Kulka i szynka

kolko krzyzyk2

Nie mam do ciebie cierpliwości. Potraficie sobie przypomnieć, ile razy słyszeliście te słowa? To prawda, dzieci wymagają anielskiej cierpliwości. Ale też same muszą być cierpliwe, zwłaszcza jeśli dorośli nie potrafią ich zrozumieć.

Układ jest prosty: wszystko wiedzący dorośli i mające niewiele do powiedzenia dzieci. Pierwsi mają nadawać, drudzy słuchać i stosować się do poleceń. Ale nadawcami komunikatów w tej relacji są nie tylko dorośli.

Gdy nasi milusińscy zaczynają mówić, zdarza im się trafić w punkt. Słów „mama” czy „tata” nie sposób pomylić z czymś innym. W ustach dzieci pojawiają się też słowa, które nijak mają się do oryginałów. Największa część repertuaru naszych pociech to jednak słowa podobne do tych, jakie wypowiadamy. Czasem różni je litera, może sylaba. Raz którejś brakuje, innym razem dostaniemy coś gratis. Gdy opanujemy już ten słownik to droga do porozumienia stoi przed nami otworem. Chyba, że dostaniemy pomroczności jasnej.

Kiedy ostatniej nocy bez Soni i Emci kładłem Olę spać, ta postanowiła urządzić sobie zielną noc. Rozrabiała w łóżeczku dobre pół godziny. Kilka z tych cennych minut to moja wina, bo nie bardzo wiedziałem, o czym Ola do mnie rozmawia.

– Szika – powiedziała w pewnym momencie.

– Szynka? Przecież właśnie zjadłaś kolację – odpowiedziałem zdziwiony tym bardziej, że szynkę to nasza starsza córka regularnie zrzuca z kanapek.

– Nie. Szika.

– Nie szynka?

– Nie – odparła ze stoickim spokojem.

– Olunia, nie bardzo rozumiem. Może jakaś podpowiedź?

– Kuka.

– Kulka? Chcesz kulkę? Piłkę?

– Nie – krótko i bez zniecierpliwienia.

Byłem w kropce. Generalnie nie mam problemów ze zrozumieniem jej słów. Nawet te nowe w miarę łatwo udaje mi się rozszyfrować. Znaczenie „szika” dziwnym trafem wyparowało z mojej głowy. Wiedziałem, że to słowo znajduje się w jej repertuarze, ale zapadłem chyba na pomroczność jasną. Zamiast frustracji Ola postanowiła poprowadzić mnie za rękę.

– Tam – pokazała w kierunku okna.

– Chodzi ci o balkon? Tam jest basen, mata, motor…

– Nie – powiedziała bez cienia rezygnacji. Musiała wierzyć, że w końcu mi się uda.

– Szika – spróbowała raz jeszcze, patrząc na stojącą pod oknem tablicę-znikopis, na której codziennie rozgrywamy (choć to trochę za duże słowo) co najmniej jedną partyjkę w kółko i krzyżyk.

– Acha, już wiem! Kółko i krzyżyk!

Dzieliło nas kilkanaście centymetrów. Bardzo dobrze zobaczyłem najpierw reakcję oczu, w których pojawił się błysk. Następnie w górę powędrowały kąciki ust, a na twarzy pojawił się uśmiech. Po nim z usteczek wydobyło się radosne:

– Tak! Kuka szika!

kolko krzyzyk1

Wyobrażam sobie, jaka musiała być zdziwiona, że do tej pory odczytujący bezbłędnie jej zamiary ojciec teraz zawodzi na całej linii. Tak sobie myślę, że miała prawo się zdenerwować, sfrustrować, wkurzyć… Ale nic z tych rzeczy. Ona cierpliwie tłumaczyła, a raczej przypominała o co chodzi. I dziwnym trafem nie machnęła ręką na rozmowę z niezbyt rozgarniętym rozmówcą, nie powiedziała nic o rzucaniu grochem o ścianę i nie żądała orderu za anielską cierpliwość.

Jestem jej bardzo wdzięczny za tę lekcję. W nagrodę pozwolę jej chyba wygrywać nieco częściej niż do tej pory 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s