Listonosz zawsze klnie trzy razy

– K… mać! – doszło do moich uszu siarczyste przekleństwo, wykrzyczane pod oknem naszej sypialni. Akurat w porze Oli drzemki, właśnie przed chwilą przerwanej przez nią samą, bo obudziła się na pięć minut z głośnym płaczem; ku mej radości zapadła właśnie w dalszy sen pozwalając mi na chwilę relaksu. Zacisnęłam więc powieki i starałam się zignorować ten hałas. Nie mogłam przypuszczać, że byłam jego przyczyną.

Czytaj dalej

Reklamy