Obraz po rewolucji

wrozka z butelka2

Podobno zwycięzcy to nie ci, którzy nie upadają. To ci, którzy szybciej się podnoszą.

Tak, to już najwyższy czas. Podnieść się. Albo raczej podnieść klapę laptopa i napisać coś na Infantii.

Długi czas nas nie było. Kto ma dzieci wie najlepiej, co znaczy pięć miesięcy w pierwszych trzech latach ich życia. Zmieniło się tak wiele, że nie wiadomo od czego zacząć.

Wrzesień przyniósł nam rodzinną rewolucję. Ja wróciłam do pracy, Emilka została z opiekunką a Ola ruszyła do przedszkola.

Nie jest to tajemnicą, więc się przyznam, że moja przerwa zawodowa trwała 35 miesięcy. Łatwo sobie wyobrazić, że po takiej przerwie wdrożenie się na nowo w system zajmuję chwilę czasu. Niemniej jestem szczęśliwa, że wróciłam do ludzi i choć nie jest lekko wiem, że była to właściwa decyzja. Dla mnie to był już najwyższy czas.

Dla Emilki znaleźliśmy cudowną nianię. Tak po prostu miało być, że pierwsza opiekunka, która do nas zadzwoniła, to była właśnie ta, na której ofertę sama zwróciłam uwagę do tego stopnia, że telefon jej jedynej zapisałam sobie wcześniej w telefonie. Emi doskonale zniosła zmianę i choć zdarzyło jej się przy rozstaniu wtulić mocniej w mamę, wydaje się być z opiekunką szczęśliwa i nie sprawia żadnych problemów. W międzyczasie, gdzieś na początku sierpnia Emi zaczęła chodzić i jako rodzice dzieci małej różnicy wieku możemy potwierdzić, że OD TEGO MOMENTU JEST ŁATWIEJ. Tak, to był ten długo oczekiwany przełom, ale to temat na inną rozprawkę.

Najwięcej znaków zapytania było wokół Oli w przedszkolu. By ją nieco odkleić od mamy w sierpniu wyczynialiśmy różne akrobacje. Ola spała pierwszy raz u dziadków, a potem u mojej mamy i świetnie to zniosła. Zostawała też z Emi i opiekunką na 2-4-6 godzin. To bardzo pomogło. Nasze przedszkole nie miało niestety w sierpniu godzin adaptacyjnych, więc Piotr wziął na początku września urlop i miał Olę stopniowo oswajać z placówką. Faceci lubią jednak robić wszystko po swojemu 😉 i już pierwszego dnia Ola została 6 godzin, co zniosła zaskakująco dobrze. Nie powiem, że było bezboleśnie i bez łez, ale jednocześnie trzeba zaznaczyć, że od pierwszego dnia Ola widziała pozytywy przedszkola i z każdym dniem było lepiej.

Nasz mały Mozart już trzeciego dnia zabłysnął talentem muzycznym i na zebraniu usłyszeliśmy, że jest w grupie dziewczynka, która lubi śpiewać, zna piosenki i chyba wystąpi na pasowaniu na przedszkolaka. Zanim spuchliśmy z dumy wyobraziliśmy sobie całkiem realny scenariusz, gdzie Ola wychodzi na scenę i milknie. Bo choć buzia jej się zazwyczaj nie zamyka, gdy np. spotykamy sąsiadów Ola zamienia się w milczka i niektórzy nie wiedzą, że nie tylko umie mówić, ale w dodatku mówi wszystko co chce i to całkiem ładnie.

Dlatego też tak bardzo drażniło nas, że nasz wygadany nad wiek przedszkolak wciąż uzależniony jest od… butelki. Dawno temu pozbyliśmy się smoczka i pieluch, ale przespaliśmy właściwy moment i Ola totalnie przywiązała się do picia mleka w łóżku właśnie z butli. Próby odwyku podejmowaliśmy latem, raz nawet butelka stała na balkonie razem z listem do wróżki, że może ją zabrać, ale byłoby miło, gdyby przyniosła za nią lalkę. Niestety, Ola się rozmyśliła po chwili, zanim butla zdążyła zniknąć. W dodatku nasze próby nałożyły się w czasie z Oli nocnymi histeriami, więc po konsultacji z psychologiem postanowiliśmy na razie dać sobie spokój. Plan był taki: jak Ola zaadaptuje się w przedszkolu, to wtedy odstawimy butlę.

W minioną niedzielę po południu mówię do naszej córki:

– Słuchaj Olusia, jest sprawa. Jesteś już dużą dziewczynką, chodzisz do przedszkola. A przedszkolaki nie piją już mleka z butelki, tylko z kubeczków.

– Chcę oddać butlę wróżce! – zaskoczyła mnie odpowiedzią Ola.

-Naprawdę? – zdziwiłam się, nieprzygotowana, że tak łatwo pójdzie.

-Tak! Oddam butlę wróżce! Może przyniesie mi lalkę! Chodź mamo, napiszemy list!

Zaczęłam w panice myśleć, jak ja tu wytrzasnę teraz lalkę, jak jest niedziela, a my za chwilę wychodzimy do teatru i nawet nie ma czasu zahaczyć o sklep. Ale trzeba było iść za ciosem.

– Chcę taką lalkę jak dostała Emilka, z małymi nóżkami- dyktowała mi list Ola.

– A może Elsę? – zapytałam z nadzieją w głosie, bo wiem, że znaleźć Elsę nawet w niedzielę wieczorem jest o wiele łatwiej, niż tę z malutkimi stópkami.

– Nie! Chcę taką jak ma Emilka!

Chwilę później list wraz z butelką wylądował na balkonie, a półtorej godziny później ja z Piotrem w teatrze muzycznym na musicalu mojego życia – „Evicie” (długa historia, nie na dzisiaj). I zamiast przeżywać swoje katharsis, gryzłam paznokcie usilnie się zastanawiając, gdzie ja teraz znajdę tę lalkę, by nie przegrać tej sytuacji. Wiedziałam, że jak wrócę do domu bez niej i Ola będzie się kładła spać, to na pewno będzie chciała butlę z powrotem.

Tuż przed zamknięciem jedynego w okolicy sklepu z zabawkami sprzedawcy zobaczyli dwoje dorosłych, elegancko ubranych rodziców, którzy z panice przeczesywali półki z lalkami.

– Nie ma jej! – gorączkowała się matka – Jest Elsa, może jednak Elsę?

– Nie, weźmy tą – wybrał opanowany ojciec sięgając z półki zupełnie inną lalkę.

Z duszą na ramieniu wracaliśmy do domu. Czy to się może udać? W końcu Ola bardzo dokładnie napisała wróżce, którą chce lalkę.

Gdy ja witałam naszego wykąpanego już przez Babcię Bąbla, Piotr, chowając lalkę pod marynarką, wymknął się na balkon.

Chwilę później odkryłyśmy z Olą, że wróżka zabrała list i przyniosła jej prezent za butelkę. Lalka, choć inna, na tyle spodobała się naszej córce, że mała dała się namówić na wypicie mleka z kubeczka i poszła spać. Po prostu zasnęła. I następnego dnia też. I tak cały tydzień. A wczoraj zasnęła nawet bez wypicia mleka. Kolejny raz dowiodła, że jej nie doceniamy.

Powoli więc układamy na nowo nasze rodzinne życie. Wciąż dość trudne są późne popołudnia, gdy w końcu jesteśmy wszyscy razem. Dziewczyny odreagowują bowiem rozstanie z mamą i ogólnie zmiany. Ola z częstego braku przedszkolnych drzemek bywa okrutnie zmęczona i zła, co wyładowuje na … siostrze. Raz usłyszałam, że Emi ma zamieszkać w innym, BRZYDKIM domu.

Nasze marzenie, że rozłąka wzmocni siostrzane uczucia, na razie się nie spełniło. Cóż, poczekamy na tę miłość. Wierzymy, że przyjdzie.

Reklamy

One thought on “Obraz po rewolucji

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s