Poszła Ola do przedszkola

do przedszkola

W pluszowym plecaczku bidon z wodą, paputki i przekąska. Jak zawsze w podskokach kroczy obok wózka Emilki, usiłując niepostrzeżenie wdepnąć w kałuże, choć wie, że nie wolno jej tego robić bez kaloszy na nogach. A ja pełna obaw. No dobrze, zostawię ją na chwilę, może godzinę. Nie oddalę się zanadto. W każdej chwili będę mogła szybko wrócić.

Ola śmiało przekracza próg przedszkola. Najchętniej pobiegłaby się bawić jeszcze w płaszczyku i kozakach.

– Olusia, zostaniesz teraz w przedszkolu, a mama pójdzie na spacer z Emilką i potem wróci po Ciebie. Jakbyś chciała, żebym wróciła szybciej, to powiedz cioci Asi, a ona do mnie zadzwoni.

Patrzy na mnie dziwnie i wraca do zabawy.

Wychodzę na dwór i czuję się dziwnie. Jakoś tak szybko prowadzi się wózek, gdy obok nie idzie dwulatek. Zresztą duże tempo sama nadałam, chcę dojść do oddalonej o 20 minut pieszo piekarni. Oczyma wyobraźni widzę, jak dzwoni w piekarni mój telefon a ja słyszę w tle słuchawki płacz mojego dziecka i pędzę z powrotem. O Boże, jak długo będzie musiała płakać aż dojadę? Może uda się wtedy złapać autobus?

W zasadzie po co mi to przedszkole? I tak jestem jeszcze na urlopie macierzyńskim z Emilką. W sumie nie jest aż tak ciężko z dwójką w domu. No dobra, czasem jest, ale radzimy sobie. Czy przedszkole da jej coś, czego ja nie mogę? Ile tam poświęcą jej uwagi?

W piekarni patrzę na ekran telefonu, choć miałam go cały czas w kieszeni i na pewno usłyszałabym jak dzwoni. Wszystko gra, żadnych połączeń.

Zadowolona ładuję chleb do wózka i ruszam z powrotem. Już spokojniejsza, w końcu zbliżam się znów do przedszkola. Zaczynam dostrzegać, że mamy ładny dzień. Emilka śpi w wózku, ja nic nie muszę, cisza, mogę sobie pomilczeć. W sumie miło byłoby mieć taką opcję, że dwa razy w tygodniu na kilka godzin mogę ją zostawić w bezpiecznym miejscu i coś załatwić z samą Emi. Albo chociaż poświęcić drugiej córce więcej uwagi. No i Oli może dobrze zrobi kontakt z innymi dziećmi.

Pod budynkiem patrzę na zegarek, minęło niespełna 40 minut. Nie wypada tak szybko wracać, wyjdę na panikarę. Robimy z Emilką rundkę po okolicy. Telefon nadal milczy.

A może źle zapisali mój numer? Co jeśli Ola tam płacze, a oni nie mogą się do mnie dodzwonić?!

Próbuję zwalczać te irracjonalne myśli, ale w końcu matczyny niepokój wygrywa. Godzina dwadzieścia, dłużej nie dam rady.

Wtaczam wózek do przedszkola. Słyszę radosne piski. Dzieci gonią się dookoła sali, wśród nich moja roześmiana Ola.

Zauważa mnie dopiero za którymś moim „Cześć Olusia!”.

– Czeeeść! – uśmiecha się szeroko na mój widok.

– Chodź Olusia, wracamy do domu – mówię wpatrując się w moje zupełnie zadowolone dziecko.

Ale jej minka nagle rzednie.

– Nie… Chciałam tu jeszcze zostać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s