Wywiad z mężczyzną uziemionym

ojcowski urlopfot. Szymon Domagała

Na wywiad przychodzi lekko spóźniony. Oczy ma podkrążone, włosy w lekkim nieładnie. Zauważam na jego bluzce ślady w marchewkowym kolorze, po ich układzie szybko wnioskuję, że to efekt rozszerzania niemowlęcej diety. W pokoju porozrzucane tory i kolejki, są też klocki imitujące lokomotywownię.

Właśnie zakończyłeś dwutygodniowy urlop ojcowski. I jak, wypoczęty?

– Jak nigdy w życiu! (śmiech)

Czy tak jak matki na urlopie macierzyńskim.

– Teraz widzę to nieco inaczej. Do tej pory gdy mówiłaś, że zazdrościsz mi tego, że codziennie wychodzę do pracy, traktowałem to z przymrużeniem oka. Przecież w pracy nie leżę do góry brzuchem. Dziś już wiem, że chodziło Ci o coś innego. W życiu zawodowym każdy dzień przynosi coś innego, nowego. W życiu w domu z dzieckiem z grubsza wszystkie wyglądają tak samo.

Zmieniłeś się do tego stopnia, że chciałeś z własnej woli kupić Oli zabawkę.

– Dziwi Cię to? Przez dwa tygodnie codziennie po kilka razy układała swoje puzzle z Kubusiem Puchatkiem, Prosiaczkiem, Tygryskiem, Panem Sową, dwiema żabkami i trzema motylkami. Znam na pamięć każdy z 15 elementów tej układanki. Gdy w sklepie zobaczyłem inny zestaw z Puchatkiem postanowiłem go podsunąć Oli, ale ona nie była zainteresowana. Pewnie chce ten stary zestaw jeszcze parę razy z Tobą przećwiczyć 😉

Skoro nie kupiłeś puzzli to jak radziłeś sobie z tą monotonią codzienności?

– Nie wiem J Podchodziłem do tego zadaniowo. Dzieci trzeba rano nakarmić, Emilię przewinąć, Oli przypominać o wizytach w toalecie, pobawić się, wyjść na spacer, położyć na drzemki, podać obiad, odwiedzić plac zabaw, podać kolację, umyć i położyć spać. W międzyczasie dodatkowe posiłki, mycie rączek i dziubków, może jakaś krótka bajka w telewizji lub na DVD… W tej monotonii jest sporo różnorodności, ale powiedzmy otwarcie – choć w ciągu dnia byłem o wiele dłużej z dziećmi niż zazwyczaj, to podczas mojego ojcowskiego nie zniknęłaś na dwa tygodnie z domu. Codziennie mogłem liczyć na Twoją pomoc, a dodatkowo umilaliśmy sobie czas różnymi wyjazdowymi atrakcjami. Gdyby nie to, na pewno po tych dwóch tygodniach bym zwariował.

Najtrudniejszy moment podczas ojcowskiego?

– To była sytuacja z potencjałem. Rodzinny obiadek: Ola rozlewa na stolik i podłogę szklankę soku. Biorę się za sprzątanie, ona po chwili zalicza naprawdę dużą wpadkę bez pieluszki, a ja nie wiem w co włożyć ręce. Na szczęście byłaś wtedy w domu i zajęłaś się Olą, a ja mogłem dokończyć sprzątanie. No i Emilia doceniła powagę sytuacji i grzecznie bawiła się na dywanie. Gdybym był wtedy sam, raczkująca już przecież Emcia wlazła w kałużę z soku i zaczęła beczeć to nie mam pojęcia co bym zrobił. Założę się, że Ty wiesz. Z doświadczenia.

Wyjścia na dwór z dwójką małych dzieci to przyjemność czy mordęga?

– Samo wyjście to przede wszystkim problem z ubraniem maluchów. Zimowy sezon to dodatkowe warstwy ciuchów, przed którymi nasze diwy z uporem maniaka uciekają. Emilię jest złapać łatwiej, choć bardziej się wykręca. Olę trzeba gonić po całym domu. Nie zdarzyło się tak, żeby żadna z nich nie marudziła przy wychodzeniu. Ale sam spacer, wizyta na placu zabaw czy wyścigi osiedlowymi uliczkami to czysta przyjemność. Głównie dlatego, że Emi w przeciwieństwie do starszej siostry dość dobrze czuje się w wózku i może w nim siedzieć bez ruchu, gdy Ola szaleje na placu zabaw.

A jak organizowałeś sobie wieczorne kąpiele dwulatki i niemowlaka?

– Z zegarkiem w ręku. Wszystko zaczynało się około 18.30, gdy z dwiema baraszkującymi córkami wstępnie ogarniałem pokój Oli. Potem kolacja Aleksandry, w trakcie której mogłem przygotować piżamki, pieluchy, kremy itd. Następnie nalewanie wody do wanny, rozbieranie i wrzucenie do wody Oli, potem dorzucenie Emu, wspólna kąpiel, wyciągnięcie i oporządzenie Emilii i powrót po Olę. Na koniec karmienie Emi i położenie Oli. To świat idealny, a były takie dni, gdy panny były już tak padnięte, że ryczały obie, co trochę utrudnia sprawę. Jak beczy tylko młodsza to starszą można na chwilę (pracowników społecznych prosimy o nieczytanie) zostawić samą w łazience. Ale zawsze robię to z duszą na ramieniu. Mam wrażenie, że te wieczorny rytuały to ulubiona pora dnia dla wszystkich – dziewczyny cieszą się na wspólną kąpiel, a my – że niedługo będą spać.

Po urlopie ojcowskim mówisz, że najbardziej lubisz ten moment dnia kiedy idą spać? Trochę wstyd.

– Najbardziej to lubię poranki. Nawet te, które zaczynaliśmy przed godziną 6. Aleksandra i Emilia wstają raczej w dobrych nastrojach, Ola opowiada o swoich snach (ogień nad drzwiami!), możemy wspólnie zjeść śniadanie, tatuś może trochę ogarnąć kuchnię, ściągnąć z suszarki pranie. Przyjemne z pożytecznym.

Ile miałeś czasu dla siebie?

– Hahaha! W przedostatni dzień pożyczyłem od sąsiada konsolę do gier i pograłem ze dwie godziny, ale stwierdziłem, że to nie dla mnie. Trochę poczytałem, ze trzy razy spotkaliśmy się ze znajomymi. Ale to wszystko było „po godzinach”, kiedy glorie spały. Mówi się, że przy małych dzieciach można pracować z domu. Szczerze mówiąc ja przy dzieciach tak małych jak nasze absolutnie tego nie widzę. Między innymi dlatego, że obie córki lubią zabawy z komputerem.

A jak bawiłeś się na basenie z dziećmi?

– To było nasze wspólne wyjście, w którego sens absolutnie nie wierzyłem. Zgodnie z moimi przypuszczeniami my nie mieliśmy z tego nic, pardon – Ty zjechałaś dwa razy z Olą ze zjeżdżalni, mnie z Emi na kamikadze nie chcieli wpuścić. Ale dziewczyny były przeszczęśliwe. Wyjście oceniam na 3 plus. Ocena byłaby wyższa, gdybyśmy spotkali rolnika, który szukał żony 😉

Czy dowiedziałeś się czegoś nowego o swoich córkach?

– Tego właśnie nie wiem. To, że Olucha jest lekko narwana, a Emcia to oaza spokoju, wiedziałem od dawna. Myślę, że Ola poważa bardziej moje zdanie od Twojego i pod wpływem mojej stanowczości jest w stanie wykonywać nawet nielubiane polecenia. U Emi mogłem obserwować skok rozwojowy i w trakcie tych dwóch tygodni zaczęła raczkować, a teraz już nawet staje na równe nogi. Poza tym chyba właśnie teraz zaczęła się tworzyć między nimi prawdziwa siostrzana więź. Chyba wybrałem dobry termin na ten urlop ojcowski, choć nie mam pewności, czy gdybym skorzystał z niego kiedy indziej, wyniki obserwacji nie byłyby jeszcze ciekawsze. Będąc takim pracującym ojcem „z doskoku” te małe, acz istotne rzeczy mogą gdzieś umknąć.

Przypisujesz sobie, że podczas Twojej obecności Emilia zaczęła raczkować, ale zaczęła też mówić „mama”. Przypadek?

– Aż tak źle im chyba ze mną nie było, choć tęsknota za spędzającą z nimi każdy dzień matką była czasami widoczna.

Czujesz, że znasz je trochę lepiej?

– Tak i to jest chyba największy plus tego ojcowskiego. A poza tym więcej czasu z dziećmi to większa szansa, by załapać się na jakiś ich numer. Na przykład Oli, która gdy miała problemy z zaśnięciem poprosiła mnie z rozbrajającą minką o pozwolenie na wyjście z łóżeczka, tak na troszeczkę. A gdy chciałem ją poprosić starym zwyczajem o pomoc we włączeniu pralki odparła, że „układa klocki i jest zajęta”. Gdy mój brat pytał naszą mamę, kogo z nas kocha ona bardziej, mamuśka odpowiadała, że nie bardziej, a dłużej. To samo mogę teraz powiedzieć o… młodszej córce, która dwa ostatnie dni mojego urlopu postanowiła rozpocząć o godz. 4 nad ranem. Ją też znam teraz i lepiej, i dłużej.

Mógłbyś zostać z dziećmi w domu, na przykład na tacierzyńskim?

– Odpowiem tak: jak urlop to tylko wypoczynkowy. Jutro wracam do pracy i podanie o takowy mam już napisane 😉

Reklamy

2 thoughts on “Wywiad z mężczyzną uziemionym

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s