pocieszyciela postanowił włączyć się mąż i ojciec.

– Chcesz może piwo z sokiem? – zapytał małżonkę.

– Nie, nie chcę piwa! Wolałabym, żebyś czasem to ty położył Małą spać.

– To może szampana? Mamy jeszcze w lodówce…

– Ten szampan jest kwaśny, nie smakuje mi.

Przysłuchując się tej wymianie zdań miałem ochotę uciekać, ale najciekawsze miało dopiero nadejść. Nieuchronnie zbliżaliśmy się do momentu, w którym pracująca na cały etat w domu matka wygarnie pracującemu na cały etat poza domem mężowi co sądzi o jego zaangażowaniu w wychowanie dzieci. Już widziałem ten niemiecki walec rozjeżdżający przerażonych Canarinhos…

– A tak w ogóle, czy ty wiesz, że ostatni posiłek, jaki jadła nasza córka to był obiad? Zamiast tak siedzieć bezczynnie przez godzinę, oglądać mecz i pić piwko, zrobiłbyś jej jakąś kolację…

– Przepraszam bardzo! – pan domu wyprostował się i nabrał powietrza w płuca. – JA mam jej robić kolację?

Jestem niewidzialny, nie ma mnie tu, teleportacja – pomyślałem sobie, oczekując już tylko na wybuch bomby atomowej.

– Przecież nasza córka ma siedem lat! Jak będzie głodna to ma przecież ręce. Zrobi sobie coś do jedzenia.

Ufff, w tym momencie kamień spadł mi z serca. Choć dziewczynki nie zasnęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki to atmosfera oczyściła się na tyle, że całą piątką mogliśmy oglądać mecz. Ekipa powoli się wykruszała. Najpierw zasnęła siedmiolatka, którą bez szemrania tata zaniósł do jej pokoju, a za chwilę sąsiadka wyszła z młodszą córką, która tym razem nie stawiała oporu.

Gdy zasnął już nawet sąsiad, w mojej głowie rozpoczęło się wsteczne odliczanie. Jeszcze pięć i pół roku i koniec z przygotowywaniem kanapeczek, podawaniem paróweczek i przygotowywaniem mleczka. Jak będziesz miała Córciu siedem lat, to kolacje będziesz przygotowywać dla wszystkich.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s