Spać!

posciel sowki

– Dziękuję, czuję się dobrze, tylko mogłabym ciągle spać – odpowiadałam głaszcząc się po rosnącym
brzuchu.
– Śpij ile możesz, potem już tak dobrze nie będzie – słyszałam od kolejnych dzieciatych już znajomych i
zawsze uśmiechałam się słodko, no bo przecież każdy tak mówi…

Teoretycznie powinnam się czuć przygotowana. A przynajmniej ostrzeżona. Nikt przede mną nie ukrywał prawdy w tej kwestii.

Dziś muszę jednak przyznać, że nie brałam tych przestróg do końca na poważnie. Może liczyłam się z tym, że na początku, przez pierwsze tygodnie życia naszej pierwszej potomkini nocki będą często-gęsto przerywane. Ale to się chyba potem unormuje, prawda? W końcu naczytałam się tych mądrych Tracy Hogg i innych. Nauczymy dziecko spać i już.

Mam na imię Sonia i nie przespałam nocy od dwóch lat i dziesięciu* dni.

Biorąc pod uwagę bezsenność ciążową i poród nocą, tych dni może być więcej, ale nie bądźmy drobiazgowi.

Nie znaleźliśmy się w gronie tych szczęśliwców, których dzieci zasypiają o 20:00 i śpią bez przerwy do
rana.

Ola miała zaledwie kilka takich nocy, które przespała, ale wówczas i tak budziłam się cała zdenerwowana co się dzieje, bo organizm już się tak przestawił, że zawsze są te przerwy.

Normą dla Oli jest przynajmniej jedna pobudka, zazwyczaj z płaczem, który koi tylko mleko.

W dodatku należymy do grona tych szaleńców, którzy „rzutem na taśmę” zdecydowali się dopełnić rodzinę drugim dzieckiem zanim pierwsze wyrosło z nocnych pobudek.

Emilia jest aniołem wcielonym, ale ma jedną, jedyną wadę. Budzi się w nocy nadal przynajmniej dwa razy, choć nie jest karmiona już naturalnie. I też z wielkim płaczem, który zmusza mnie do sprintu najpierw do łóżeczka (smoczek) a potem do kuchni po butlę i z powrotem do łóżeczka, zanim płacz obudzi Olę. Dwa razy każdej nocy!

W dodatku jeżeli zdecyduję się na przewinięcie jej w środku nocy, mam jak w banku, że uzna to za dowód na to, ze mamy nowy dzień i mleko wypije do końca wpatrując się we mnie uważnie bardzo trzeźwym wzrokiem. Tak było i wczoraj. Nawet położyliśmy ją między nami, co umożliwiło jej okładanie nas  smoczkiem i ciągnięcie za włosy, o kopniakach nie wspominając. Gdy w końcu zasnęła, a ja uporałam się z własnym rozbudzeniem, z drugiego pokoju doszedł mnie zawodzący głosik Oli. Bosko.

Nigdy do tej pory nie zdarzyło się tak, by ktoś zabrał nam dzieci lub choć samą Olę na noc, a my moglibyśmy sobie odespać, wyjechać, cokolwiek.

Dobra, narzekam sobie, ale kto mi zabroni? Jestem u kresu wytrzymałości. Oli wychodzą piątki. Emilce jedynki. W ostatnim tygodniu OBIE budzą się o wiele razy częściej niż wynosi ich (i tak niekorzystna!) norma. Latamy do tych łóżeczek, do kuchni i znów do łóżeczek. Piotr do Oli, ja do Emci (wiadomo, ja mam gorzej, zresztą Oli płacz budzi mnie też, w końcu jestem matką!; a mnie płacz Emilii wcale nie budzi– przypis Piotra). Ja się pytam, kiedy to się skończy???

Liczę po cichu na to, że jak wyjdą Oli te piątki to chociaż z jednego łóżeczka przestaną dochodzić nocne zawodzenia. Ale jak znam naszą tendencję do masochizmu to wówczas wpadniemy na kolejny genialny pomysł w stylu „koniec z butlą” albo „otwieramy łóżeczko”.

Chwilami wydaje mi się, że już nigdy, przenigdy, aż do daj Boże emerytury nie prześpię pod rząd, dajmy na to, sześciu godzin. Aktualnie trzy godziny z rzędu to mój luksus!

Kilka dni temu położyłam się wcześniej spać i dzięki temu gdy obudził mnie płacz Emilii byłam w środku zakręconej akcji mojego najbardziej odjechanego snu w życiu. Powiem tylko tyle, że latałam w nim na paralotni, odprawiałam się na dworcu kolejowym biletami do których dołączone były pluszowe misie i zjeżdżałam z ogromnej zjeżdżalni układając po drodze puzzle z rozrzuconych wszędzie elementów. Oj tak, dziwne rzeczy dzieją się w mojej matczynej głowie i chętnie poszalałabym nieco dłużej w tak jaskrawych snach, niestety, nasze panny nie dają mi na to zbyt wiele czasu.

Najgorsze jest to, że zmęczeni tym wstawaniem jesteśmy już obydwoje i żadne nie chce iść na układ, że na zmianę bierzemy całe nocki (czyli jedno wstaje do obu pań, a drugie śpi). Kończy się to tak, że w środku nocy sprzedajemy sobie bardzo romantyczne kopniaki, by dać do zrozumienia, czyja dama wzywa i kto ma zwlec się z łoża.

Ale nie martwcie się o nas, nadal humor nas nie opuszcza. Wczoraj Ola zażądała mleka już o północy, kiedy właśnie zasypialiśmy i Piotr dla świętego spokoju spełnił jej przedwczesną zachciankę. Po powrocie do łóżka mówi:

– Zdążyłem już zasnąć, więc ta pobudka zalicza się już za nocne wstawanie.
– No chyba oszalałeś.
– No co, spałem już. Mam nawet ropkę w oku.

🙂

* Dziś, tj. w dniu publikacji już dni jest osiemnaście, bo nic się nie zmieniło w czasie gdy tekst oczekiwał na publikację 😉

Reklamy

3 thoughts on “Spać!

  1. Ale jak znam naszą tendencję do masochizmu to wówczas wpadniemy na kolejny genialny pomysł…
    a już myślałam, że powiększania rodziny! hehe
    łączę się w bólu, od 2,5 roku nie wiem, co znaczy przespać noc…i myślę, że nikt, kto tego nie doświadczył, w pełni nie zrozumie 😉
    swoją drogą jednak coś nie tak to jest urządzone, co nie? cały dzień jest się w pełnej aktywności, dzieciaki na Tobie wiszą, to jakieś prawo do regeneracji nocnej powinno się należeć! 😉 (z naciskiem na leżeć! ;))) a tak to potem byle pierdoła urasta do rangi megaproblemu i wyprowadza z równowagi (delikatnie mówiąc, a raczej pisząc)…
    Pozdrawiam!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s