Sposób na furię

bebenek

Zaczęło się gdy zaparkowaliśmy po domem.

– Olusia, przyjechaliśmy na miejsce. Chodź kochanie, idziemy do domu.
– Nie, nie, nieeeee!!! – wpadła w histerię wybudzona z samochodowej drzemki Ola.

Pierwszy raz było tak trudno sobie z nią poradzić.
Wyrywała się i odwracała ode mnie, chciała zostać w aucie i spać dalej, ledwo udało mi się ją wysupłać z fotelika i wziąć na ręce. Płakała w drodze do naszego bloku, na klatce schodowej, aż do naszych drzwi na drugim piętrze.

– Siama! – zażądała pod nimi, więc postawiłam ją na podłodze.
– Nie, na jęce!- zmieniła natychmiast zdanie i dalej płakała.

Weszliśmy do domu, ale nawet pozostawione na podłodze klocki nie skusiły jej na tyle, by wrócił humor.
– Yyyyy – zawodziła dalej. – Nie płaścik! – protestowała, gdy usiłowałam ją rozebrać. – Nie, nie buty!
– Nie chcesz zdjąć bucików?
– Chcieś!
– No to zdejmujemy.
– Nieeeee buciki!!!

I tak w kółko. Chcę, ale nie chcę.

– Olusia, uspokój się. Jak nie chcesz zdejmować butów to poczekam, aż zechcesz.

Nie pomogło. Dalej siedziała na podłodze, a płacz doprowadził już do opuchlizny na twarzy i spazmów.
I wtedy mi się to przypomniało.

***

Mama na wychodnym, pełna swoboda, jakieś zakupy i tradycyjny już BŁĄD MATEK – zamiast zająć się oderwaniem od rzeczywistości, weszłam do tego sklepu z zabawkami. W oko wpadł mi bębenek i bez większych planów kupna zapytałam o jego cenę. Ekspedientka podała mi taką, która tylko potwierdziła moje przekonanie, że nie chcę go tak naprawdę kupić i już miałam zamiar wychodzić, ale ona powiedziała coś jeszcze.

– Ten bębenek ma wyjątkowo przyjemne brzmienie. Niech pani sama posłucha. Większość bębenków dla dzieci wydaje z siebie na tyle nieprzyjemne dźwięki, że rodzice szybko mają dosyć i chowają te instrumenty maluchom. A szkoda, bo to niesamowite jak dzieci same zaczynają szukać rytmu i właściwego brzmienia. Poza tym taki bębenek to dla nich szansa by dać ujście emocjom, które się w dziecku gromadzą.

No mistrzyni pedagogicznego marketingu. Ale nie szkodzi. W tamtej chwili postanowiłam, że przy najbliższej okazji Olusia dostanie bębenek. Nie jakiś tam. TEN.

***

Szóstego grudnia Święty Mikołaj podrzucił Olusi ze swoich sań TEN bębenek. A teraz nastąpił TEN moment.

– Olusia, tu jest Twój bębenek i pałeczki. Zagraj nam, jaka jesteś teraz zła.

Zbiliśmy ją z pantałyku. Jeszcze pociągała nosem, ale chwyciła pałeczki i przez chwilę nie wiedziała co teraz zrobić. Zostawiliśmy ją samą, a po chwili rozległo się początkowo nieśmiałe, a potem coraz pewniejsze bębnienie.

Po chwili dołączył do niego uśmiech.

Tak sobie pomyślałam, że warto czasem dać się namówić 😉

Reklamy

3 thoughts on “Sposób na furię

  1. Oh co książkowy przykład, super :). W szkole na praktykach wypróbowałam sposób z darciem gazety „To jest specjalna gazeta, możesz pokazać jak się zdenerwowałeś”. Poskutkowało. Teraz moja córka ma 4 miesiące i jeżeli ma mój temperament to takie sytuacje mnie nie ominą. Już się boję 😛

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s