Matka w potrzebie wynalazku

śliniak patent Bez innych mam zginęłabym – jak to mówi Piotr – jak Andzia w burokach. Na mojej macierzyńskiej ścieżce towarzyszą mi jednak na szczęście inne kobiety , które dzieląc się ze mną swoimi doświadczeniami sprawiły, że droga ta okazała się łatwiejsza do przejścia. Dziś opowiem Wam o dziewięciu cudach, które – moim zdaniem – przydadzą się każdej mamie.

  1. Poród z poślizgiem

„A jakie ma pani doświadczenia z żelem położniczym ?” – zapytała w szkole rodzenia naszą położną jedna z ciężarówek. „Jestem z wykształcenia farmaceutką i widziałam, że jak chodzi o skład tego żelu, to nie ma w nim nic nadzwyczajnego”, dodała. Razem z pozostałymi uczestniczkami jak surykatki na raz obróciłyśmy głowę na nią, a na dwa na położną. To jest jakiś ŻEL? Ano jest. Dość drogi jak na ten swój nienadzwyczajny skład, ale jak powiedziała nasza położna „położne mają z nim raczej dobre doświadczenia”. Żel aplikowany jest w czasie porodu dwukrotnie, najpierw ma pomóc w rozwieraniu szyjki, a następnie dać lepszy „poślizg” w fazie parcia. Podczas porodu Oli żel nam towarzyszył. Według naszej położnej, pomógł. Nie żałowałam wydatku, ale muszę dodać, że na poród Emi już go nie kupiłam i dobrze, bo poszło tak sprawnie, że nie byłby potrzebny.

  1. Smarki traktujemy odkurzaczem

Pierwszy katarek niemowlęcy natychmiast rozwiał moje sielankowe wizje odsysania go zwykłym aspiratorem z nosa spokojnego niemowlęcia. Ja dostałam zadyszki, Ola szału. Wtedy pierwszy raz usłyszałam o istnieniu specjalnego aspiratora do nosa, który podłącza się do odkurzacza. Myślałam początkowo, że to żart (dziadek Oli i Emi myślał tak do ubiegłego miesiąca!). A jednak, okazało się że nie dowcip, a genialne rozwiązanie na katar. Zamiast męczyć płuca i dziecko przedłużającym się w nieskończoność zasysaniem wydzielin z nosa, podłączamy specjalne urządzenie do odkurzacza i po paru sekundach wszystkie smarki mamy wyciągnięte, a dziecko nawet jeśli płacze, to też tylko kilka sekund 😉

  1. Mata wymiata

Najważniejszą zabawką naszych dzieci przez pierwsze pół roku życia była zdecydowanie mata edukacyjna. Atrakcyjna, pobudzająca zmysły, z lusterkiem, grzechotkami, światełkami, muzyką, tu szeleszcząca, tam dzwoniąca. Pamiętam ten dzień, kiedy odkryłam po raz pierwszy, że nie muszę przez cały czas aktywności Oli bombardować wierszykami, piosenkami, tuleniem, karmieniem i zabawianiem. Że mogę zostawić ją na macie, którą samodzielnie z dużą radością poznawała, a sama w tym czasie ugotować szybki obiad ;P

  1. Z poziomu podłogi

Zanim człowiek zostaje rodzicem nie ma świadomości ile czasu spędzi na podłodze. Jeżeli spodziewasz się dziecka, a nie masz w domu dywanu to… rozważ ten zakup 😉 Wiem co mówię, nie chodzi tu tylko o miękkie lądowanie turlającego się, siedzącego czy wstającego niemowlaka. Twoja pupa też będzie wdzięczna 😉 A poza tym, mnie wciąż dźwięczą słowa znajomej psycholożki – dziecko powinno spędzać jak najwięcej czasu NA PODŁODZE. Nie noszone, nie w łóżeczku czy kojcu, ale właśnie NA PODŁODZE. Wiadomo, kocyk można też położyć, ale one są często – jak wiadomo – śliskie…

  1. BLW – Byle Lepiej Wszamało

Rozszerzanie diety niemowlaka to była dla mnie najczarniejsza karta macierzyństwa. Słoiczki jeden po drugim lądowały w śmietniku, bo królowa Aleksandra gardziła takim jedzeniem, a czasem, gdy nawet nie pogardziła, to zaraz miała jakąś wysypkę. Moje ówczesne możliwości kulinarne też nie dawały rady, a wymyślanie i miksowanie papek, które i tak zaraz zostawały wyplute doprowadzały mnie do szału. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam, że można inaczej niż w poradniczkach przygotowywanych przez producentów słoiczków. Że można bardziej na luzie. Że można półrocznemu dziecku dać na talerzu gotowaną marchewkę, brokuł i kalafior, a ono sobie samodzielnie weźmie to, co mu się spodoba i nawet zje, jeśli zasmakuje. Że przy okazji zdobywa umiejętności manualne i jedzenie nie stresuje go w ogóle. Pomogło. Ola zaczęła jeść.

  1. Śliniakowe czary mary

BLW jest cudowne, ale nie ma co ukrywać, bajzel przy nim jeszcze większy niż zazwyczaj. Dziecko je samo, zrzuca na ziemię, obsypuje żarciem siebie, no po prostu cudownie. Makaron zjeżdżał po śliniaku wprost na kolana, podobnie czyniły zupki, jogurty i wszystko inne. I znów dzięki innej mamie poznałam świetny śliniakowy patent, sprawdzający się przy krzesełkach ze stoliczkiem z odpinaną tacką. Wystarczyło przytrzasnąć dół śliniaka tacką i ilość spadającego na kolana żarcia zmniejszyła się o 90 procent. A z samego śliniaka nawet dziecko sobie wybiera zapasy 🙂

  1. Zdrowiej jeść

Mimo poprawy w kwestii spożywania posiłków, Oli menu przed ukończeniem roku było tak monotonne, że tylko pogłębiało moje poczucie, że to wszystko to jakiś Dzień Świstaka. Najgorsze było to, że ciężko mi było wytropić, co ją faktycznie uczula i wymyślić, co tu jej podawać na te śniadania i kolacje. Kaszki dostępne w sklepach albo były mleczne, albo zbożowe, albo zbyt dosłodzone. Płatki z jej antyalergicznym mlekiem wydawały mi się tragedią, bo zapach mnie aż odrzucał, zresztą Ola nie była zainteresowana. I wtedy z nieba spadła jaglanka. Kasza jaglana z prażonym jabłkiem, cynamonem, kurkumą, syropem klonowym i rodzynkami zasmakowała i Oli i nam. A potem odkryłam, że Ola kupi ją też w zupie. Zdrowa, rzadko uczulająca i nikt nie powie, że co za dużo to nie zdrowo 🙂

  1. Kontakt w MIG

Od kiedy zaczęłam porozumiewać się z Olusią za pomocą gestów, nasza relacja weszła na nowe tory, a ja ogłosiłam złoty okres niemowlęctwa. Obie czerpałyśmy z tego satysfakcję, a teraz w ten sam etap wchodzi Emilka i po raz kolejny utwierdzam się, że migać warto i że to mój ulubiony niemowlęctwa czas J O Bobomigach pisałam już TU i TU.

  1. Inne mamy

Wybaczcie, że wrzucam Was do mojej listy ułatwiaczy, ale wciąż to muszę powtarzać. Bez innych mam, z którymi można przegadać wątpliwości, podejrzeć fajne książeczki, podpatrzeć co już może umieć bąbel na tym etapie i jak go fajnie wspierać w tym rozwoju – macierzyństwo byłoby JAŁOWE. DZIĘKI! A co Wam ułatwiło życie z niemowlakiem?

Reklamy

2 thoughts on “Matka w potrzebie wynalazku

  1. Świetne rady. Niestety nie zawsze da się wytrzasnąć mamy-towarzyszki, które wspomogą nas w trudnych chwilach 🙂 Mogę tylko mieć nadzieję, że faktycznie będę miała kogoś wspierającego mnie z każdej strony.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s