Hej dziewczyno, spójrz na misia

misie

Wszystkie dzieci lubią maskotki. No, prawie wszystkie, bo są też takie, które wolą autobusy i kolejki. Jakże się zdziwiłem, kiedy Ola na placu zabaw właśnie o misia urządziła wielką awanturę, którą słyszało pół osiedla.

Gdy termometry przestały pokazywać już ponad 30 stopni wybraliśmy się z Olą na plac zabaw. Wieczorny standardzik: kilkanaście minut na huśtawkach, karuzela, piaskownica, karuzela, siłownia dla dorosłych, zjeżdżalnia i na koniec znów huśtawka. Na naszym placu są dwie: jedną zajęła dwuipółletnia dziewczynka, a drugą jej pluszowy miś. Co zrobiła Ola? Chwyciła misia i w nogi!

Na początku zostałem w tyle, bo nie spodziewałem się czegoś takiego. Mała ma w pokoju armię pluszaków, ale żadnego nie darzy szczególnym względem, a obchodzi się z nimi niezbyt delikatnie. A tutaj proszę – miłość od pierwszego wejrzenia. Dogoniłem ją przed rogatkami miasta wyjściem z placu zabaw i przypomniałem, że miś jest własnością huśtającej się dziewczynki i powinniśmy go oddać. Przyjęła moje tłumaczenia, po czym rozryczała się w niebogłosy. A że głos ma mocny to po chwili cały plac zabaw patrzył w naszą stronę, sąsiedzi wyglądali z okien, a przechodnie kręcili głowami z niedowierzaniem. W drodze do domu próbowałem przemówić dziecku do rozsądku, ale moje argumenty trafiały na mur zbudowany z cegieł histerii, zawiązany krokodymi łzami. Ktoś inny na moim miejscu mógłby się nieźle wkurzyć, sam – gdybym miał zły dzień – mógłbym się nieźle zirytować. Ale że dzień miałem dobry, postanowiłem działać.

– Olunia, posłuchaj – zacząłem raz jeszcze po powrocie do domu.

– Olusia – poprawiła mnie córka, która upodobała sobie właśnie takie zdrobnienie swojego imienia i prostuje nas przy każdej możliwej okazji.

– Dobrze. Olusia. To był misiu dziewczynki, nie twój. Ona go sobie przyniosła z domu na plac zabaw. Tam, gdyby ci pozwoliła, mogłabyś się nim pobawić. Ale nie wolno zabierać zabawek innych dzieci do domu.

Ta argumentacja nie do końca trafiała do małego rozumku. Zmieniłem więc taktykę.

– Olucha, to znacz Olusia. Gdzie masz swoją ulubioną książkę z autobusami i samochodami? Wyobraź sobie, że dziewczynka przychodzi do twojego pokoju, zabiera książkę i wychodzi.

W tym momencie wstałem i wyszedłem z książką za drzwi do mieszkania. Nawet tam usłyszałem płacz Oli.

– Widzisz jak miło – ciągnąłem dalej wykład, gdy już wróciłem do mieszkania. – Ty nie chciałabyś, żeby ktoś zabrał twoją książeczkę i twoje zabawki. I tak samo ta dziewczynka.

W oczach dziecka ujrzałem zrozumienie.

– A poza tym spójrz na półkę z zabawkami. Tam jest siedem misiów, którymi możesz bawić się od rana do wieczora, nawet na placu zabaw – wtrąciła się Sonia. – A teraz dość tych wykładów, bo kolacja czeka.

Poszedłem do kuchni, ale zaniepokojony jej nieobecnością postanowiłem wrócić. Moim oczom ukazał się taki widok: wszystkie siedem misiów znalazło się na podłodze, a Olunia Olusia próbowała jak najwięcej z nich wziąć na ręce i zabrać ze sobą na kolację. Udało się chwycić trzy, co i tak jest niezłym osiągnięciem.

ola i misie

Misie umyły z nami rączki, zjadły kolacje i poszły spać. A zasypiająca Ola jak mantrę powtarzała w kółko (kręcąc przy tym palcem): – Nie! Miś!

Nie mogę się już doczekać, by sprawdzić co zapamiętała z tej lekcji.

Reklamy

One thought on “Hej dziewczyno, spójrz na misia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s