Gdzie jest słonko kiedy śpi?

noc i dzien

Houston, mamy problem! Oli się chyba przelało. Nie chce już słuchać o Emilce, próbuje wyjść z łóżeczka i pokazuje, że będzie spać, ale w naszym łóżku. Co robić?

Tymi słowami wczoraj wieczorem Sonia sprawiła, że ugięły się pode mną nogi. Tego nam trzeba, na godziny przed rozwiązaniem i tuż przed zostawieniem Małej pod opieką Babć. Zapowiada się jazda bez trzymanki – pomyślałem i ruszyłem na pomoc.

Pamiętacie jak pisałem, żeby nie chwalić dziecka? Znowu się sprawdziło. Po czterech nocach, które Olucha przesypiała bez choćby jednego kwęknięcia szczęście przestało się do nas uśmiechać i trzy podczas trzech ostatnich regularnie budziła nas swoim głośnym płaczem. Domagała się mleka (pikuś!), obecności mamy (łatwizna, i tak nie spała przez ten płacz) lub wody (z tym było gorzej; jej kubek nie pozwala na picie na leżąco, więc wściekała się jeszcze bardziej). Te problemy ze snem tłumaczymy wysokimi temperaturami, co sama Ola potwierdza mówiąc, że jest gorąco. A może przeczuwa wielkie zmiany w naszym (i swoim też) życiu?

Było już grubo po godz. 21. Wziąłem me dziecię na ręce i zapytałem dlaczego nie chce spać.

– Nieee – odpowiedziały mi usteczka spod zasmarkanego noska

– To co chcesz robić, gdzie chcesz iść?

– Tu – pokazała w bliżej nieokreślonym kierunku i przeprowadziła nas przez salon, przedpokój aż do sypialni.

Nie zauważyłem, żeby jakąś niechęcią darzyła emilkowe łóżeczko, nie chciała się do niego ładować, nie wyglądała też na gotową do zaśnięcia w naszym łóżku. Dlatego wróciłem z nią do jej pokoju. Wybraliśmy książeczkę na dobranoc. Ola trafiła do łóżeczka, ja na fotel i rozpoczęliśmy… rundę pierwszą.

Poszło dość szybko, bo choć „Królewna Śnieżka” nie należała do mocno rozbudowanych to i tak nie zdołała utrzymać w łóżeczku naszej Królowej Nocy.

– A dół! (Na dół! – przyp. red.) – domagała się, pokazując palcem na podłogę.

Spojrzałem w jej szeroko otwarte oczy, przypomniałem sobie, że popołudniowa drzemka skończyła się dość późno i… wypuściłem Krakena.

– Bardzo proszę, baw się. Ale tylko w swoim pokoju – oznajmiłem, dla pewności zamykając drzwi. – Pobawimy się jeszcze, a za chwile wracamy do łóżeczka i idziemy spać, bo już najwyższa pora – przedstawiłem Oli plan działania.

Dziecko ochoczo wzięło się do zabawy. Wysypało z pojemnika klocki, sprawdziło listę obecności lalek i misiów, nadrabiało zaległości czytelnicze. A ja razem z nią. Co jakiś czas przypominałem, że ta impreza nie potrwa za długo, bo trzeba się wyspać przed kolejnym obfitującym w atrakcje dniem. Była pochłonięta zabawą do tego stopnia, że pozwoliła mi nawet wyjść po książkę.

– Olusia, teraz tatuś trochę poczyta, a jak skończy to idziemy spać. Jasne?

– Takkk – podpisała cyrograf i wróciła do zabawy.

Po lekturze przyszedł czas na najtrudniejsze. Odciągnięcie Oli od zabawek ułatwiła mi jedna z nich. Zegar, którym się bawiła, właśnie wyrzucił z siebie magiczne słowa „jest noc”, a w mojej głowie zrodził się genialny plan.

– No właśnie Olusia, jest noc i idziemy spać. Obiecałaś – zacząłem negocjacje.

– Nie – odpowiedziała nawet na mnie nie patrząc.

– Olunia, w dzień się bawimy, a w nocy śpimy. W dzień świeci słońce, a teraz jest już ciemno. Wziąłem ją na ręce, otworzyłem okno i pokazałem świat, który kilkadziesiąt minut wcześniej zatopił się w mroku. Dziecko zbaraniało.

To tak, jakby ktoś zatrzymał Ziemię i ruszył słońce. Na jej twarzy przejęcie mieszało się z zaskoczeniem i… strachem? Przecież nie raz bawiła się w nocy, witała nawet nowy rok. Wiedziała, że oprócz światła jest też ciemność, ale wczoraj tym faktem była po prostu zdruzgotana.

– Nie ma – powtarzała w kółko, mając na myśli oczywiście słońce, które oświetla i grzeje w ciągu dnia. Bez problemu dała się włożyć do łóżeczka, ale cały czas wracała do swojego „nie ma”.

To nie był czas na naukę o obrotach ciał niebieskich. Zapewniłem Olę, że słońce do nas jutro wróci i życzyłem dobrej nocy. Zanim zasnęła powtórzyła jeszcze kilka razy „nie ma”, ale w końcu się udało. Zegar pokazywał 22.45. Do rana powinna pospać.

 

Trzy godziny później obudził mnie płacz. Uradowany zwlokłem się z łóżka i poszedłem na nocną interwencję. Nie pomagało nic. Nie działała kołysanka, dziecko nie chciało mleka ani na ręce. Powtarzała tylko w kółko „mama”.

– Olusia, mama śpi – powiedziałem i zabrałem ją na chwilę do naszej sypialni. – My też powinniśmy. A poza tym – pamiętasz, że jest noc?

Znów zabrałem ją do otwartego okna i pokazałem panującą za oknami noc.

– Nie ma – powiedziała strapionym głosikiem i odłożona do łóżeczka po chwili zasnęła.

 

Mam nadzieję, że w razie nocnych problemów brak słońca okaże się dostatecznie przekonujący. Bo gdy Sonia będzie z Emilką w szpitalu to pokazanie Oli śpiącej mamy chyba nie będzie wchodzić w grę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s