Hej kolęda, kolęda

koleda

Słowa papieża o odpowiedzialnym rodzicielstwie, królikach i odpowiedniej liczbie dzieci wywołały niemałą burzę. Nie spodziewaliśmy się czegoś podobnego po naszej parafialnej kolędzie, ale w trakcie spotkania z proboszczem i tak otwieraliśmy oczy ze zdumienia.

Zanim w naszych progach zagościł sam szef, z oklepanym „Przybieżeli do Betlejem” wpadli do nas ministranci. Co ciekawe, chłopaki zaśpiewały nam aż dwie zwrotki, a zaraz potem usłyszeliśmy… dzwonek komórki jednego z nich. – Tak, proszę księdza. Co, już??? Nie, proboszcz nie wziął telefonu. Już po księdza idę! – nerwowo odpowiadał chłopak z podstawówki, który po chwili czmychnął z mieszkania. Nieźle się zaczyna, pomyślałem jeszcze zanim do akcji wkroczył ministrant-gimnazjalista. – Widzę, że lubią państwo kino bollywoodzkie – powiedział rzucając okiem na półkę z płytami DVD. – Yyy, nie bardzo. W zasadzie nic z Bollywood nie mamy – odparłem lustrując naszą filmotekę. W dalszej dyskusji o światowej kinematografii przeszkodziło nam przybycie księdza.

Po części z modlitwą, poświęceniem i błogosławieństwem nadszedł czas na rozmowę. Co ciekawe, ksiądz nie poprosił nas o żaden akt 😉 Temat konwersacji szybko zszedł na dzieci, bo – wiadomo – u nas w domu dwójka, a i parafia dziećmi stoi: na mszy dziecięcej jest ich pewnie grubo ponad setka. Nasz gość zaczął od tego, co jego – jako księdza odprawiającego mszę od ołtarza – rozprasza najbardziej. Przypomniałem sobie wtedy, że po jednej z takich dziecięcych mszy z apelem o pilnowanie swoich pociech zwrócił się do rodziców wikary. Czyżby dzieciaczki nie były mile widziane w kościele?

– Wie Ksiądz, zastanawiam się jak długo jeszcze będziemy cieszyć się względnym spokojem podczas mszy. Z Olą nie mamy w tej chwili problemu, bo przez cały czas wpatruje się i wsłuchuje w scholę dziecięcą. Emilka na razie grzecznie leży w wózku. Ale młodsza za chwilę zapragnie być w pionie, może także zechce być noszona? Potem sama będzie stawiać pierwsze kroki. A jak obie będą już mobilne to niewykluczone… Wolę o tym nie myśleć. Pewnie wtedy będziemy musieli chodzić z żoną osobno do kościoła, no i poczekać aż dziewczyny przestaną robić porutę – snułem swoje koszmarne wizje.

– Takie rozwiązanie to ostateczność – odpowiedział krótko proboszcz. – Do kościoła trzeba chodzić razem. Bo kiedy będzie ten dobry wiek, żeby przyprowadzić dziecko do kościoła? Jak będzie miało 12 lat? Zawsze znajdą się tacy, co będą krzywo patrzeć, że rodzic nie umie upilnować dziecka, które przeszkadza innym w przeżywaniu mszy. Gorzej, gdy czasami rodzic skupiając się na przeżywaniu nabożeństwa z zamkniętymi oczami i złożonymi rękami stoi w pierwszym rzędzie, a dziecko rozrabia na całego między ławkami.

Podoba mi się takie stanowisko, bo to oznacza, że choć co niedzielę na mszy o 10.30 księża dostają w kość, to rozumieją też tych, co przerąbane mają 24 godziny na dobę.

I jeszcze jeden kwiatek: koperta. Na odchodne oczywiście przekazaliśmy ofiarę na rzecz parafii. – Nie ma takiej potrzeby, Państwo mają dwójkę dzieci to pieniądze się na pewno przydadzą – odparł proboszcz, który chwile wcześniej opowiadał o planach inwestycyjnych. Czytałem kiedyś o takich księżach, ale pierwszy raz z czymś takim się spotkałem. Jednak K+M+B nie musi oznaczać, że „koperta musi być”.

 

PS Olucha nie ma jeszcze zeszytu od religii, ale i tak postanowiła się popisać. – O, Maryja. I Trzej Królowie – powiedziała, gdy ksiądz dał na pamiątkę odwiedzin obrazki. Szkoda tylko, że ta wizyta jej nie uświęciła, bo tak jak lała swoją siostrę, tak leje nadal. Nawet podczas kolędy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s