Umowa stoi

zgoda

Słowa są cenniejsze od pieniędzy. Szkoda, że tę zasadę wyznaje dziś coraz mniej ludzi. Trzeba odwrócić ten zły trend. Ale jak to zrobić?

Odpowiedź jest banalnie prosta: od samego początku pokazywać dzieciom, że słów nie rzuca się na wiatr. Od samego początku, to znaczy jak tylko pojawią się na tym świecie. Brzmi głupio? Wcale nie.

Doskonale pamiętam, gdy pierwszy raz za pomocą słów udało nam się z Olą osiągnąć porozumienie. Musieliśmy wrócić do mieszkania z placu zabaw, bo przydarzyła się nam awaria (wiecie o czym mówię, prawda?;). Przewinięte dziecko podeszło do drzwi balkonowych i zaczęło zawodzić: „Ziuuu. Ziuuuuu”. Z początku nie wiedzieliśmy o co jej chodzi, ale nagle przyszło oświecenie.

– Olusia, chcesz wrócić na zjeżdżalnię?

– Takkk – odparło piętnastomiesięczne dziecko, na którego twarzy od razu pojawił się uśmiech. Szczęściu towarzyszyło niedowierzanie, że oto mówi językiem, który rodzice potrafią zrozumieć.

Czego nam było trzeba więcej? To był najlepszy dowód na to, że nawet z takim maluchem można się dogadać. Ale czym byłyby słowa, gdyby nie znajdywały pokrycia w rzeczywistości? Każdego dnia staraliśmy się pokazywać Oli, że jeśli rodzice coś obiecają, to tak też się stanie. Nie było to łatwe, zwłaszcza podczas spacerów, które składały się z dwóch części – najpierw rundka po rewirze w wózku, a potem szaleństwa na huśtawkach, konikach i zjeżdżalniach. Żeby nie targać niepotrzebnie wózka na plac zabaw, pomiędzy pierwszym a drugim punktem wycieczki wracaliśmy do naszej klatki, by zaparkować wehikuł. Co to się wtedy działo! Ola czuła się oszukana, bo gdzie ten plac zabaw jak jedziemy do domu? Kilka dni minęło zanim zrozumiała, że zdanie „Teraz odstawimy wózek i zaraz potem idziemy na plac zabaw” oznacza, że już za moment będzie mogła się bawić do woli.

Ale się udało. Olucha pojęła, że rodzicom można ufać. To się tyczy zarówno przyjemnych rzeczy (spotkania z rodziną, interesujące zabawy), jak i tych mniej przyjemnych (wyciąganie z przyjemnej kąpieli). Jeśli mama lub tata coś mówią, to można być pewnym, że nie ściemniają.

Co nie znaczy, że nie można z nimi negocjować. Podczas nie tak znowu rzadkich batalii o szybki sen słyszymy całą litanię postulatów. A to chce, żeby ją po raz dziesiąty wyjąć z łóżka i przytulić, a to chce sprawdzić, czy za oknem faktycznie panuje noc, a to zachciewa jej się zabawek. Część z tych próśb spełniamy od razu, inne odrzucamy, a jeszcze inne obiecujemy spełnić w późniejszym terminie. Ale nigdy nie oszukujemy. Tym bardziej, że Bestia pamięć ma naprawdę dobrą.

Kiedy ostatnio kładłem ją spać, z uporem maniaka pokazywała na szafę i mówiła coś o lampie. Okazało się, że za lampę wzięła pudło w torbie foliowej. O 21 nie miałem najmniejszej ochoty na robienie remanentu, powiedziałem tylko, że pokażę jej to pudło następnego dnia. Zgadnijcie jakie były jej pierwsze słowa po przebudzeniu następnego dnia? „Pokaże tatuś pudło”. Cóż było robić, trzeba się było wyciągnąć i pokazać karton z projektorem i slajdami (klik, klik).

Czasem dotrzymywanie danego słowa wymaga wspięcia się na palce, innym razem wyjścia na plac zabaw po ciężkim dniu w pracy. Nie zawsze jest to łatwe. Ale jeśli coś obiecaliśmy to nie mamy wyjścia. Tylko w ten sposób możemy pokazać, że słowa mają wartość.

Gdy negocjacje nie idą po myśli Oli i nie chce uwierzyć, że dotrzymam słowa używam mojego koronnego argumentu. „Olusia, czy tatuś Cię kiedyś oszukał? Czy jak obiecałem coś, to nie dotrzymałem słowa?” Jeszcze nigdy nie odpowiedziała „Tak”. I mam nadzieję, że tak pozostanie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s