Listy do Em

ojciec

– Ty jej po prostu nie kochasz – mówiła mi Sonia jeszcze przed rozwiązaniem. I zarzucała, że nie dbam o Emilkę, nie poświęcam jej uwagi i nie cieszę się z jej nadchodzących narodzin. Wiecie co – chyba miała rację.

Na początku była ciąża. Gdzieś tam w brzuchu rozwijała się ta nasza mała Fasolka. Jej narodziny były dla mnie dość odległą perspektywą: to przecież dopiero ósmy tydzień, trzeci miesiąc, drugi trymestr… Moja ręka czasami lądowała na brzuchu Soni, zastanawiałem się jakie będzie to nasze dziecko, myślałem o niej. Ale wszystko to nieco rzadziej niż w przypadku ciąży z Olą. Dość powiedzieć, że ciążowe zdjęcia z imieniem „Emilia” ułożonym z liter do gry w Scrabble zrobiliśmy… dzień przed rozwiązaniem. Dobrze, że się w ogóle udało.

Później był poród. Tak jak przed 18 miesiącami było to wielkie przeżycie. Radość, wyzwanie (przecięcie pępowiny) i wzruszenie, kiedy ta mała, bezbronna istotka wylądowała na moich rękach. Po trzech dniach miała być w domu, ale na ponad tydzień została w szpitalu. Odwiedzałem ją codziennie, cieszyłem się, gdy mogłem ją zobaczyć. Ale miałem świadomość, że narodziny Oluchy przeżywałem bardziej.

Gdy urodziła się nasza starsza córka miałem czas, by godzinami wpatrywać się w jej zdjęcia przesyłane przez Sonię. Nie muszę dodawać, że było ich sporo. Tym razem w komórce miałem… tylko jedną fotkę Emci. Po części z powodu telefonu (po awarii smartfona musiałem ratować się starą Nokią), ale to chyba marne usprawiedliwienie.

Czy przez półtora roku stałem się mniej wrażliwym człowiekiem? Nie. Różnica polega na tym, że tym razem miałem do wykonania zadanie: sprawić, by starszej córce pod nieobecność mamy było jak najlepiej. I na realizację tego celu byłem zaprogramowany. Poza tym zadziałał tutaj chyba syndrom bożonarodzeniowego prezentu.

Wreszcie nadszedł ten dzień, kiedy lekarze dali zielone światło. Z nosidełkiem w ręku pojawiłem się w szpitalu i zabrałem obie panie do domu (większa oczywiście wyszła na własnych nogach). Po powrocie działo się sporo, bo Ola świętowała powrót mamy, bawiła się prezentem od siostry, my na nowo cieszyliśmy się sobą. A Emilka smacznie spała. Gdy się budziła przypominała nam, że mamy już w domu nie jedno, półtoraroczne dziecko, z którym można się dogadać, ale dwoje. Przy czym to drugie to noworodek, który śpi, je, wymaga zmieniania pieluch i PŁACZE!

Pierwszego wieczora, kiedy Olucha zażądała, by to Sonia ją usypiała, zostałem sam na sam z Emilką. Gdy nie płakała było ok. Ale jak zaczęła i uspokoić nie mogło jej ani noszenie, ani zmiana pieluchy, a karmienie rzecz jasna nie wchodziło w grę, byłem bezradny. Ona leżała na przewijaku, a ja zastanawiałem się co mogę zrobić, żeby przestała płakać. Nic nie przychodziło mi do głowy. Na szczęście Ola szybko zasnęła i Sonia mogła uratować sytuację.

Tamta noc w ogóle była trudna. Odzwyczajony od obecności tak małego dziecka przeżywałem każdy jej głośniejszy oddech, każde poruszenie się, najcichszy płacz. – W co ja się wpakowałem, przecież Ola to niemalże odchowane dziecko. A teraz zabawa zaczyna się od nowa – mówiłem do siebie. Nawet nie chcę sobie przypominać jak wyglądałem po tej nieprzespanej nocy. Rano postanowiłem mieć nieco bardziej pozytywny stosunek do nowego członka rodziny. I się udało, ale to chyba jej zasługa.

Gdy trzymałem Emcię na rękach w pewnej chwili odwróciła do mnie głowę i spojrzała na mnie tymi swoimi stalowymi oczami. To była chwila, która wystarczyła by pękły dzielące nas (a raczej mnie od niej) lody. W jednej chwili byłem jej. To wtedy zrozumiałem, że w tym małym, bezwładnym ciałku kryje się człowiek, który za chwilę przestanie bać się otaczającego go świata i zacznie na nas pozytywnie reagować. Od tamtej pory płacz jest mniej straszny, nocki lepiej przespane, a kontakt coraz większy.

To właśnie tamtego ranka pokochałem Emilkę.

Reklamy

2 thoughts on “Listy do Em

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s