Pełna chata

bezproblemowe poczatki

To już cztery dni jak pod jednym dachem mamy dwie dziewczynki. Dobra wiadomość jest taka, że z dwójką tak małych dzieci da się żyć. Gorsza, że to już zupełnie inne życie.

Nasza droga była jednokierunkowa. Druga ciąża i poród oznaczały, że Emilka na zawsze stanie się częścią naszego życia. I częścią życia Oli. Jak tylko się dało mówiliśmy Olci, że w naszym życiu szykują się duże zmiany. Była specjalistyczna literatura, nauka niezbędnych słów i zapoznawanie się w topografią brzucha. Wszystko po to, żeby zminimalizować ryzyko wystąpienia zazdrości o nową istotę, która kraść będzie czas rodziców. I co?

Ola bardzo ładnie przyjęła Emilkę. Obchodzi się z nią jak z jajkiem i nie pokazuje oznak zazdrości. Owszem, kręciła trochę nosem na zmianę miejsca w aucie, ale generalnie nic nie można jej zarzucić. Jednak pod tym pięknym płaszczykiem kryją się chyba jakieś obawy, bo Olusia i wczoraj, i dzisiaj budziła się w nocy bez jakiegoś szczególnego powodu. Wygląda to na takie małe, ale dość głośne przypomnienie o swojej obecności.

Tak oto płynnie przechodzimy do nieprzespanych nocy. To była jedna z moich największych obaw. A tu niespodzianka: Emilka nocą raczej nie dokazuje. Raczej, bo trzeba oczywiście zatankować, no i raz trafiła nam się godzina aktywności, ale czymże to jest wobec kilkugodzinnych karnawałów, jakie odbywały się w szpitalu? Gdy Sonia relacjonowała mi kolejne nocne ekscesy z udziałem Emci to byłem lekko przerażony. Na szczęście nasza córka o wiele lepiej czuje się w sypialni rodziców niż na szpitalnym oddziale i bardzo ładnie nam to okazuje. Do tego stopnia, że gdy ona minionej nocy po raz pierwszy zażądała matczynej interwencji, ja miałem już za sobą aż trzy pobudki do marudzącej Alekschandry.

Dobra wiadomość jest taka, że płacz jednej nie budzi drugiej dziewczynki. Ale musimy się przyznać, że ceną, jaką płacimy za „luksus” w miarę przespanych nocy jest dodatkowa osoba w naszym łóżku. Olę od samego początku odkładaliśmy do jej łóżeczka, z Emilką odkładamy ten moment na… przyszły tydzień; niech ma dziewczyna łatwy start w nowych okolicznościach.

Na razie wszystko wygląda nie najgorzej, choć rzeczywiście jakiekolwiek wyjście z dwójką dzieci to już większe logistyczne przedsięwzięcie. Na wyższy poziom trudności wskoczyła też opieka nad pannicami w domu. To już nie dwie pary dorosłych rąk na jedno dziecko. Teraz proporcje układają się dwoje na dwie. W najbliższych dniach będziemy dopracowywać nasz dzienny plan, bo sytuacja w której dziewczyny kładą się spać o 22.30, a my padamy z nóg jest na dłuższą metę nie do przyjęcia. No ale przecież nie od razu Rzym zbudowano…

Podsumowując: na razie wszystko wygląda nie najgorzej, ale jest tylko jeden istotny problem. W tym tygodniu, a także w następnym jeszcze oboje jesteśmy w domu. Kiedy jednak mój urlop się skończy, Sonia zostanie sama na placu boju. Wtedy to dopiero będzie zabawa; i będzie się działo. Bo choć Ola przyzwyczaiła nas do tego, że w zasadzie jest bezproblemowa, to nie możemy zapominać, że ma dopiero półtora roku. A jest jeszcze półtoratygodniowa Emcia. Wydaje mi się, że tematów do opowiadań w najbliższym czasie brakować nie będzie. Oby nie zabrakło czasu na ich opisywanie.

Reklamy

One thought on “Pełna chata

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s